Facebook Google+ Twitter

Nasze psy, które odeszły…

Współautorzy: Barbara Podgórska

Traktowaliśmy je niczym najbliższych członków rodziny. Żyły z nami, psociły, sprawiały kłopoty i szkody, radości i troski. Chorowały. I umierały. Nasze pieski.

 / Fot. Adam K. PodgórskiNa punkcie psów mamy bzika od zawsze. W latach siedemdziesiątych przez nasze mieszkanie przewinęło się kilka różnych stworków. Kundelek Reksio, jamniczek Arguś, ratlerkowata Psotka, która przywędrowała na działkę i już nie chciała odejść. Szalenie spodobała się sąsiadowi Staszkowi. Wybłagał ją od nas. Zginęła przejechana przez auto. Za krótki czas auto zabiło też Stasia.

Potem była Linka, niby-jamnik. Przywieziona w szmacianej torbie na motorze skądś spod  / Fot. Barbara PodgórskaRaciborza. Z torebki wypadło najpierw gówienko, a potem mała, brązowa kluseczka. Dzieci nazwały toto Reksiem, bo wtedy za sprawą telewizyjnej kreskówki wszystkie psy "chrzczono" Reksiami. Ale Reksio kucał przy sikaniu, zamiast podnosić nogę. Zajrzeliśmy pod brzuszek, i trudna rada, z Reksia zrobiła się Linka. Lineczka była super psem. Kiedy po dwóch tygodniach nieobecności wróciłem z Łodzi, szalała z uciechy, skacząc na krótkich łapkach na wysokość klamki. Na działce chodziła wyłącznie między grządkami, po ścieżkach, czego wszystkie inne nasze psiaki nigdy nie pojęły. Zjadała truskawki wprost z krzaczków. Chodziła samodzielnie kilka bloków dalej odwiedzać Argo, swojego przyjaciela. Kiedy umarła mając dwanaście lat, wykopałem jej grób na tej działce. Ułamałem róże. Położyłem na Lince. Płakałem.

 / Fot. Barbara PodgórskaAle zanim odeszła Lineczka, przybyła do nas Figa. Z rodowodu nazywała się pretensjonalnie, Czika Elstor. Została więc śliczną, brązową Figunią, Figusią. Żywa, radosna, póki nie zapadła na nosówkę (mimo szczepień) i nieomal nie zdechła; już wisiała bezwładnie w dłoniach Basi. Ale Basieńka ją uratowała zastrzykiem z przypadkowego antybiotyku. Potem zastrzykami „ze złotem” wyciągała psinę z paraliżu. Po tym wszystkim Figa została dwukrotną srebrną medalistką na wystawach i dwukrotnie urodziła szczeniaczki; sam odbierałem porody. Arniki, Atosa, imion dwóch suczek - przeklęta skleroza - zapomniałem, potem Finezji, Fakira, Fokusa.

Figa cierpiała na klaustrofobię. Pozostawiona na chwilę w małym fiacie, pogryzła na strzępy pasy bezpieczeństwa i wyszarpała dziury w okładzinach drzwi. Kilkunastometrowy sznur froterki pocięła zębami na kilkadziesiąt, nieomal doskonale równych kawałków. Początkowo nie lubiła jeździć autem. Ale to był taki psi anioł. Miewała ciąże urojone. Kiedy była już stara, a Alma urodziła młode, dostała mleka w sutkach i karmiła dzieciaczki przyszywanej córki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

A mnie zastanawia. poświęcenie (; nomen omen) artykułu sympatycznym pieskom w dniu Wszystkich Świętych. NATOMIAST ani jednego artykułu nie ma o Świętych, których to przecież święto jest nawet wolnym dniem od pracy.! .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.11.2010 10:38

Zajawka cyt: "Tratowaliśmy je niczym najbliższych członków rodziny. "
Mam nadzieję , że to literówka. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękne wspomnienie, czytająć łza mi się zakręciła, bo też miałam kiedyś psa z którym byłam bardzo związana.
Zabrałam go z Polski do Niemiec i może nikt nie uwierzy, pies nauczył się też niemieckiego i był dwujęzyczny. Umarł śmiercią naturalną na zawał, byłam przy nim do końca. A potem już nie chciałam mieć żadnego innego psa bo ten był dla mnie jedyny.
Adamie dziekuję za tak wspaniałe opowiadanie. /5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny tekst.
Sam pożegnałem dwa psy, choć tego pierwszego ledwo pamiętam, gdyż miałem wtedy kilka lat, a pies był u nas tylko 3-4 dni (zdechł na nosówkę). Druga psina wytrzymała ze mną prawie 15 lat...
Obecnie posiadam dwa dość duże psy, a też mieszkam w bloku, więc takich "stukniętych" jest jednak więcej :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo piękne wspomnienie.
Ja również mam dwa groby na działce: Czubatka - papuga nimfa oraz Jena - kotka, która tragicznie zginęła wiosną. Spoczywają pod modrzewiem. Pod orzechem - ale już nie na naszej działce, spoczywa mój pierwszy pies Dona.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Amika(?) wiedziała jak pozować do portretu! Urodzona modelka. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.