Urodził się w hrabstwie Galway, na zachodzie Irlandii. Rodzinny dom stał na wzgórzu nieopodal kościoła. Liczne rodzeństwo porozjeżdżało się po świecie, a jego los rzucił nieopodal Dublina. Ot, taki już irlandzki tułaczy los. Obecnie nie pracuje, no, jeśli nie liczyć dorywczych zajęć w ochronie osób i mienia. Pomimo, że bezrobotny, nie skarży się na swój los. Zawsze uśmiechnięty i skory do zabawy. Wiadomo, Irlandczyk.
Jest jedynym znanym mi rodowitym mieszkańcem zielonej wyspy, który nie zna słowa po angielsku, po celtycku również, a na dodatek nie pije Guinnessa i jak sam mówi nawet go nie lubi. W przeciwieństwie do innych obywateli szmaragdowej krainy nie jada warzyw, za to wołowinkę i owszem.
Dużo rozumie po polsku, w końcu jakoś się dogadujemy, choć różnie z tym bywa. Jest niezastąpionym kumplem we włóczędze po polach. Nie znajdziecie też lepszego słuchacza, gdy chcecie się wygadać. Kim jest ten nieznajomy?
Pozwólcie, że przedstawię…
Snoopy: lat jeden i pół. Z matki owczarek, z ojca labrador. Nasz irlandzki członek polskiej rodziny. Gdyby Pan Smuda szukał kadrowicza po naturalizacji to Snoopy już polski zna, a jak dorwie się do piłki to, przeciwnik nie pogra… Nie będzie miał czym.
