Facebook Google+ Twitter

Napieralski do partyjnych oponentów: albo nie przeszkadzajcie, albo odejdźcie

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2010-07-23 07:39

O tym, jak przeżył smoleńską tragedię, kiedy zdecydował się kandydować na prezydenta i o tym, że wewnętrzna opozycja w SLD ma wybór: zacząć pomagać albo odejść - Grzegorz Napieralski, lider Sojuszu, mówi w rozmowie z Michałem Karnowskim.

 / Fot. PolskapresseKiedy uznał Pan, że musi kandydować?
- To trochę trwało. Sporo osób uważało, że powinien kandydować Janusz Zemke, przyjaciel Jerzego Szmajdzińskiego, że to miałoby charakter normalnej kontynuacji. Inni uważali, że lider partii musi się tego podjąć, że w tak trudnym czasie to jego obowiązek. Pojawiały się też inne nazwiska. Zdecydowało spotkanie z szefami rad wojewódzkich, których poprosiłem o przeprowadzenie w terenie konsultacji. Wynik był jednoznaczny - powinien się tego podjąć lider, bo to zamyka różne wewnętrzne spory, jest naturalne, bo nasi ludzie tego właśnie chcą.

Wahał się Pan?
- Każdy by się wahał. Ale podjąłem się tego. Pamiętam, że na zarządzie partii powiedziałem, że to dla nas trudna chwila, ale też szansa. I że musimy w tych wyborach zawalczyć o obecność na scenie politycznej po wyborach, o zbudowanie silnej pozycji. To był mój cel. I postawiłem tylko jeden warunek: musi być zgoda. Bez tego nikt niczego nie dokona.

Ale zgody nie było.
Tak, niestety wszystkich do tej tezy nie udało mi się przekonać.

Byli politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, którzy wsparli Bronisława Komorowskiego przed drugą turą, a Włodzimierz Cimoszewicz, były eseldowski premier, zrobił to nawet przed pierwszym głosowaniem.
- To było przykre, to było bardzo bolesne. Ale nie tylko dlatego, że poparł kogoś innego. Chodziło też o to, że rok wcześniej, kiedy kandydował na sekretarza generalnego Rady Europy, wsparłem go i wszyscy ludzie lewicy z całych sił. Nie patrzyliśmy na własny interes, ale zależało nam, by tak wartościowy polityk mógł służyć Polsce. Jeździłem wtedy po całej Europie, szukałem dla niego poparcia w partiach lewicowych, włożyłem w to naprawdę dużo wysiłku. Przekreśliłem wtedy to, co było wcześniej, stare żale lewicy. Uznaliśmy, że musimy pomóc. Ale kiedy my potrzebowaliśmy takiej pomocy, otrzymaliśmy od premiera Cimoszewicza taki cios. Nie ukrywam - zabolało. Przez kilka dni mocno. I politycznie, i osobiście. Nikomu tak bolesnego doświadczenia nie życzę.

Dlaczego to zrobił?
- Nie wiem. Krążą różne teorie, ale nie będę o nich mówił. Nie wiem.

To było ostateczne przecięcie pępowiny łączącej byłego premiera z lewicą?
- Włodzimierz Cimoszewicz już wybrał. Platformę Obywatelską.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.