Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39114 miejsce

Nasz gorszy brat

Czułem żal do żebraka, że zakłócił mi dzień. Czułem żal, że się tu znalazł, że żył.

Niedziela. Późny wieczór. Wagon warszawskiego metra.
- Dobry wieczór. Bardzo przepraszam, że przeszkadzam. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Jestem bezdomny. Nie mam żadnych bliskich. Nie mogę podjąć pracy, ponieważ jestem chory na AIDS. Proszę o odrobinę jedzenia, lub jakieś drobne pieniądze na jedzenie i lekarstwa. Przepraszam.


Mężczyzna powtarzał to przechodząc przez całą długość wagonu. Grupa zadowolonych z siebie pasażerów, wracających z niedzielnych obiadków rodzinnych bladła. Rozmowy zamierały. Część z nas udawała, że proszącego o wsparcie nie ma w wagonie. Część udawała, że to ich nie ma.
A przecież byliśmy. Nikt nie sięgnął do kieszeni. Nikt nie wyciągnął monet. Czterdzieści osób w wagonie... Wśród nich ja. Każdy z nas czuł żal do żebraka, że zakłócił nam dzień. Czuliśmy żal, że się tu znalazł, że żył. Szukaliśmy usprawiedliwienia dla siebie. Niektórym się udawało – ja nie znalazłem.

- Ja płacę tylko przelewami na uczciwe akcje charytatywne – bardzo głośno powiedziała, siedząca obok mnie pani.
Atmosfera natychmiast zelżała.
- Ja też tylko przelewami. Tylu teraz naciągaczy, oszustów, którzy chcą sobie ułatwić życie. Do pracy to się nie chce, ale pieniążki na jedzenie by się przydały.
- I na winko, albo wódeczkę!

Pasażerowie wrócili do przerwanych rozmów, myśli... Wszystko wróciło do normy. Łatwo było zapomnieć.
Wysiadłem z wagonu metra. Mogę jechać, ale wolę iść niż przebywać w towarzystwie takich ludzi. Co za naród! Nie tylko ja wysiadłem. Niezauważony wysiadł również chory na AIDS bezdomny – nie chciał ze mną jechać. Iść też nie chciał. Co za człowiek! – pomyślał o mnie być może. I jeżeli tak pomyślał to miał rację. Co za człowiek ze mnie!

I szedłem ulicami mojego miasta, mojego kraju. A obok przemykały twarze rozmydlone, szare, czarne, rozmazane. Szli ludzie, których nie widziałem, z którymi nie rozmawiałem... Obok żyli ludzie, którym mógłem być potrzebny, którym mogłem pomóc i którzy pomóc mogli mnie. A ja szedłem, byle dalej od problemów i w konsekwencji od siebie...



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

To się nazywa samotność wśród tłumów. Im więcej mamy, im lepiej jesteśmy sytuowani, tym bardziej samotni, wyobcowani w wielkim mieście. Praca to dostawca pieniędzy i złodziej czasu. Im więcej zarabiamy, tym mniej widzimy wokół siebie, tym mniej jesteśmy zapatrzeni na drugiego Człowieka. Bo Człowiek to nie tylko żona, mąż, syn - ale także ten bezdomny, być może chory na AIDS, a może tylko lump zbierający na piwo.

Wraz z postępem cywilizacji, zatracamy swoje człowieczeństwo. Czasem budzą się jeszcze w nas uczucia i wtedy jakiś głos mówi" masz dużo, daj trochę temu biedakowi"... ale coraz częściej odzywa się inny głos: " to oszust, on chce wyciągnąć twoje ciężko zarobione pieniądze, zostaw go, idź dalej"... I odchodzimy. A wraz z nami odchodzi nasze człowieczeństwo...

Jeżeli w kimś budzą się jeszcze takie odczucia, jak w Autorze tekstu to dobry znak - jest szansa na przetrwanie...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.03.2007 20:52

http://video.google.pl/videoplay?docid=4781906374856167606

to link do filmu "Pętla", w którym podobni biedacy się skarżą podobnym do nas wra żliwcom

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.03.2007 20:43

Daniej o takich wyrzutach na sumieniu mówiono, że to inteligenckie miazmaty. Ja się z nimi bratam, jak mam na to ochotę, a jak kto posunie się za daleko to piorę w pysk, a oni zaraz powracają do swojej roli. Znają swoje miejsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.