Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34978 miejsce

Napisy na ścianach – plagą wrocławskich osiedli

Napisy na ścianach, czyli popularne graffiti to prawdziwa zmora naszych osiedli. Czasem napisy pojawiają się na nowych elewacjach powodując jej oszpecenie. Czy jest na to sposób?

 / Fot. fot.M.Bachorski-RudnickiGraffiti jest wszechobecne. Pojawia się na elewacjach domów, blokach, na bramach i na każdym wolnym kawałku ściany. Niektórym się podoba, ale wielu odpycha.

Po prawdzie graffiti z wulgarnymi napisami, czy chuligańskimi opisami niewiele ma wspólnego. W zasadzie graffiti jest nazywane mianem sztuki i z pseudo malunkami na ścianach nie ma za wiele wspólnego.

Jednakże mieszkańcy osiedli, a także osiedlowe administracje starają się walczyć i z jednym i z drugim. Nikogo przecież nie ucieszy oszpecona elewacja budynku, gdy w świadomości lokatora zakorzeniony jest fakt, że za remonty płacimy w czynszu tzw. fundusze remontowe.

Żadnego z mieszkańców nie uszczęśliwia myśl, że wymalowane logo drużyny piłkarskiej czy innego klubu sportowego to najpiękniejsza na świecie rzecz na nowo odnowionej elewacji. Niestety jeszcze gorzej, gdy pojawiają się czyjeś niechlujne podpisy, czy wulgarne napisy itp.

Wydaje się, że sprawa jest trudna, bo spółdzielnie na naszych osiedlach wydają się stać na pozycji straconej. Tłumaczą się tym, że wszystkich chuliganów niszczących mienie upilnować nie sposób.

 / Fot. fot.M.Bachorski-RudnickiJedyne skuteczne działanie, którego spółdzielnie mogą się podjąć to wyznaczenie odpowiedniego miejsca, gdzie graffiti można umieszczać legalnie. Jednakże dla wandali umieszczających różnego rodzaju napisy takie miejsca nie stanowią takiego wyzwania jak budynki i mury.

Mają oni świadomość dewastacji elewacji, ale wolą ryzykować niż umieszczać swoje prace w miejscach do tego przeznaczonych. Niestety nie jest to dobra wiadomość dla lokatorów. Wandale niszczą ściany, spółdzielnia dolicza wtedy zazwyczaj remont do czynszu, mieszkańcy płacą a chuligani znów pojawiają się i ponownie niszczą wyremontowaną powierzchnię.

W dużej mierze ten stan rzeczy zależy od samych mieszkańców, którzy czasem udzielają „grafficiarzom” cichego społecznego przyzwolenia. Oczywiście sprawa nie jest prosta, ale mieszkanie wśród poniszczonych klatek schodowych czy bloków pełnych wulgaryzmów do najprzyjemniejszych nie należy.

Być może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie jak za dawnych czasów straży sąsiedzkiej? Winnym przypadku pozostaje niestety tylko ponoszenie opłat na ciągłe niwelowanie skutków chuligańskich wybryków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.