Facebook Google+ Twitter

Nasz klient – nasz frajer

W epoce powszechnej i łatwej komunikacji, zdobycie danych o człowieku, którego firma zechce uznać za swego klienta, jest rzeczą łatwą. Trudniej jest jednak potencjalnej zdobyczy utrzymać się poza siecią oferowanych a niepożądanych usług.

Kilka miesięcy temu, znajoma starsza pani przekonana, że jej rozumienie świata absolutnie wystarcza do podejmowania decyzji na temat własnego telefonu, wpuściła do domu dwie młode damy, które po półgodzinnej obróbce przedłożyły jej do podpisu umowę na niezwykle korzystny, nowy abonament.

Wieczorem odbyła się w domu zasadnicza, dość burzliwa rozmowa z synem, po której starsza pani wylądowała w szpitalu z wylewem. Nikt nie był w stanie sprawy odkręcić, podpisu unieważnić – podwójne rachunki trzeba płacić do wygaśnięcia umowy. Można się też procesować.

Kiedy więc po raz pierwszy usłyszałam w słuchawce modulowany karabinek maszynowy:
- Czy rozmawiam z właścicielką numeru…. tak… dzień dobry pani… dzwonię w imieniu telekomunikacji, chcemy pani przedłożyć korzystniejszą ofertę…- najpierw wzięłam głęboki oddech i po wysłuchaniu nadzwyczajnej oferty, zawiadomiłam panią ze słuchawki:
- To ja sobie, proszę pani, jutro wstąpię do waszego biura, bo mam je tu o rzut kamieniem.
- Ależ proszę pani, jęknęła słuchawka, nie ma takiej potrzeby, my przyślemy naszego pracownika i wszystko pani podpisze na miejscu.
Mogłam już przerwać połączenie i zrobiłam to z poczuciem zwycięstwa.

Po tygodniu zjawiła się pani Wyszczekana, bombardując mnie na dystans „sztywnego łańcucha” w drzwiach, że właśnie w imieniu Telekomunikacji przyszła mi zaoferować o wiele korzystniejszy pakiet usług telefonicznych, ale najpierw musi wejść i obejrzeć moje rachunki telefoniczne.
- A kogo pani reprezentuje, łaskawa pani? Jest pani z Tepsy? Bo moja umowa jest aktualna, pakiet optymalny na moje potrzeby i nie wiem, o co pani chodzi – podpuszczałam Wyszczekaną.
- Ale pani jest emerytką i nie wie pani o przywilejach, jakie ja pani uświadomię - rozpaczliwie nalegała Wyszczekana.
- Dobrze mi się żyje bez żadnych przywilejów droga pani, żegnam.

Po dwóch tygodniach słuchawka przemówiła do mnie ciepłym męskim barytonem:
- Dzień dobry, jestem przedstawicielem Telekomunikacji, chciałbym pani zaoferować… czy może mi pani podać numer mieszkania, bo ja tu jestem na osiedlu.
- Spier…

Kolejne rozmowy załatwiałam przyciskając odpowiedni klawisz jeszcze wielokrotnie. Aż do wczoraj, kiedy pod drzwiami zjawił się Wyszczekany. Mundurkowe spodnie lekko wypchane, regulaminowa błękitna koszula, rozluźniony krawacik, zatoki potu pod pachami, aktóweczka, marynarka przerzucona przez rękę, buźka młoda z wyraźnymi oznakami permanentnego przemęczenia, rodzaj męski, budowa drobna, raczej sangwinik, szatyn. Drzwi na dystansie.

- Dzień dobry, jest pani posiadaczką telefonu stacjonarnego, reprezentuję firmę telekomunikacyjną i przyszedłem pani uświadomić należne emerytom prawa i przywileje oraz nowy, korzystny pakiet… nasza firma postanowiła zadbać o emery… od grudnia się należy, ale oni nie powiedzą bo na tym stracą…
- To ja się dowiem o te przywileje w biurze, mam je tu niedaleko. I znajomości w tym biurze mam proszę pana – mam dobry humor i strzelam tymi znajomościami jak z Grubej Berty.
- Ale w biurze pani tego nie powiedzą, bo im na tym nie zależy, oni są własnością Francji a pan prezes naszej firmy uważa… należy dbać o przedsiębiorczość krajową… - nie rezygnuje Wyszczekany.

