Facebook Google+ Twitter

Nakręceni na sukces

Katyń nie dostał nagrody Akademii Filmowej. Przyjęto tę wiadomość jako rozczarowanie, bo Polacy niezdrowo nakręcali się, oczekując sukcesu. To już kolejny raz, gdy nasze przesadzone nadzieje odbijają się czkawką.

Tak naprawdę, im bliżej było do ceremonii wręczenia Oscarów, tym bardziej stawało się oczywiste, że jeden z nich powędruje do rąk Andrzeja Wajdy. I choć wyniki pozostawały tajemnicą, to w całej Polsce już kilka dni wcześniej znaliśmy zwycięzcę. Niby pozostawała jeszcze odrobina niepewności, lecz tak naprawdę przesądzone było, że wygra „Katyń”.

http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Andrzej_Wajda_by_Kubik.JPG / Fot. Mariusz KubikPrzedwczesne nadzieje

Aż tu nagle – grom z jasnego nieba, bo statuetkę dla najlepszego filmu obcojęzycznego zgarnęli austriaccy „Fałszerze”. Bynajmniej, nie sfałszowali wyników. Nikt nie sfałszował. Naprawdę „Katyń” nie został nagrodzony.

Jak to możliwe? Przecież przez cały weekend polskie media przedstawiały film Wajdy w roli faworyta. „Bukmacherzy stawiają na Katyń”, „Amerykanie powinni docenić staroświeckie kino Wajdy” – gazety prześcigały się w zapowiedziach. Telewizje tak samo, a i radiowe informacje pełne były doniesień z Hollywood. Dziennikarze zrobili z „Katynia” przedwczesnego zwycięzcę. Nie byłoby problemu, gdyby film Wajdy wygrał...

Ta dość groteskowa sytuacja pokazuje, jak Polacy widzą się niekiedy w roli zwycięzców, nim jeszcze nimi zostaną. I nie dotyczy to, bynajmniej, tylko dziennikarzy. Za każdym razem, gdy znany polski reżyser/polityk/sportowiec staje przed szansą odniesienia światowego sukcesu, potrafimy – kolokwialnie mówiąc – nakręcić się do przesady. Wypowiadamy się niezwykle entuzjastycznie, nie ukrywamy rozbudzonych nadziei. Po ogłoszeniu nominacji dla Wajdy, z dnia na dzień, coraz więcej komentatorów wypowiadało się w takim tonie, jak gdyby „Katyniowi” Oscara już przyznano.

Nie pierwszy raz

Wystarczy przywołać kilka sytuacji z przeszłości, by udowodnić, że przypadek ów wcale nie jest pierwszym – i zapewne, niestety, również nie ostatnim. Nie tak dawno w sieci Gadu-Gadu krążył łańcuszek zachęcający do oddania głosu w niemieckim serwisie, w ankiecie: kto wygra grupę B podczas piłkarskiego Euro 2008? Niewtajemniczonym przypomnę, że w grupie tej znalazły się: Austria, Chorwacja, Niemcy i właśnie Polska. „Głosujmy wszyscy na Polskę! Pokażmy Niemcom, że się nie boimy, że wygramy tę grupę!” – tak mniej więcej brzmiał apel zawarty w łańcuszku.

Oczywiście, skutek był natychmiastowy: Polska zebrała w ankiecie blisko 90 proc. głosów. Rzecz jasna, nikt w Niemczech, Austrii ani Chorwacji nie zawracał sobie głowy takimi głupotami i nie organizował ogólnonarodowej akcji, mającej na celu zwycięstwo w jakiejś ankiecie. Bo i po co?

O ile mnie pamięć nie myli, podobna sytuacja miała miejsce dwa lata temu, tuż przed MŚ 2006 w Niemczech. Polscy internauci wyszukali na zagranicznym portalu sondę, w której oceniano, jaki zespół ma największe szanse na zdobycie mistrzostwa. Oczywiście, dzięki szturmowi polskich kibiców, wyszło na to, że faworytem całej imprezy jest reprezentacja Polski. Co z tego wynikło – większość zapewne pamięta. Nawet nie awansowaliśmy z grupy.

