„Czas Apokalipsy”, „Pluton”, „Full Metal Jacket”, a może „Most na rzece Kwai”? Wybór najlepszego filmu wojennego jest tak samo niemożliwy, jak rozwiązanie problemu kwadratury koła. To tego typu zestawienie, które każdy ułoży inaczej...
Twórcy seriali nie podlegają przecież tak restrykcyjnym ograniczeniom czasowym. We wspomnianej „Kompanii braci”, pokazano przecież nie tylko zmagania żołnierzy w przeróżnych warunkach. W kolejnych odcinkach mogliśmy obserwować życie wielu bohaterów w krótkich okresach wypoczynku, dramaty wojskowych służb medycznych operujących na linii frontu, wyzwalanie obozu koncentracyjnego, pierwsze kontakty Amerykanów z cywilną ludnością niemiecką, a także zdobywanie luksusowej kwatery Hitlera w Alpach.
„Kompania braci” okazała się dzięki temu nie tylko doskonałym rozwinięciem tego, co można było zobaczyć w „Szeregowcu”, ale pogłębioną analizą konfliktu. Można się pokusić o stwierdzenie, że były w niej widoczne elementy dokumentu, szczególnie, gdy na ekranie ukazywali się autentyczni uczestnicy walk. Dzięki takim zabiegom widz otrzymuje nie tylko rozrywkę, ale także sporą dawkę wiedzy i możliwość spojrzenia na wojnę z wielu stron.
Miejmy nadzieję, że podobnie będzie z „Pacyfikiem” i nowy serial pokaże to, czego o walkach na Oceanie Spokojnym nie mogła pokazać „Cienka czerwona linia”. Czy ten obraz zasłuży sobie, tak jak „Kompania braci”, na miejsce w czołówkach rankingów na najlepszy film wojenny?