Facebook Google+ Twitter

Najlepsze polskie piwo powstaje w bloku

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-07-07 07:57

Trzypokojowe mieszkanko Leszka Piątkowskiego skrywa niezwykłą tajemnicę. To tu powstaje domowe piwo, ochrzczone przez właściciela porterem pszowskim. Jak stwierdzili jurorzy prestiżowego konkursu piwowarów w Żywcu: to najlepsze domowe piwo w Polsce!

Sława taty najbardziej przypadła do gustu jego córce, Monice. – Może się chwalić koleżankom, że już była w telewizji – śmieje się Leszek Piątkowski. Mieszkanie z ojcem piwowarem ma też jednak ciemne strony. – Jak warzy piwo, strasznie brudzi podłogę. A myć muszę ja, bo tata ma chore nogi – denerwuje się, choć nie na serio, Monika.
Patrząc na mikroskopijną kuchnię w mieszkaniu Piątkowskich aż trudno uwierzyć, że można tu ugotować obiad, a co dopiero nawarzyć 20 litrów piwa naraz. I to najlepszego w Polsce!
– Cała tajemnica leży w odpowiednim doborze składników. Czytam dużo opisów, jak dany rodzaj piwa powinien smakować i staram się takie właśnie uwarzyć. Nie lubię piw gorzkich. Dlatego mój porter jest aksamitny, łagodny, wręcz karmelowy – mówi Leszek Piątkowski.
Rozmawiamy przy biurku, na którym stoi komputer. Gospodarz non stop odbiera maile z gratulacjami i... pytaniami o tajemnicę sukcesu.
– Swoich sekretów nie zdradzam, ale staram się początkujących naprowadzać na właściwy trop – mówi najlepszy piwowar w Polsce, który jest współautorem wydanej w zeszłym roku książki na temat zasad produkcji piw domowych.
W środowisku piwowarów (Piątkowski dzięki swojej pasji ma znajomych w całej Polsce, a po ostatnim sukcesie stał się dla nich prawdziwym guru), jest znany jako Wielki B. Skąd ta ksywa? Pan Leszek długo się opiera, ale w końcu zdradza: – Wystarczy na mnie spojrzeć. Wielki B, czyli wielki brzuch. W końcu tych piw musiałem próbować – śmieje się.
Zanim złoty trunek zaczął warzyć w domu, rzadko pił piwo ze sklepu. – Od czasu do czasu. Teraz jednak piję tylko swoje. Znajomi też je lubią. Ze znalezieniem degustatorów, którzy oceniają moje wyroby, nie mam problemów – mówi pan Leszek. Z kolegami spotyka się zawsze na początku weekendu. Nazywa te wieczory „piątkami u Piątkowskiego”.
Piąty Konkurs Piw Domowych odbył się w czerwcu podczas Festiwalu Piwowarów 2007 w Żywcu. To najbardziej prestiżowa impreza piwowarska w Polsce. W konkursie wystartowało 48 pasjonatów z kraju, wystawili w sumie 78 różnych piw. Pszowianin pojechał tam z porterem bałtyckim, koźlakiem i ciemnym piwem pszenicznym. I trzy razy stanął na podium. – Tego nie udało się osiągnąć nikomu innemu. Jak ktoś zdobył jedną nagrodę, był szczęśliwy – cieszy się Piątkowski. Za koźlaka i ciemne pszeniczne dostał trzecią nagrodę, a za porter bałtycki pierwszą. Potem z wszystkich zwycięskich piw wybierano Grand Championa festiwalu. Ku zaskoczeniu wielu uczestników z dużo większych miast, tytuł pojechał do Pszowa.
– Jak długo warzyłem to piwo? Jak każde inne, około siedmiu godzin – opowiada zwycięzca. – Gotowanie nie trwa długo, znacznie więcej cierpliwości wymaga proces fermentacji.
Piwo na konkurs Piątkowski uwarzył w styczniu. Pierwsza partia nie wyszła – już podczas fermentacji piwo zakaziła jakaś bakteria. – Musiałem podjąć błyskawiczną decyzję, czy dać sobie spokój, czy brać się za następną – wspomina pan Leszek. Na szczęście jeszcze raz stanął w maleńkiej kuchni, jeszcze raz wymieszał słód, drożdże, wodę i wszystkie pozostałe składniki, zabutelkował i zniósł do piwnicy. Po sześciu miesiącach powstało najlepsze piwo domowe w kraju.
Leszek Piątkowski / Fot. Dziennik Zachodni
Recepta pszowskiego piwowara na sukces jest prosta – trzeba robić tak „jak drzewiej bywało”. Czyli warzyć piwo tylko od jesieni do wiosny. – Potem jest za ciepło, w powietrzu unosi się za dużo dzikich drożdży, bakterii i pyłków. A one piwu szkodzą – mówi spec od domowego portera. I przestrzega amatorów przed używaniem do wyrobu piwa drożdży kupionych w sklepie. – Z takich to można co najwyżej dobrą babkę zrobić. Dobrego piwa nigdy!
Co Piątkowski by zrobił, gdyby miał dużo pieniędzy? – Otworzyłbym browarek restauracyjny, w którym można by się delektować moim piwem – marzy. – Ale ponieważ nie mam pod ręką kilkunastu tysięcy złotych, nie przywiązuję się do takich myśli.
mirosława książek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.