Atmosfera nakręcania się na sukces towarzyszyła zresztą nie tylko kibicom, ale i samym zawodnikom. Maciej Żurawski, pytany przed mundialem, jak daleko zajdzie w nim reprezentacja, wypalił, że może nawet zdobyć mistrzostwo świata. W podobnym tonie wypowiadał się cztery lata wcześniej selekcjoner Jerzy Engel, obiecując przywieźć Puchar Świata z Korei i Japonii. Efekt w obydwu przypadkach był podobny.

Pohamujmy się

Przywołuję przykłady sportowe, gdyż są najnowsze i najbardziej oczywiste. Gdyby przyjrzeć się dokładniej, można by podobne polskie postawy odnaleźć również w innych sferach. Jedno jest dla nich charakterystyczne: nawet jeśli sami do końca nie wierzymy w siebie i swój sukces, za wszelką cenę chcemy – na przekór – pokazać wszystkim dookoła, jak bardzo jesteśmy pewni i bojowo nastawieni. Tymczasem największe sukcesy Polaków to zazwyczaj takie, których nikt się głośno nie spodziewał ani nikt nie zapowiadał.

To taka mała wskazówka dla tych, którzy przy wielu okazjach budują niezdrową atmosferę oczekiwania na sukces. Wszelkie huczne zapowiedzi i przewidywania, jeśli tylko okazują się błędne, momentalnie przemieniają się w ogromne rozczarowanie. Może, zamiast mówić non stop o rosnących szansach „Katynia”, należało więcej miejsca i czasu poświęcić konkurentom do nagrody? A tak, o „Fałszerzach” polscy odbiorcy wiedzą niewiele, mimo iż właśnie ten film znalazł większe uznanie w oczach Akademii Filmowej. W efekcie osobą najmniej zawiedzioną wynikiem był chyba – paradoksalnie – sam Andrzej Wajda. Bo właśnie on, jako jeden z nielicznych, zachował skromność i na zwycięstwo się nie nakręcał.

Sukces, szczególnie na skalę światową, rodzi się poprzez czyn, a nie słowa. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem przyjdzie nam ochota, by przyznawać Oscary przed oficjalnym ich wręczeniem, albo by zagłosować w ankiecie dotyczącej szans drużyn na piłkarskich mistrzostwach. Nie nakręcajmy się do przesady, gdy nie jesteśmy pewni sukcesu. Ewentualne rozczarowanie łatwiej wtedy przyjąć. A i sukces bywa bardziej satysfakcjonujący w chwili, gdy nikt głośno go nie zapowiada.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Temat ciekawy i na czasie, ale wybor przykladow troche slaby. Nie przypominam sobie, by ktos przy zdrowych zmyslach na powaznie przepowiadal zwyciestwo Polski w mistrzostwach swiata. Nie bylo nakrecania sie przez media do przesady. Byly emocje i nadzieje, w sporcie to normalne.

Co do zjawiska masz calkowita racje - ja bym przytoczyl chocby przypadek niedoszlego "Nobla dla Papieza".

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.02.2008 18:32

Pewnie gdybyśmy byli przyzwyczajeni do sukcesów, byłoby inaczej. A jest głód i to spory.

"(...)mimo iż właśnie ten film znalazł większe uznanie w oczach Akademii Filmowej" - tego uznania w oczach szanownej Akademii, to bym nie przeceniał. Pamiętajmy że to Hollywood, a nie Cannes, Wenecja czy Berlin.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Nie byłoby problemu, gdyby film Wajdy wygrał..." naprawdę by nie było ..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naprawdę dobry artykuł. Zarzucają nam, że nie wierzymy w siebie, ale kiedy już uwierzymy to często wierzymy, aż za mocno. Moim zdaniem nie można było mieć aż takiej pewności biorąc pod uwagę nieobliczalność, która tym festiwalem rządzi. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.