Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24558 miejsce

"Narcos" - koka i cola. Dobrze zagrany i wartki serial

"Narcos", dobrze zagrany, wartki serial polityczno-sensacyjny opowiada o ważnym rozdziale w dziejach narkobiznesu, ale i zaznacza niebezkrytycznie interwencjonizm USA. Nie osądza narkotykowych baronów, ale też ich przesadnie nie broni.

 / Fot. NarcosZ tegorocznych debiutów amerykańskich seriali dramatycznych w większości recenzji i statystyk pojawiają się trzy tytuły szczególnie warte uwagi. Są to: „Better call Saul”, „Mr Robot” i „Narcos”. O ile „Better Call Saul” (spin-off jednego z najlepszych seriali ostatnich lat, „Breaking Bad”) i „Mr Robot” (nieodłącznie kojarzy się z kultowym „Fight Clubem”, czy fragmentami „Matriksa”), były dziełami skazanymi na sukces bez względu na to, czy spełniły oczekiwania, tak dla „Narcosa”, dla którego scenariusz napisała historia XX wieku recepta sukcesu była inna.

Po pierwsze to kolejny udany serial Netflixa – platformy wypuszczającej seriale w internecie od razu całymi sezonami – czego udanym przykładem był „House of Cards”. Po drugie – na serial zwraca uwagę nieprzeciętne aktorstwo Wagnera Moury i reżysera Jose Padilhi – twórców udanego kina zaangażowanego z Ameryki Południowej, „Elitarnych” - nagrodzonych w Berlinie, a także ich nie tak znowu gorszej kontynuacji. Po trzecie wreszcie – to serial dobry. Jego tematyka polityczno-społeczna zarysowana jest z prawdziwego zdarzenia, serial (na razie jeden sezon, zapowiada się na pewno kolejny, choć może krótszy niż 10 odcinków) jednocześnie może służyć jako bryk z historii Ameryki Południowej, ale i USA, jak i niezłe patrzydło z wartką akcją, egzotyczną lokacją (dla Europejczyków) i zacnymi niewiastami na pierwszym i drugim planie.

Fenomen „Narcos” polega na doborze głównego bohatera, kokainowego barona Pablo Escobara. To w kulturze Ameryki Południowej odpowiednik Jessego Jamesa, Johna Dillingera, czy Ala Capone'a. W odróżnieniu jednak od amerykańskich kolegów z lat wcześniejszych, Escobar nie był zwyczajnym gangsterem, który pozostawał przy wykonywaniu swojej profesji – stał się miliarderem, a jednocześnie chciał zmieniań kraj, zwalczać biedę, wejść do polityki.

Oczywiście, serial opowiadany jest z perspektywy Amerykanina (boyd Holbrook), tropiącego go policjanta, a także jego wspólnika (Pedro Pascal). W połowie sezonu pojawia się również kandydat na prezydenta Kolumbii (Raul Mendez) – walczący z baronem, ale na określonych przez rywala warunkach.

Oglądając „Narcos” miałem skojarzenia z najlepszymi politycznymi dreszczowcami od „Dnia Szakala” - w którym wątek terroryzmu politycznego szczególnie starannie zarysowany był wpierwszej połowie filmu; przez „Baader-Meinhoff”, czy mini-serial „Carlos”, gdzie terroryzm, bandytyzm i polityka mieszają się nierozłącznie, po „Monachium” Spielberga, do którego mimo krytycznych recenzji sam mam dużą słabość. Co lepsza „Narcos” wskazanym starszym dziełom wcale nie musi kłaniać się w pas, by nie rzec że im dorównuje. Na koniec oczywiście nowe klasyki seriali , gdzie również politycy-gangsterzy reprezentowani byli w „Wire” przez Stringer Bella (w wykonaniu debiutującego w pierwszoplanowej roli Idrisa Elby, dziś pierwszorzędnego aktora hollywoodzkiego), czy Nucky'ego Thompsona w „Zakazanym Imperium”.

„Narcos” nie udaje że tylko częściowo oparty jest na faktach – w czołówce serialu widnieją zdjęcia archiwalne samego zainteresowanego Escobara. Wiele faktów z historii Ameryki Łacińskiej przytaczanych tu jest z odpowiednim komentarzem dla laików (n.p. wyjaśnia się to kim był Pinochet i Simon de Bolivar lub czym była teologia wyzwolenia), wprowadzane są też komentarze n.p. Ronalda i Nancy Reagan, wydających narkobiznesowi trwającą praktycznie do dziś wojnę.

Zasadniczą zaletą, którą widzę w "Narcos" jest jego bezkompromisowość. Bogaty handlarz kokainą walczy z imperialistyczną polityką Stanów Zjednoczonych, a w zasadzie z kapitalizmem - jego własną bronią. Escobar Maury urasta do rangi romantycznych Herzogowskich postaci mierzących się ze światem na własnych warunkach. Wygrana lub przegrana zależy tylko i wyłącznie od obranego sobie celu. Escobar jest bezwzględny dla tych, którzy go zdradzają, bądź zawodzą, jednak rzadko kto ginie bez przyczyny (jak na przykład w "Mieście boga" ukazującym głównie chaos).

Wątek Escobara musi być oczywiście zderzony z historią wspomnianego amerykańskiego policjanta - i jest to dla mnie zabieg nieco słabszy. Życie rodzinne gliniarza i jego zmienne zainteresowania nie podkreślają osobistego zaangażowania w akurat tę walkę. Porachunki policjanta z Escobarem nie są osobiste (co jest niby oczywiste), a policjant w całym śledztwie wydaje się postacią przypadkową, za bardzo aż zewnętrzną. Gdyby wyobrazić sobie na odwrót - kolumbijskiego policjanta w USA - tutaj moje gdybanie wydaje się absurdalne z perspektywy geopolityki, ale kto mi zabroni? - jego szarogęszenie się w cudzym kraju wydałoby się nie na miejscu.

Ameryka zasypuje świat swoimi produktami, w dużej mierze określa co jest legalne, a co nie, jej armia broni interesu jej gospodarki - i na tej samej, lustrzanej zasadzie działa też Escobar, będący swoją drogą patriotą (szabla Bolivara), również dbającym o interesy własnych obywateli i eksport dla własnego towaru. Serial dobrze pokazuje te smaczki, bynajmniej nie wybiela handlarzy, ale też jak na razie nie podkreśla łopatologicznie społecznych skutków uzależnień (jak n.p. Ridley Scott w skądinąd niezłym "Amerykańskim gangsterze"). Zamiast tego wybiera zderzenie globalnych interesów. Mamy więc i kokę, i colę.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Narcos


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.