Facebook Google+ Twitter

Nasza fajna fucha

Złota polska jesień najczęściej wiąże się bezpośrednio z coroczną polską chandrą. Są jednak, często zaskakujące sposoby, żeby się jej pozbyć lub w ogóle jej uniknąć. I, co zabawne, można je odnaleźć pośród codziennych, rutynowych czynności.

Jesienne narzekanie na pogodę, finanse, niemiłą panią w mięsnym i opryskliwego urzędnika jest dla bliskich mi osób tradycją. Ba, jest nią nawet dla osób mi dalekich, które z opuszczoną głową, pociągając nosem, przemykają szarymi ulicami mojego miasta. Czasem jesienna chandra dopadała i mnie - wszystko wydawało się być bez sensu i niepotrzebne, nie takie, jak być powinno. Płakałam, krzyczałam, zamykałam się w sobie. Tak było do niedawna, aż źródło bijącej radości znalazłam w czymś, czego trzy czwarte świata (przy optymistycznej prognozie) szczerze nie cierpi. W pracy.

Może zabrzmi to naiwnie i dla większości odwiedzających te strony osób prozaicznie, ale moje zajęcie jest mi lekiem na stres i smutek. Rozmawiam z ludźmi, jestem tam, gdzie coś się dzieje, szukam, dopytuję, walczę z nerwami, wstydem, rozwijam samą siebie. Jestem dziennikarką. Podczas gdy - zwłaszcza jesienią - ludzie najchętniej rzuciliby robotę, wyjechali za granicę albo w ogóle poszli na niekończący się urlop, ja stawiam się w redakcji i jedno, co wiem, to tyle, że dzień będzie inny niż wczorajszy i jutrzejszy. W jednej chwili zabieram się za pisanie tekstu, aby w drugiej dostać zaproszenie na bardzo ważną konferencję, bo przecież wszystkie są "bardzo ważne". I w istocie, są.

Te konferencje to takie małe dary - na krześle obok mnie siada wiceprezydent miasta i szepcze mi do ucha zabawne rzeczy. Za chwilę dyrektor ważnego ośrodka całuje mi dłoń i kłania się w pas, tytułując mnie z miejsca "szanowną panią redaktor". Jaka tam ze mnie redaktor, ot, stażystka, starająca się i dość pracowita, ale to tyle. Ludzie, którzy do swoich pozycji dochodzili latami, niemalże mi czapkują, dopytują, a ja chłonę wszystko, co mówią, bo niecodziennie ściska się rękę prezydentom, kierownikom, radnym, posłom czy dyrektorom.

Największą radość sprawiają mi nie te dni, kiedy mnie dostrzegają, ale kiedy ja dostrzegam, pomagam lub doceniam. Tak było, gdy udało mi się załatwić podjazd do bloku dla niepełnosprawnej kobiety i jej chorego męża. To nic, że potem nie potrafili nawet podziękować - sama świadomość poruszenia nieba i ziemi, żeby im pomóc oraz moja skuteczność, były dla mnie największą zapłatą. Najpiękniejsze jednak wydają mi się te chwile, kiedy dzięki temu, co robię, zwykli, przeciętni ludzie mogą poczuć się jak gwiazdy i świętują przez moment swoją wielkość. Gdy dociera do mnie, że kogoś uszczęśliwiam, sprawiam, że tego dnia tylko on dla siebie jest najważniejszy na świecie.

Kiedy tydzień temu jedna z miejskich szkół zakwalifikowała się do finału konkursu "Studniówka z You Can Dance" organizowanego przez telewizję TVN, od razu pojechałam, żeby porozmawiać z młodzieżą, zrobić im zdjęcia i przede wszystkim pogratulować. Choć jestem niewiele starsza od szczęśliwych maturzystów, widziałam w ich oczach blask i radość, gdy rozmawiałam z nimi o sukcesie. Pozwolili się fotografować na wszystkie możliwe sposoby, w różnych pozycjach, ujęciach, przekrzykiwali się w odpowiedziach na moje pytania, tego dnia byli po prostu gwiazdami, a ja miałam w tym jakiś maleńki udział.

I wreszcie dziś, kolejny dzień, a jak inny i piękny. Festiwal twórczości osób niepełnosprawnych. Zostałam do końca. Trzy godziny. Nie potrafiłam wyjść z sali, dzieci oczarowały mnie swoją grą aktorską, zaangażowaniem, wysiłkiem, a przede wszystkim pogodą ducha. Tą, której tak często nam brakuje. Zdjęcie wystarczyło jedno, zrobiłam sto dwadzieścia. Radość na ustach dzieci była bezcenna. Do tego stopnia, że w rytm muzyki tupałam sobie nogą, a dziewczynce, która machała ze sceny, natychmiast odmachałam. A przecież cały czas byłam w pracy.

W pracy, która jest inna niż wszystkie, która daje mi spełnienie i pozwala walczyć z chandrą. Dziś moja siostra na wieść o festiwalu niepełnosprawnych odparła z uśmiechem: "Fajną masz fuchę". Bardzo fajną. Bo każdy dzień jest inny, bo dzieją się rzeczy nieprzewidywalne, bo jedyne, co wiadomo, to fakt, że jesienny pesymizm dzięki niej ominie mnie z daleka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.