Facebook Google+ Twitter

"Nasza klasa" Tadeusza Słobodzianka w Teatrze na Woli

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-04-03 09:47

Przed wizytą w Teatrze na Woli miałem pewne obawy dotyczące możliwego uproszczenia historii zagłady Żydów. Rozognione dyskusje, nie zadawnione jeszcze spory potomków ofiar z domniemanymi oprawcami stwarzają pole do nieustannych spekulacji na temat zbrodni w Jedwabnem.

Tadeusz Słobodzianek (nagroda NIKE 2010 dla Tadeusza Słobodzianka) jest jednak zbyt doświadczonym dramaturgiem, żeby odtwarzać mechanicznie losy ludzi zapamiętane przez tzw."świadków historii". On dobrze wie, że ludzka pamięć jest ułomna, zaś ocena faktów zawsze jest naznaczona subiektywnymi odczuciami uczestników wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat. Autor "Naszej klasy" nie poprzestaje więc na analizie nagłośnionej przez media tragedii, ale ujawnia też dramat Żydów z okolic Łomży. Takich miejsc zapewne można wskazać więcej, ale już rozdzielenie miejsca akcji i bohaterów opowieści z czasów okupacji hitlerowskiej, ukazuje polską rzeczywistość w panoramie zjawisk o wiele szerszych, niż symbol płonącej stodoły w Jedwabnem.

Ukazany na deskach scenicznych los człowieka skazanego na zagładę zyskuje w tym kontekście wymiar tragedii antycznej. Być może z obawy przed zbyt wielkim patosem takiego ujęcia ludzkich spraw, Tadeusz Słobodzianek świadomie zrezygnował z tak potężnego
ładunku napięć i emocji. Zredukował więc wszechświat człowieka do stereotypu szkolnej klasy z uczniami, przed którymi świat stoi otworem. Przynajmniej tak się na razie wydawało naiwnym dzieciom, nieświadomym czekającej ich tragedii. Ten teatralny zabieg autora sztuki może kojarzyć się nam z "Umarłą klasą" Tadeusza Kantora. Przypuszczenie to jest o tyle uprawnione, że z pewnością uznany już dziś dramaturg oglądał to przedstawienie podczas teatrologicznych studiów w Uniwersytecie Jagiellońskim.

Reżyser Ondrej Spisak nie musiał już być tak mocno zauroczony wizją przeszłości ukazaną niegdyś przez twórcę Teatru Cricot. To bardzo dobra decyzja, że powierzono sztukę komuś z zewnątrz, kto ma dystans do ukazywanych w dialogach dramatis personae
faktów z wciąż żywej przeszłości. Bez opisywania zdarzeń, bo przecież nie można pozbawiać gościa Teatru na Woli satysfakcji samodzielnego odkrywania tajemnicy, podzielę się wrażeniami osoby zupełnie nie związanej z zaprezentowaną rzeczywistością. Ktoś urodzony osiem lat po zakończeniu wojny na Śląsku Opolskim nie mógł mieć do czynienia z problemem żydowskim do czasu wyjazdu w te rejony kraju, gdzie ludzie pamiętali zagładę Żydów i rozmawiali o popełnionych przez Polakach niegodziwościach. Naturalne oburzenie wskutek tych oskarżeń ustępuje wobec ujawnionych faktów. Tadeusz Słobodzianek nie poprzestaje na eksplikacji pretensji i żalów strony żydowskiej.

