Facebook Google+ Twitter

"Namiestniczka", czyli historia Imperium Anryjskiego

"Namiestniczka" to kolejna książka wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w ramach serii "Nowa Fantastyka". Autorka jest debiutantką, jednak w szybki sposób przekonała polskich wydawców, że to właśnie jej powinni dać szansę.

 / Fot. brak„Namiestniczka” jest drugą książką z serii „Nowa Fantastyka”, wydawnictwa Prószyński, którą miałam możliwość przeczytać. Robi wrażenie przede wszystkim objętością, która przekracza 800 stron. Według danych od wydawcy jest to pierwsza część Trylogii Suremu, co oznacza, że kolejne części na pewno nie będą krótsze. Mimo tego, nie zniechęciłam się i szybko zabrałam się za lekturę.

Tytułową namiestniczką jest Enrissa, władcza i doskonale wykształcona kobieta. Znajomość etykiety, tradycji oraz często potrzebnego wyczucia, pomaga jej w sprawiedliwym i mądrym rządzeniu imperium. Mimo że nie zawsze wszyscy są zadowoleni z panowania kobiety, to jednak siedzą cicho, bo nie dzieje im się zbyt duża krzywda.

W porównaniu do poprzednich namiestniczek, Enrissie nie można zarzucić nic złego. Jednak pewnego dnia wychodzi na jaw, że według starożytnego proroctwa do imperium zbliża się katastrofa. Wcześniej jednak Enrissa będzie musiała sobie poradzić z wieloma innymi problemami.

Oprócz głównego wątku jest jeszcze szereg historii pobocznych, rozbudowanych do tego stopnia, że sprawiają wrażenie równie ważnych. A opowieści jest tyle, ilu bohaterów. Autorka chyba wzięła sobie za cel, byśmy poznali w miarę możliwości jak najlepiej każdą z postaci. Przez ten zabieg, ponad 500 stron okazuje się właściwie wstępem do prawdziwych wydarzeń zapowiadanych w opisie z okładki książki. Nie warto przytaczać jej streszczenia, gdyż można się pogubić, a sądzę że niewielu, by coś z tego z rozumiało.

Momentami miało się wrażenie, że autorka nie wie dokładnie, co chce nam przekazać. Tak jakby objętość tekstu przerosła także ją. Prawie od początku wydaje się ważna, pewna stara księga, poszukiwana od dawna przez elfy. To właśnie ona doprowadza do tragedii i sporów, a nagle pod koniec zostaje zapomniana i właściwie nie wiadomo, co tak naprawdę w niej było. Każdy nagle traci nią zainteresowanie. To tylko jeden z przykładów pogubienia się pani Szkolnikowej we własnej historii.

Chciałabym pochwalić polskie wydanie książki. Ładna okładka, choć oczywiście kolejny raz w tej serii nie wiadomo kogo ilustrująca, bo raczej nie Enrissę. Namiestniczka przedstawiana jest jako piękna kobieta, w sukniach i jak się nie mylę z przydomkiem Złotowłosa. Tłumaczenia także mi się podoba, a przy tym można zauważyć małą ilość błędów.

Podsumowując „Namiestniczka” nie jest złą książką. Świat został wykreowany podobnie jak w wielu powieściach z tego gatunku. Tu już prawie nic nie zostało przecież do odkrycia. Jednak czytelnicy, którzy nie czytają nałogowo fantastyki, powinni ją przyjąć całkiem nieźle. Choć nie uznałam jej za wybitną, to z ciekawością sięgnę po pozostałe tomy Trylogii.


"Namiestniczka" Wiera Szkolnikowa
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.