Facebook Google+ Twitter

Naród oddaje partii jeden procent

Platforma Obywatelska ogłosiła nowy projekt finansowania działalności partii politycznych. Projekt ten zakłada zastąpienie subwencji budżetowych możliwością przekazania partiom przez obywateli równowartości 1% podatku dochodowego.

Uzasadnieniem tej propozycji ma być troska o finanse publiczne i potrzeba ograniczenia wydatków budżetowych. Zastanawiam się jednak czy takie rozwiązanie faktycznie przyniesie oszczędności i co jeszcze się za nim kryje?

Po pierwsze finanse


Vox pecuniae? / Fot. Andrzej PieczyrakJak wiadomo w Polsce partie polityczne otrzymują subwencję na swoją działalność z budżetu państwa. Wysokość tego dofinansowania jest jawna, a podział całkowitej puli subwencji jest ściśle związany z wynikiem wyborczym danej partii. Można zatem powiedzieć, że to wyborcy, raz na cztery lata, oddając głos w wyborach jednocześnie przydzielają partii tę subwencję. Im większe poparcie tym większą kwotę otrzyma dane ugrupowanie na dofinansowanie swojej działalności. Być może nie jest to najlepsze z możliwych rozwiązań, ale jest ono proste i przejrzyste dla każdego obywatela.

Od kilku lat możemy przekazać 1% swojego podatku na działalność organizacji pożytku publicznego. Ta kwota, za naszą świadomą zgodą, zamiast wpłynąć do budżetu centralnego, zasila konto wybranej organizacji. To jedna z możliwości wpływania na otaczającą nas rzeczywistość danych nam przez demokratyczne państwo. Skala zmniejszenia wpływów do budżetu państwa, jaka się z tym wiąże, jest trudna do oszacowania, gdyż nie wiadomo, ile osób co roku skorzysta z takiej możliwości.

Propozycja Platformy, zakładająca możliwość odliczenia podatkowego na partie polityczne dotyczy zatem również kwot nieznanych i trudnych do przewidzenia. Trudno więc ocenić, czy kwota dofinansowania według nowego systemu nie będzie przypadkiem wyższa od dotychczasowej subwencji budżetowej? Jeżeli tak będzie, a jest to dość prawdopodobne, to teoria o oszczędnościach budżetowych może się okazać naciągana. Nie należy bowiem zapominać, że odliczenia podatkowe to dalej są pieniądze budżetu centralnego, tylko takie, które do niego nie wpłynęły.

Człowiek kontra biznes


Jak pisałem wcześniej, mamy dziś do czynienia z systemem finansowania partii, który bezpośrednio odzwierciedla preferencje wyborcze obywateli. To my sami, idąc do urny wyborczej, pośrednio określamy wysokość dotacji dla poszczególnych partii. Projekt proponowany przez PO eliminuje takie proste przełożenie, a w zamian proponuje dobrowolne wpłaty obywateli na wybrane partie. Podobnie jak w przypadku finansowej strony zagadnienia, pomysł ten na pierwszy rzut oka wydaje się dobry i logiczny. Zastanawiam się jednak, czy na pewno jest lepszy i sprawiedliwszy od dotychczasowego?

Wprawdzie samo założenie, że to obywatele decydują o podziale pieniędzy między partie, zostaje zachowane. Nietrudno jednak sobie wyobrazić scenariusz, w którym zwycięska partia otrzymuje mniejsze wsparcie finansowe niż partia o dużo niższym poparciu społecznym, której zwolennicy są znacznie ubożsi.
Czy taka partia, choćby skupiała największe autorytety, ma szanse ponowić swój sukces w kolejnych wyborach? Czy ugrupowanie o dużym, ale stosunkowo mało zamożnym elektoracie ma szanse konkurować w czasie kampanii wyborczej z partią, której poparcie społeczne jest mniejsze, ale za to jej zwolennicy są dużo bogatsi?

Wiemy przecież, że w dzisiejszych czasach media są głównym nośnikiem informacji i czynnikiem kształtującym postawy obywateli. Jednak dostęp do mediów kosztuje. Czy zatem poprzez wprowadzenie nowego sposobu finansowania partii nie doprowadzimy do sytuacji, w której mniej się będzie liczyć człowiek, niż zasobność jego portfela?

