Jest elementem obozu PO?- Tak. Poparcie kandydata partii władzy w momencie, kiedy jest kandydat lewicowy, w tym właśnie momencie silny, jest niezrozumiałe. Nie chcę być zarozumiały, ale wtedy właśnie sondaże zaczęły rosnąć.
Będzie Pan po tym wszystkim potrafił jeszcze rozmawiać z Włodzimierzem Cimoszewiczem?- Jak się spotkamy, kilka słów pewnie zamienimy.
A Ryszard Kalisz? Wojciech Olejniczak?To było dziwne. Pokazaliśmy przecież w tej kampanii, że można inaczej uprawiać politykę, można nie kłócić się, nie krzyczeć, a rozmawiać z ludźmi. Rozmawiałem wtedy z Wojtkiem Olejniczakiem. Długo mu tłumaczyłem, żeby nie podejmował żadnej decyzji, nikogo nie popierał wbrew decyzji całej partii. Przypominałem, że za chwilę sam będzie startował w wyborach i warto, by był fair wobec kolegów. I wyborców.
Przecież mógł zrobić to co ja, pójść także po pierwszej turze do ludzi, być pod fabrykami, na bazarach, rozmawiać z Polakami, zapytać ich, co o tym sądzą. Porozmawiać ze strukturami partyjnymi. Cóż, zrobił, co uznał za właściwe.
Ma teraz problem?- Ma w tym sensie, że nie bardzo wiem, jak zamierza teraz walczyć o prezydenturę Warszawy. Wystąpił na wiecu Platformy Obywatelskiej, partii, która rządzi w stolicy.A teraz będzie mówił na swoich wiecach, że chce jej odebrać w tym mieście władzę? To nielogiczne.
Nieoficjalnie wiadomo, że niektórzy politycy SLD są namawiani do przejścia do PO, do wzmocnienia jej lewego skrzydła. - Ale to się nie uda. Dziwię się tylko ludziom Platformy, którzy budowali od początku tę partię, płacili sporą cenę, znosili ataki. A teraz widzą, że powstało coś, co nie jest ich, co nie ma wyrazu, charakteru, tożsamości. Gdzie miejsca na listach dostają ludzie od Krzaklewskiego do Danuty Hübner. Ileż oni wytrzymają? A druga sprawa, to już raz, na początku lat 90., próbowano budować koncesjonowane lewice. Wiemy, jak się skończyło.
Czytaj dalej na stronie
polskatimes.pl