Było by to zbyt proste, żeby nie powiedzieć prymitywne. Z wywiadów i przekazów medialnych wiemy, że poznał on opowiedziane historie z ust rzeczywistych świadków i uczestników opisywanych wydarzeń. Uniknął więc błędu popełnianego przez dokumentalistę Claude’a
Lanzmana i historyka Tomasza Grossa, polegającego głównie na subiektywnej ocenie zasłyszanych i przekazanych im opinii. Nikt dzisiaj nie neguje tych zbrodni, jakie rzeczywiście miały miejsce podczas wojny. Wyzwala ona przecież najgorsze ludzkie instynkty. Wielką zasługą autora „Naszej klasy” jest inteligentne odkrywanie przed polskim widzem fenomenu żydowskiej mentalności, kultury codzienności tej wspólnoty, a przede wszystkim obrazu rozdarcia żydowskiej duszy. Wkomponował więc w ten ludzki dramat zarówno gehennę ofiar, jak też zemstę ofiar holocaustu. Żyjący obok Polaków i wespół z Polakami, Żydzi cierpieli głód, nędzę, poniewierkę, a po wojnie czuli się równie bezradni. To zrozumiałe po wyginięciu prawie całych rodzin i osieroceniu tysięcy ocalałych dzieci. Dorośli Żydzi usiłowali odnaleźć się w powojennej rzeczywistości. Rozjechali się po świecie tak, jak śpiewał o tym Jacek Kaczmarski w piosence pod takim samym tytułem.

Koleżanki i koledzy z "Naszej klasy" pojechali do Wiednia, znaleźli się za Oceanem mieszkając i pracując w nowojorskich wieżowcach. W kraju jedni prześladowali i tropili swoich ideologicznych przeciwników, inni cierpieli prześladowania, byli aresztowani, więzieni i poddawani torturom. Czasami stawali naprzeciw siebie twarzą w twarz, jako śmiertelni wrogowie. To nie jest komentarz, to sceny wyjęte z "Naszej klasy" bez ujawniania personaliów bohaterów i epizodystów. Pozna je każdy widz odwiedzający Teatr na Woli.


Nie zdradzając całej fabuły opowiedzianej historii podzielę się osobistą impresją po obejrzeniu widowiska poświęconego pamięci ofiar. Przypomina się cytat z "Medialionów" Zofii Nałkowskiej: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Po zejściu aktorów ze sceny pozostaje skromna scenografia, której głównym elementem są dobrze znane ławki ze szkolnej klasy. Zależnie od pomysłów
inscenizatora, służyły one, jako podest, pojazd, trumna, a nawet stół weselny. Inwencji reżyserskiej dorównywała pomysłowość kostiumografa, który idealnie wkomponował kolorystykę ubrań i tła. Wszystko jest widoczne poprzez spatynowane lustro, przysypane pyłem, kurzem, jakby to wszystko było w tonacji oliwkowej sepii. Dominuje smutek i zaduma nad rozpamiętywaną przeszłością. Nawet radosne sceny wesela i zabawy młodzieży szkolnej są ukazane, jako cytat z radości, a nie szczęście w całej, bezpośredniej okazałości. To jest coś, co bezpowrotnie minęło. Pozostał żal i tęsknota za ludźmi, których zamordowano. Jeśli ktoś odnajduje w "Naszej klasie" jakieś wątki publicystyczne, to na pewno nie ma w niej ideologii. Za to autorowi udało się wplątać w zawiłą historię polskich Żydów sentymentalną nutkę nostalgii za spokojnym okresem współistnienia i nić sympatii do tych ludzi, którzy byli kiedyś uczniami w "Naszej klasie" fragment spektaklu).

AUTOR SZTUKI — TADEUSZ SŁOBODZIANEK
REŻYSERIA — ONDREJ SPIŠÁK

II REŻYSER — ALDONA FIGURA
OPRAWA MUZYCZNA — BARTŁOMIEJ WOŹNIAK
SCENOGRAFIA — FRANTIŠEK LIPTAK
KOSTIUMY — JAN KOZIKOWSKI
CHOREOGRAFIA — ANNA IBERSZER
KIEROWNICTWO PRODUKCJI — MAGDALENA ROMAŃSKA
INSPICJENT — MATEUSZ KAROŃ
OBSADA –
DORA: Magdalena Czerwińska/ Monika Fronczek,
ZOCHA: Izabela Dąbrowska,
RACHELKA: Anna Gryszkówna,
JAKUB KAC: Robert T. Majewski,
RYSIEK: Maciej Skuratowicz,
MENACHEM: Przemysław Sadowski/ Mariusz Drężek,
ZYGMUNT: Karol Wróblewski,
HENIEK: Marcin Sztabiński ,
WŁADEK: Leszek Lichota,
ABRAM: Paweł Pabisiak

ZetKa

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.