Facebook Google+ Twitter

Narodowa kombinacja maluczkich

Nauczyliśmy się kombinować na wiele sposobów. Ot choćby, nielegalna produkcja alkoholu. Zabronione w okresie PRL-u, pędzenie bimbru cieszyło się dużą popularnością wśród Polaków.

Istnieją tematy funkcjonujące od tysięcy lat na obrzeżu prawa. Najwybitniejsi myślicie głowią się nad znalezieniem miejsca do dyskusji o problemie aborcji, eutanazji czy nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie tykajmy eutanazji czy aborcji - wystarczająco mieszają w tym tyglu przeróżnej maści „ideolodzy”. Porozmawiajmy o nieposłuszeństwie obywatelskim. Tym łatwiej nam o tym mówić, że kolejni prezydenci albo nawoływali do nieposłuszeństwa (Wałęsa) albo byli nieposłuszni (Kwaśniewski). „Niesprawiedliwe prawa istnieją; czy powinniśmy z zadowoleniem je przestrzegać, czy też powinniśmy próbować je zmienić i je przestrzegać dopóty się nam to nie uda, czy też powinniśmy od razu odmówić ich respektowania?” To cytat ze słynnego eseju „Obywatelskie Nieposłuszeństwo” Henry'ego Davida Thoreau, który, pisząc te słowa siedział w więzieniu za odmówienie zapłacenia podatku od głosowania, w którym nie brał udziału.

Stugębna plotka głosi, że podczas swojego jednodniowego pobytu w więzieniu, Thoreau’a odwiedził jego przyjaciel Ralph Emerson. „Henry, co ty tutaj robisz?” Na co Thoreau miał mu odpowiedzieć: „Dlaczego Ciebie tutaj nie ma?” Ponieważ, jak napisał w swojej rozprawie „Gdy rządzą niesprawiedliwi, miejsce każdego sprawiedliwego człowieka jest w więzieniu”. Esej „Obywatelskie Nieposłuszeństwo” napisany około roku 1845, przeszedł niemalże bez echa. Wszystko zmieniło się wraz z nadejściem wieku XX. Idee zawarte w „Obywatelskim Nieposłuszeństwie” zainspirowały dwóch wielkich wojowników o prawa obywatelskie - Mahatmę Gandhiego oraz Martina Luthera Kinga. Pośrednio odnosiła się do nich „Solidarność”; oraz niedawna „pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie.

Do czego wzywał Thoreau? Po pierwsze i najważniejsze, uznawać wyższość sumienia jednostki nad prawem stanowionym przez jakikolwiek rząd. „Uważam, że najpierw powinniśmy być ludźmi, a dopiero potem obywatelami”. Nawoływał do odmawiania przestrzegania praw, które uważamy za niesprawiedliwe. Naturalnie dosłowne traktowanie słów Thoreau doprowadza do anarchii, ale z dystansu sprawa wygląda całkiem zachęcająco i zdaje się cieszyć w Polsce dużym uznaniem. Taki stan rzeczy bierze się z historii. Przez pięć pokoleń Polacy żyli pod zaborami i nauczyli się kombinować; jak choćby organizować tajne stowarzyszenia patriotyczne, czy też obchodzić przepisy zaborców (wóz Drzymały).

Kolejne cegiełki dołożył okres okupacji hitlerowskiej, a następnie ustrój totalitarny, który w dużym stopniu ograniczał wolność jednostki. Pokolenia żyjące w tym okresie wniosły wiele cennych przykładów przeciwstawiania się władzy. W trakcie II Wojny Światowej Polska była jednym z niewielu krajów okupowanych, w której nie było ochotników wstępujących do wielonarodowych dywizji SS. Nauczyliśmy się kombinować na wiele sposobów. Ot choćby, nielegalna produkcja alkoholu. Zabronione w okresie PRL-u, pędzenie bimbru cieszyło się dużą popularnością wśród Polaków. – Najczęściej robiliśmy „bitwę pod Grunwaldem” – opowiadał mi niedawno Janusz Białek, profesor Uniwersytetu w Edynburgu. Brało się litr wody, 4 kilogramy cukru i 10 gramów drożdży. W składnicach harcerskich kupowało się zestaw „młody chemik” i się pędziło... A dalej to już jak w peerelowskim dowcipie: - Gdzie pędzisz? – facet pyta biegnącego po schodach sąsiada. - W piwnicy…

Nieposłuszeństwo obywatelskie ma różne wymiary. Do tej kategorii niektórzy próbowali przypisać nawet postępek Bronisława Wildsteina, choć jest to rozumowanie trochę na wyrost. Wyniesienie listy tajnych współpracowników było działaniem na pokaz podobnie ja wysypanie zboża przez Zagórnego, czy Leppera. Najlepszym przykładem nieposłuszeństwa obywatelskiego jest kwestia szarej strefy w Polsce. Nikt nie wie jak jest wielka, ani co właściwie robią ludzie którzy się w niej znajdują. Coś jednak muszą robić. Według „Małego rocznika statystycznego Polski z 2004, w „szarej” gospodarce pracowało w 2003 roku - 924 tys. osób (1995 - 805 tys. 2000 - 885 tys. 2002 - 910 tys.). Tak naprawdę to nikt nie wie ilu ich jest.