Jaka demokracja?


Nie wiemy jeszcze, czy nowy system naprawdę okaże się bardziej korzystny dla budżetu centralnego niż dotychczasowy. Nie wiemy również czy, i w jaki sposób postulowany system wpłynie na zmniejszenie dofinansowania organizacji pożytku publicznego. Czy będą one konkurować z partiami o nasz odpis podatkowy, czy obywatele będą mogli przeznaczyć 1% na partie polityczne i dodatkowy 1% na OPP? Bez wątpienia wiemy jednak, że nie tylko poparcie społeczne będzie decydować o wysokości dofinansowania partii, ale również zamożność jej sympatyków.

Tak skonstruowana propozycja reformy stwarza realne niebezpieczeństwo, że partie staną się zakładnikami elit finansowych. To przecież od przychylności tej grupy zależeć będą ich fundusze, a tym samym - ich los.
To co mnie jednak najbardziej niepokoi to całkowite zalegalizowanie połączenia biznesu z polityką. Coroczne uzależnienie finansowania partii od „składki obywatelskiej” skłania zarówno rządzącą partię jak i opozycję do umizgiwania się do najbogatszych.

Szczerze mówiąc mogę sobie nawet już dziś wyobrazić powstawanie ustaw, w których ta „bezinteresowna” życzliwość będzie zawarta. Nie zdziwi mnie zatem jak dowiem się, że Sejm uchwalił zwolnienie z podatków dla właścicieli dużych firm, dużych gospodarstw lub inne formy „pomocy” dla lokalnej przedsiębiorczości.
Wprowadzenie takiego sposobu finansowania działalności partii spowoduje, że partie uśmiechać się będą do szarych obywateli raz na cztery lata, a do elit finansowych - co roku. Obietnice wyborcze złożone obywatelom, można będzie rzucić w kąt, zaś obietnic złożonych „mecenasom” nie wolno będzie zamieść pod dywan... bo to grozi zakręceniem kurka zasilającego konta partii.

Czy o taką demokrację nam chodzi? Czy chcemy usankcjonować fakt, że głos obywatela brzmieć będzie ciszej od głosu pieniądza? Czy w demokratycznym kraju vox populi powinien mieć słabszą siłę niż vox pecuniae?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

cytat: "Jak pisałem wcześniej, mamy dziś do czynienia z systemem finansowania partii, który bezpośrednio odzwierciedla preferencje wyborcze obywateli. To my sami, idąc do urny wyborczej, pośrednio określamy wysokość dotacji dla poszczególnych partii. Projekt proponowany przez PO eliminuje takie proste przełożenie, a w zamian proponuje dobrowolne wpłaty obywateli na wybrane partie. Podobnie jak w przypadku finansowej strony zagadnienia, pomysł ten na pierwszy rzut oka wydaje się dobry i logiczny. Zastanawiam się jednak, czy na pewno jest lepszy i sprawiedliwszy od dotychczasowego?". KONIEC CYTATU.

Problem w obecnym systemie jest jeden - moja wrażliwość. Nie chcę, aby z moich podatków (w jakiejś części) finansowano wszystkich. Nie chcę dawać partiom populistycznym, noetotalitarnym, partiom, w których działacze mają milionowe długi. Nie chcę, aby choć grosz trafiał z moich podatków np. do partyjnych zboczeńców gwałcących młode aktywistki (nie mam na myśli nikogo konkretnego - to taka uwaga ogólna). Mimo pewnej tolerancji, nie chcę wspierać partii np. gejowskiej. Nawet jeśli tych partii chwilowo nie ma w zasięgu wzroku - kiedyś mogą wrócić.

Ja chcę samodzielnie decydować kogo wspieram. Nie chcę uczestniczyć w systemie, który wspiera "wybranych", ale np. głoszących hasła haniebne. I tu jest istota sprawy - czy państwo ma wspierać, czy człowiek. Zawsze zagłosuję za człowiekiem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja się trochę boję takich „newsów z kosmosu”, rzucanych w eter aby wysondować poparcie... lub oswoić obywateli z takim pomysłem. Wiele takich, na pozór „niewinnych” pomysłów potem stawało się obiektem wielomiesięcznych debat... zakończonych nierzadko uchwaleniem ustawy :-( Podobnie jednak jak Ty Robercie, chcę to traktować jako “news jednego dnia”... dlatego nie w wydarzeniach ale M3G :-)
Pawle, nawet przymierzałem się aby przeprowadzić symulację... ale skoro nawet wnioskodawcy tego nie uczynili to czemu mam odwalać robotę za nich :-) Tekst umieściłem w M3G a nie w “portfelu” ani “wydarzeniach”, bo chciałem jedynie przedstawić wątpliwości... nie zaś oceniać sam pomysł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

'Propozycja Platformy, zakładająca możliwość odliczenia podatkowego na partie polityczne dotyczy zatem również kwot nieznanych i trudnych do przewidzenia. Trudno więc ocenić, czy kwota dofinansowania według nowego systemu nie będzie przypadkiem wyższa od dotychczasowej subwencji budżetowej? Jeżeli tak będzie, a jest to dość prawdopodobne, to teoria o oszczędnościach budżetowych może się okazać naciągana.'

Niby trudno oszacować, a jednak 'jest to dość prawdopodobne', że pomysł jest bardziej kosztowny. Ten fragment został mocno podciągnięty pod tezy artykułu.

A przecież autor mógł chociaż spróbować policzyć koszty takiego odpisu. Znamy frekwencję z ostatnich wyborów, czyli wiemy jaki procent Polaków może zagłosować odpisami. Możemy ustalić ile statystyczny obywatel wpłaca do budżetu, bo przecież wiemy jakie kwoty z podatku dochodowego wpływają do budzetu.

Szacowanie może być dokładniejsze jeśli sięgniemy dodatkowo po badania, które opisują strukturę dochodów głosujących Polaków. Wtedy może zyskamy jakiś argument na partie - zakładników enigmatycznych 'elit finansowych'. Chociaż niekoniecznie, bo chyba nie trzeba przypominać kto posiadł największą wprawę w zaniżaniu dochodów osobistych, a od takich ma być odpisywany ten 1 procent.

Całkiem możliwe, że cały artykuł został zbudowany na z gruntu fałszywych założeniach ale w sumie skąd mogę to wiedzieć - przecież tak jak autor nie przeprowadziłem odpowiednich wyliczeń i mogę 'tylko przypuszczać'...

pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

PO czyniąc awanse wobec osób zamożniejszych / bon edukacyjny, ulga podatkowa na dzieci, podatek liniowy, itp/ liczy na "wdzięczność" przy przy urnach. To jasne, że w ten sposób zdominuje partie o mniejszym i uboższym elektoracie, co przy takiej kalkulacji ma zapewnić / zapowiadane wczoraj/ dłuuugie rządzenie

Plus za rzetelną analizę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.02.2008 12:11

Dostrzegam zagrożenia wymienione przez autora. Z drugiej strony czy taki otwarty i przejrzysty system finansowania nie przyczyniłby się do spadku populistycznych i demagogicznych obietnic? Nie wierzę jednak w system 1% przekazywanego DOBROWOLNIE przez obywateli. Bałbym się gdyby powstało "hybrydowe finansowanie". Przejrzystości nie byłoby żadnej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie sie wydaje, ze Andrzej zwrócił uwagę na więcej ważnych aspektów tego pomysłu (np. watpliwości do do faktycznego odciążenia budżetu) niż Krzysztof Skiba, który własciwie ograniczył sie do krytyki stylu życia parlamentarzystów i krytyki systemu podatkowego w Polsce, który nie obejmuje rolników:
"koalicyjny PSL ma rolniczy elektorat, a ten, jak wiemy, jest w Polsce świętą krową. Nie płaci podatku dochodowego, więc partia Pawlaka nie miałaby z czego czerpać tego jednoprocentowego odpisu."

No i własnie w tym jest problem, moim zdaniem - ten system finansowania wycina pewne partie. Czy o to chodzi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Partie popełnią seppuku rezygnując z kasy" pisze p. Krzystof Skiba w "Polsce".
Nie podaje linku, bo nie mam nerwów do tak powoli ładujacej się strony. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.02.2008 09:17

Bardzo dobry artykuł. Dobrze napisany, obiektywny, rzeczowy.

plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.