Patrzyłam na zaszpuntowanego ślinotokiem biedaka, który przecież orze jak może na jakąś prowizje dla siebie i dobry byznes dla pana prezesa.
Dzień był bardzo ciepły, Wyszczekany kursował zapewne od wielu godzin usiłując zdobyć kontrakty wśród wytypowanych frajerów.
- Potrzebuje pan szklankę wody? – zapytałam litościwie.
- Jeśli by pani mogła… skapitulował. Pił naszą mineralną i słuchał mojego ekspose. W imieniu pana prezesa dostał rumieńców, oddał szklankę, złapał oddech i poszedł.

A ja czekam na kolejny głos w słuchawce lub uśmiech typu „cheese” w drzwiach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

(+) po prostu świetne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dwie moje odpowiedzi na komentarze skawela usunelam osobiście.
Nasz sposób komentowania rzeczywistosci jest tak rozbiezny, że dyskusja nie ma sensu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

hehe.... Jadziu uśmiałam się czytając to :)
Plusik :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

p.Jadwigo - najwyraźniej nie dostrzega Pani, że według mnie nie ma sensu zwracać uwagę na coś o czym wszyscy doskonale wiedzą bez dodania czegoś nowego. Podbnych tekstów już trochę było i nie widzę tu niczego oryginalnego w potraktowaniu tak ogranego tematu. A materiał był pod nosem, bez ruszania się z domu - wystarczyło wpuścić sprzedawców i dowiedzieć się jak konretnie nakręcają klienta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jasne, że nie każdy autor artykułu musi być od razu ekspertem - wtedy idzie się z umową do prawnika (na uniwersytecie, w organizacjach świadczących darmowe konsultacje prawne) do UOKiK (są lokalne oddziały). Potem ekspertów mozna do woli cytować w artykule.

To że język umów jest dla większości z nas(nie tylko osób starszych) bełkotem niestety nie jest odkrywcze. Pisząc jakikolwiek artykuł nalezy podjąć wysiłek wejścia w temat zamiast się barykadować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejny przykład zorganizowanych naciągaczy. Taki tekst pozwoli w podobnej sytuacji "nieporadnym" (i to nie tylko osobom starszym)obronić się. Duży (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zanim kolejna starsza pani dostanie wylewu, może ktoś doczyta się tutaj (uciekając przed sforą reklam) do tej prostej informacji:

"Konsument, który zawarł umowę poza lokalem przedsiębiorstwa, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni od zawarcia umowy. Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem."
[art. 2.1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów...]

Oznacza to, że kiedy naciągacz już przyszedł do domu i wyszedł z podpisaną umową, to się pomaga starszej pani napisać oświadczenie, że rezygnuje i wysyła je pocztą, listem poleconym, koniecznie zachowując dowód nadania. Zgodnie z prawem umowa uważana jest wtedy za NIEZAWARTĄ (czyli w praktyce to tak, jakby podpis został anulowany)

Tylko oświadczenie musi zostać przez starszą panią podpisane.
Warto też zrobić kopię pisma i podpiąć do niej dowód nadania.

Problem, który może się pojawić jest jedynie natury praktycznej. Takie firmy bardzo liczą, że starsze panie nie potrafią się bronić przed oszustami, dlatego potrafią mimo wszystko przesyłać faktury i domagać się pieniędzy. Wtedy należy po prostu iść na policję.

Jadziu "cheese", dodaj "c" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst, pełen polotu i zabawny :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie rozumiem dlaczego autorka artykułu nie przyjrzała się proponowanej jej umowie, tylko skupiła się na barykadowaniu się przed kolejnymi sprzedawcami. Że sprzedawcy są namolni to jakoś nie jest za bardzo odkrywcze ale porównując umowy można już konkretnie opisać cały przekręt. A tak poruszamy się w pół-fikcji, bo w końcu nie wiadomo dokładnie jak duży jest ten przekręt.
Mozna tez było opisać metody jakich używają tacy sprzedawcy i znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie nabierają się na ich sztuczki - i to jest już naprawdę ciekawe. Okazja na dobry tekst została zmarnowana.
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielki + za postawę kategorycznej odmowy. teraz, Jadziu, panuje moda na oszukiwanie starszych (przepraszam za to słowo) osób metodą "na wnuczka", więc uważajcie! W mieście gdzie mieszkam już kilka osób padło ofiarą tej metody. Gdyby przeczytały ten artykuł...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.