Pozycja materiału w rankingach:
Dziesiąta edycja za nami. Nie obyło się bez wzruszeń, zaskoczeń i rozczarowań. Na scenach pojawiały się gwiazdy - te świecące, jak i te dopiero co wschodzące. Zacznijmy może jednak od atutów minionego festiwalu.
Podczas przeglądania tegorocznego line-up'u nie czułam większych dreszczy, które wywoływały u mnie poprzednie edycje - przez pięć lat dzielnie jeździłam na Babie Doły przeżywać rzeczy niezwykłe. Mimo to Opener wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć - każdego dnia zdarzały się niesamowite przeżycia. W tym nie tak gęstym, a więc łatwiejszym do zrealizowania, programie, pojawiały się koncerty przez duże "K". Takie katharsis, spotkanie ze sztuką, emocje.
Zacznę od młodzieńca, choć nie do końca słuszne są moje wrażenia, że jest to muzyk kompletnie niszowy - sądząc po ogromnym tłumie zebranym w namiocie podczas jego koncertu. Co prawda ten tłum topniał powoli wraz ze zbliżaniem się występu The Strokes, ale wielu z nas zostało do końca, ryzykując utratę kilku minut nowojorczyków na rzecz tej przygody. Nie można było żałować ani jednej sekundy. Rozpoczęło się to widowisko powolnym "Unluck" i z minuty na minutę gęstniało od pięknych wokali Jamesa (naprawdę, na żywo jest brawurowym wokalistą) przepuszczonych przez zaprogramowane w klawisze wokodery, minimalistycznej perkusji, gitary i nawet puzona, zatopionych w perfekcyjnie wyważonych bitach. Czasami były one subtelne, czasami zaś buzujące dubstepowym, ciężkim basem. Zobacz także:
Artykuły
(279)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.42)
Wiek: 25 | Miejscowość: Palermo Sicilia | Kraj: Polska
O mnie: but at least i don't see you float away
Ostatnie artykuły autora: