Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

101819 miejsce

Najnowszy album Piotra Roguckiego "95-2003"

11 czerwca wyrafinowany miłośnik poezji śpiewanej, a także wokalista łódzkiej kapeli Coma, Piotr Rogucki, wydał swój drugi solowy album, pt. „95-2003”. Choć tytuł płyty brzmi enigmatycznie, w rzeczywistości wiele wyjaśnia.

Okazało się, że jest to aranżacja występów Piotra, których bootlegi od lat krążą w internecie. A konkretnie są to nagrania fanów z lat 95-2003. Sądzę, że pomysł Roguca i Mariana Wróblewskiego wart jest zrecenzowania.

W zasadzie to panowie ziścili moje marzenie, by znane mi dobrze kawałki dostępne były w lepszej jakości. Smutne pyrkanie na YouTube wprawiało w gorszy nastrój, kiedy człowieka rozpraszały szumy, które pojawiały się w nagraniach zamiast czystych dźwięków. Nie spodziewałam się jednak, że można przygotować nagranie TAK dobrej jakości. Na płycie funkcjonują ze wzajemnym poszanowaniem dwa światy - ten muzyki Mariana i ten głosu Piotra. Nie potrafiłabym wskazać wyższości jednego z nich - choć tak różne, to obydwa są znakomite.

W pierwszym utworze Piotr dość mocno mnie zaniepokoił, bo była to wersja „Ulotności” znacznie odbiegająca od tej znanej mi z Internetu... Jednak już przy drugiej i kolejnych piosenkach panowie kupili mnie w całości. Użyte instrumentarium zaskakuje, a każdy dźwięk wytworzony z jego pomocą jest w pełni świadomie postawiony w danym miejscu. Na tej płycie nie ma przypadku, choć jest tak niecodzienna. To samo tyczy się głosu Piotra - słychać tu kunszt aktorski, z którego Roguc czerpie garściami. Dzięki temu słuchacz czuje, że wokalista rozumie, o czym śpiewa; wie, jaką historię właśnie opowiada. Nie trzeba wyjaśniać, że dodaje to jeszcze kolorystyki albumowi.

Żeby nie było za słodko...


Jedyne, o co mam do Piotra "żal", to fakt, że trzymał w nagraniach swój potężny głos na wodzy. W bootlegowych wersjach tych kompozycji wypuszczał swój głos na wolność - gdyby mógł, niemal każdą samogłoskę wyciągałby przez minutę. I mi - zakochanej w ogromnej mocy jego strun głosowych - jak najbardziej to odpowiadało. Wydaje mi się, że Piotr po prostu artystycznie dojrzał i zaczyna rozumieć, że potęga tkwi w umiarze, „less is more”. Na całym albumie tylko kilka razy drapieżnie przypomina, na co stać go wokalnie. Ujawnił za to w ten sposób drugą stronę medalu, to jest mocne, acz ciche figury stylistyczne, jak np. mruknięcia. Raz, że potwierdza to znakomitą jakość całości nagrań, a dwa - zaskakuje.

Aby w pełni docenić starania obu panów, naprawdę warto kupić oryginał.
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.