Dane GUS-u można by pomnożyć nawet dwu- i trzykrotnie i wciąż będą to dane szacunkowe. O tym, że nie jest to grupa nad aktywna obywatelsko nie trzeba nikogo przekonywać. Nieposłuszeństwo przejawia się m.in. w nie płaceniu podatków. Przedstawiciele „szarej strefy” na ogół nie głosują, bo wiedzą że i tak nic się nie zmieni. Dorabiają na „lewo” i nie przejmują się polityką, bo mają ważniejsze zmartwienia. - Nie myślą o emeryturze, tylko żeby jakoś przeżyć do przyszłego miesiąca - twierdzi Roman, zarejestrowany bezrobotny bez prawa do zasiłku. Skąd biorą na życie? No różnie...

Swój sposób na nieposłuszeństwo mają poborowi, którzy za wszelką cenę chcą uniknąć powołania do wojska. Do tej grupy należał także autor tekstu, który poszedł na komisję poborową z całą stertę „lewych” zaświadczeń od lekarza: na alergię, nadciśnienie oraz kłopoty z kolanami i kręgosłupem. Wielu młodych ludzi w wieku poborowym wybiera inną metodą uniknięcia wojska - studiowanie „na lewo”, najczęściej zaocznie na prywatnych uczelniach. Jeszcze innym sposobem na uniknięcie służby jest metoda wykorzystania konotacji rodzinnych (która choć dawno wyszła z mody, wciąż jest skuteczna). - Mam już wojsko z głowy - twierdzi Kamil, student III roku Uniwersytetu Warszawskiego. - Mój ojciec pracuje w Sztabie Generalnym.

Można pójść jeszcze dalej i zapłacić (co już jest jednak złamaniem prawa). Artur, pracownik sklepu z meblami kolonialnymi twierdzi, że musiał zapłacić 1000 dolarów. - Musiałem sprzedać swój pierwszy samochód - malucha - opowiada Artur - ale przynajmniej mam już spokój...

Jesteśmy narodem świetnie przystosowanym do obchodzenia przepisów i robienia rzeczy po swojemu. Ściąganie, wstyd przyznać, jest naszą narodową specjalnością. - Kiedy pracowałem w Politechnice Warszawskiej, to czasem chciało mi się śmiać gdy widziałem jakie studenci stosują metody ściągania - twierdzi prof. Janusz Białek. - W Wielkiej Brytanii się nie ściąga. Przyłapanie na tym procederze oznacza wielki wstyd dla studenta. Dlatego sami się pilnują, by nie ściągać. Widać co kraj to obyczaj.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

CC
  • CC
  • 19.08.2006 20:40

Idee Obywatelskiego nieposłuszeństwa propaguję w moim serwisie "Obywatelskie nieposłuszeństwo' od początku 1999 roku - ostatnio serwis został zablokowany przez Interie i teraz znajduje sie pod adresem - http://www.obnie.info
Jest tam dużo materiałów na ten temat, zapraszam do odwiedzin strony.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jurmak
  • Jurmak
  • 01.08.2006 22:13

Eeeee i tak najlepsze jest radyjko CB :-))) Wiadomo o wszystkich suszarkach na trasie...

Komentarz został ukrytyrozwiń
łodzianin
  • łodzianin
  • 01.08.2006 18:12

Zając, to pojazd poprzedzający, który zasłania nas przed radarem. Jedzie się za kimś, kto przemieszcza się z naszą ulubioną prędkością. Jeśli spotkamy po drodze patrol, płaci ten przed nami. Ciekawe, jak jest z fotoradarami? W jakim odstępie czasu mogą wykonać kolejne zdjęcia? Czy jazda na zająca również wówczas jest skuteczna?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Zając" to klient jadący bardzo szybko (czytaj: niezgodnie z przepisami), któremu siadasz na "ogonie" i tym sposobem masz spokój z radarami. "Zając" zawsze jest pierwszy:) :) :) , do zatrzymania przez policję również. O rany! Co ja tu wypisuję:) !

Komentarz został ukrytyrozwiń
noob
  • noob
  • 01.08.2006 17:54

mała uwaga "Brało się litr wody, 4 kilogramy cukru i 10 gramów drożdży." niedało by się rozcieńczyć 1 litrem wody 4kg cukru , przepis 1410 wygląda tak, 1kg cukru 4litry wody, 10g drożdży. @Ewa co to tzw. zając ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja bym to tego spisu naszych "umiejętności" dorzuciła jeszcze kombinowanie kierowców (sama przyznaję, do tej grupy należę:() Czyż nie jest tak, że zmniejszamy prędkość wtedy, kiedy wiemy, że za rogiem stoi radar, czyż nie łapiemy na trasie tzw. zajaca? Wiemy zresztą, że zatrzymanie przez policję też nie jest równoważne z zapłaceniem mandatu i otrzymaniem punktów. Czyż nasi policjanci nie są ulepieni z tej samej co my gliny? Są, rozpoczynamy więc pertraktacje ... Miesiąc temu, tuż po przekroczeniu granicy w Kołbaskowie zaliczyliśmy mandat w kwocie ... 300 EURO (za prędkość)! Nie było dyskusji, zapłaciliśmy, a potem ... jechaliśmy zgodnie przepisami :) I tym prostym sposobem Niemcy nauczyli nas porządku! Tylko kto u nas przerwie to błędne koło?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.