Facebook Google+ Twitter

Nasza sprawa

Zdaję sobie sprawę z tego, że większość warszawiaków jest dziś pewnie przeciwna budowie „pomnika światła” pod Pałacem Prezydenckim.

A jednocześnie, gdyby spytać ich o to bezpośrednio po katastrofie, z dużym prawdopodobieństwem założyć można, że większość uznałaby to miejsce za naturalne i absolutnie stosowne („No bo w sumie… to gdzie miałby stanąć?” – dodałby może niejeden). Skąd więc ta zmiana? Czy wyszły w tym czasie na jaw zbrodnicze kulisy rządów Lecha Kaczyńskiego? Może jakieś ludobójstwo któregoś z generałów? No nie bardzo. Po prostu pozwoliliśmy sobie sprać mózgi; pozwoliliśmy się zmęczyć Smoleńskiem do zerzygania. Tak, że nawet wiele „rodzin smoleńskich” jest dziś wobec „pomnika światła” sceptycznych. Tylko czy to jest logiczny i wystarczający powód, by oprotestować pomnik?

Zdaję sobie sprawę z tego, że mogłeś nie lubić Lecha Kaczyńskiego, ja również przesadnie go nie hołubiłem. Większość z nas miała zresztą wśród ofiar swoich faworytów i swoje antypatie, to naturalne. I gdyby w środku Krakowskiego Przedmieścia planowano dla nas kolejne świebodzinopodobne monstrum, sam szykowałbym pewnie butelki z farbą. Tyle, że w „pomniku światła”, Lecha Kaczyńskiego będzie mniej więcej 1,04%. 1/96. Tyle samo co Arkadiusza Rybickiego, Wiesława Wody czy Izabeli Jarugi-Nowackiej. Jeden pieprzony snopek światła. Nawet licząc wszystkich PiS-owców i pracowników Kancelarii Prezydenckiej to wyjdzie ok. 15,6% snopków. Jak dla mnie – do zniesienia.

Nie trafia do mnie argument, że nie wolno ingerować w HISTORYCZNĄ tkankę miasta w tym miejscu (choć chciałbym wierzyć, że sprzeciw stołecznego konserwatora zabytków ma charakter niepolityczny). Tamtego dnia, gdy ok. godz. 14:00 przyszliśmy z moją ówczesną dziewczyną pod Pałac Prezydencki, miałem bowiem jedyny raz w życiu przeświadczenie, że jestem naocznym świadkiem właśnie czegoś HISTORYCZNEGO; jednej z tych rzeczy, o których, chcąc nie chcąc, będą musiały powiedzieć podręczniki.

Nie trafia do mnie argument, że będzie to kolejny pomnik polskiej nieudolności i niekompetencji, choć wielu z nas się pewnie tą nieudolnością wówczas popisało (od organizacji lotu po śledztwo). Ale stawiając sprawę w ten sposób pomnik ofiar zamachów na WTC można by nazwać pomnikiem nieudolności amerykańskiego kontrwywiadu. Co może jest w jakimś sensie prawdziwe, ale nie oddaje przecież istoty zdarzenia.

W katastrofie smoleńskiej zginął ostatni Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, który przeszedł szlak bojowy 2 Korpusu. Ten sam szlak przeszedł brat mojej babci, Władysław Biruta. Noszę na szyi medalik, który on miał na sobie w trakcie bitwy o Monte Cassino. Ten sam wujek, 5 lat wcześniej, cudem uniknął aresztowania z rąk sowietów jako kierowca gen. Mieczysława Smorawińskiego. Tego samego generała, którego wnuczka, Ewa Bąkowska, również zginęła w Smoleńsku. W tym sensie, działaczu PiS-u, działaczu PO, Smoleńsk jest nie tylko Wasz.

Tamtego dnia, bodajże o godz. 18:00, byliśmy z dziewczyną na Mszy pod Katedrą Polową Wojska Polskiego. W tłumie ludzi na Placu Krasińskich stał koło mnie Janusz Korwin-Mikke, podaliśmy sobie ręce znak pokoju. Człowiek nie z mojej bajki, obrażał mnie potem zresztą na blogu. Ale w tamtych dniach w sercu Warszawy działy się rzeczy piękne. To nie my to potem spieprzyliśmy. Więc to nie powód, by pomnik nie powstał.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.