Facebook Google+ Twitter

Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi

Kręciłem się po Kaszubach w poszukiwaniu materiału do fotoreportażu, gdy na skraju wsi Dąbrowa moją uwagę przyciągnął budynek na pierwszy rzut oka przypominający okazałą willę lub wygodny pensjonat.

Bryłę budowli zdobiła niewielka wieża zwieńczona krzyżem, zaś na frontowej elewacji połyskiwały w słońcu metalowe litery układające się w napis: „Mój Kościół Chrytusowy”. Zaciekawiony, skierowałem tam swoje kroki.

Za wysokim ogrodzeniem licho odziany człowiek majstrował coś przy starym aucie, a gdy próbowałem otworzyć zaryglowaną od środka furtkę, rzucił w moją stronę: „Czym mogę służyć?” Przedstawiłem się jako dziennikarz, wyrażając jednocześnie chęć obejrzenia świątyni. Na dźwięk słowa „świątynia” oczy gospodarza zapłonęły dziwnym blaskiem i już po chwili zostałem wpuszczony na dziedziniec.

Nie chcąc nadużywać gościnności zasugerowałem, że najchętniej wykonałbym kilka zdjęć we wnętrzu kościoła i to by mi w zupełności wystarczyło, jednak mężczyzna zdecydowanie się temu sprzeciwił:
- To jest teren prywatny, dom Boga, więc wymaga pełnego szacunku!
Trochę zdziwiły mnie te słowa, ale nie dałem za wygraną. Skoro znalazłem się w tym miejscu, postanowiłem dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Gospodarz chętnie podchwycił temat.

Okazało się, że jest właścicielem całej posesji i nazywa się Konrad Merchel. Początkowo studiował ekonomię w Gdańsku, potem pracował w „fabryce domów” w Kokoszkach. Jednak, gdy nadarzyła się okazja, został marynarzem. Lata spędzone na morzu nie poszły jednak na marne, gdyż, wykorzystując żyłkę handlową, dorobił się sporego majątku. A gdy zawiodło go zdrowie – kupił ziemię i przerzucił się na badylarstwo, również ciągnąc z tego spore zyski.

Gdy zapytałem wprost o historię budynku i co oznacza napis na jego elewacji, pan Konrad dziwnie spoważniał. Dopiero po dłuższej chwili wyjawił, że o wszystkim zadecydował sen.

Otóż pewnej nocy ujrzał we śnie świetlisty obłok, który przemówił do niego stanowczym głosem: „Wzniesiesz świątynię, w której zamieszkasz wraz z prawdziwym Bogiem”. Słowa te przeszyły jego mózg z tak ogromną siłą, że odtąd już dokładnie wiedział, czemu poświęci resztę życia, a słowo „świątynia” będzie dla niego niezawodnym drogowskazem.

- Tak dokonało się to, co miało się dokonać. Taka była wola Najwyższego! Żyjemy po to, aby wypełniać nakazy opatrzności. Wybudowałem więc własną świątynię i teraz już nikt nie jest mi do niczego potrzebny, mieszkam tylko z Bogiem i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi! – stwierdził.

Mimo ponownych nalegań, nie uzyskałem jednak zgody na robienie zdjęć, więc, serdecznie pożegnawszy gospodarza, opuściłem posesję. Wsiadając do samochodu, rzuciłem jeszcze okiem na zgarbionego mężczyznę w zniszczonej marynarce, człapiącego w głąb podwórza i zadałem sobie pytanie, czy to możliwe, aby tak wyglądał najszczęśliwszy człowiek na Ziemi?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

+) Szczęście można znaleźć także w drobnych uczynkach... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, to że jesteś osobą wrażliwą widać we wszystkim, co fotografujesz lub piszesz. Jest w tym ciepło i szacunek dla ludzi. To warte pochwały i naśladownictwa. Ale też jest to, według mnie, najprostsza recepta na szczęście. Moja Piękna zwykła mi mawiać: jeżeli staniesz przed drugim człowiekiem i nie będziesz potrafił dostrzec w nim samego siebie, to wiedz, że twoje szczęście jeszcze nie nadeszło. Prawda, że to bardzo humanistyczna definicja szczęścia?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kochani, dyskusja o szczęściu jest zawsze kłopotliwa, bo też szczęścia bywają różne. To co dla jednego jest tylko wesołością, dla innego może okazać się źródłem wielkiego szczęścia. Biedak, który znajdzie na ulicy złotówką jest zwykle dużo szczęśliwszy od bogatego, który po taką drobną monetę nawet nie chce się schylić. A dla mnie np. szczęściem jest, gdy obcy człowiek usiądzie obok i zaraz rozmawiamy ze sobą o wszystkim i o niczym, jakbyśmy byli starymi dobrymi znajomymi. Albo gdy Moja Piękna przynosi mi do łóżka moje ulubione płatki górskie, a ja patrzę na nią i nie mogę się nadziwić, jaka ona jest piękna w tym fartuchu kuchennym, papilotach i z tym talerzem płatków w rękach. Bo szczęście trzeba mierzyć różną miarą. Miarą boską (jak u bohatera reportażu), albo ludzką - jak w życiu każdego z nas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

chyba powinno być "czym jest szczęście" ?
zadowoleniem , a możezdrowiem fizycznym i psychicznym. ?
bo, nie pieniędze, to wiadomo, aczkolwiek bez nich ów Pan nie wybudowałby owej budowli "z" którą jest tak szczęśliwy

Komentarz został ukrytyrozwiń

no interesujące pytanie;-) plus za materiał;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmmm. ciekawe czy mieszkał tam sam ? zupełnie? czy udestępniał budowlę użyteczności społecznej?
jednii budują sobie obserwatoria astronomiczne, a ktoś inny wstępuje do zdromadzenia zakonnego wraz z całym swoim majątkiem. Różnie ludzie znajdują szczęście.
Bo co to to jest "Szczęście"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.