Facebook Google+ Twitter

Nasze wojny polityczno - medialne

W Polsce trwa permanentna polityczno-medialna wojna. Zamiast szukania porozumienia, utrwalają się podziały i animozje. Każdy walczy z każdym, a wszyscy walą na oślep.

W Polsce toczy się wojna. Wojna o prawdę, o pamięć, o wyborców. Wreszcie wojna o prawo do myślenia. Coraz wyraźniejszy staje się podział na dwa obozy - koalicyjny i opozycyjny. Z bycia zaklasyfikowanym trudno się wyłgać. Bo albo jest się z jednymi, albo z drugimi. Albo za, albo przeciw. Albo z nami, albo przeciw Polsce. Albo z nami, albo przeciw rozumowi. A chęci porozumienia brak.

Maczugą w łeb

Obie strony sporu konsekwentnie utwierdzają się w przekonaniu o swojej wyższości i prymitywizmie rywala. Z obu stron padają słowa mocne, pomówienia, oskarżenia, które zasłaniają faktyczne problemy i budują nieprzekraczalne bariery. Z jednej strony oskarża się Leszka Balcerowicza o wszystko co najgorsze, łącznie z "przesądzającymi sprawę" dowodami koronnymi w rodzaju działalności jego żony (która powinna przecież siedzieć w domu i gotować). Oskarża się byłych ministrów spraw zagranicznych o budowanie dobrych stosunków z zagranicą, a widocznie także o obycie w świecie. Z drugiej strony padają zarzuty o stalinowskie metody działania i autokratyczne zapędy. A warto umieć rozróżnić stalinizm z etatyzmem, a autokratyzm z centralizmem.

Insynuacje są też specjalnością posła Kurskiego, któremu najwyraźniej niespecjalnie chodzi o merytoryczną debatę. Dał temu wyraz choćby podczas konferencji prasowej, mówiąc do europosła Bielana (myślał, że mikrofony tego nie wyłapią) "Powiedz, że tytuł konferencji jest: Kamiński, Bielan, Kurski znowu razem, Platforma zapinać pasy". W słowach nie przebierają też senator Niesiołowski czy posłanka Senyszyn, choć robią to w nieco innym wymiarze. Wyborcy i komentatorzy zgadzają się naturalnie z tymi, których lubią i popierają. A następnie często posługują się ich językiem.

Podziały, podziały...

Antagonizmy kreują przy tym sami politycy. Określenie granicy sporu było świetnym zabiegiem Jarosława Kaczyńskiego. Świetnym z politycznego punktu widzenia.   Ile bowiem można patrzeć, jak polityczne debaty ociekają krwią, a wykreowane podziały powodują impas w działaniu.

Modelowym przykładem jest tu bankowa komisja śledcza. Komisja, która gdyby rzeczywiście tego chciała, mogłaby coś wyjaśnić. Problem w tym, że niekoniecznie o to jej chodzi, bo wnioski sporządziła już przed rozpoczęciem obradowania. Komisja jest areną wątpliwej jakości politycznych potyczek, w których przoduje poseł Artur Zawisza - teraz zdecydowanie atakowany przez media za styl działania, na co sam sobie zapracował.

Wyjątkowo bolesny był dla niego ostatni czwartek. Najpierw Monika Olejnik w TVN24 z nieskrywaną pasją bezpardonowo przyparła go do muru, po czym z pewnością trudno było się mu pozbierać. Następnie odwiedził w Polsacie Tomasza Lisa, który choć łagodniej, to jednak odcinał się posłowi Zawiszy ostro, jak rzadko. Zamiast jednak wysnuć z tych faktów jakąś refleksję, przewodniczący komisji śledczej wolał uznać, że wszystko to stronniczość mediów i chęć zniszczenia go przez łże-dziennikarzy.

Elitka i motłoch

Furorę zrobiło powszechnie krytykowane stwierdzenie Ludwika Dorna o istnieniu tzw. "wykształciuchów". Problem w tym, że Dorn w dużej mierze miał rację, a wiele osób, które go krytykowały, najwyraźniej nie przeczytały wywiadu w "Dzienniku". Dorn mówił o dobrze wykształconych, lecz egoistycznie zadufanych w sobie inteligentach, przekonanych o własnej wyższości i niskiej wartości ludzi, którzy nie należą do ich grupy. Przykłady takich osób, które na każdą propozycję padającą z "niewłaściwego" obozu reagują negacją, nietrudno przecież znaleźć. Takie podejście prowadzi często do śmiesznych sprzeczności. Niedawno odniósł się do tego w "Dzienniku" Rafał Ziemkiewicz.

Dorn przesadza jednak, uznając, że bastionem "wykształciuchów" jest program "Szkło kontaktowe" emitowany w TVN24. Rzeczywiście można program ten nazwać "Radiem Maryja dla inteligentów". W dużej mierze jednak za sprawą dzwoniących do programu widzów, a nie osób go prowadzących. Przy tym trudno nie dostrzec różnic pomiędzy audycjami w radiu o. Rydzyka i "Szkłem Kontaktowym".

Medialny tort

Podziały te w sposób naturalny dosięgły także mediów. Niezwykle wyraźna stała się walka "Gazety Wyborczej" z "Dziennikiem". Sprzyja to oczywiście utrwalaniu niechęci wobec siebie dwóch środowisk. Trzeba jednak przyznać, że w walce tej uczciwszy jest konserwatywny "Dziennik". Przeglądając codzienne informacje z czołówki "Wyborczej", trudno znaleźć taką pierwszą jej stronę, na której nie byłoby czegoś negatywnego o rządzie lub koalicji. Niezależnie od tego, czy jest ku temu powód, czy nie.

Dziennikarze coraz częściej opowiadają się po jednej ze stron, nie patrząc już na kwestie merytoryczne. PiS małpuje spot - źle. Platforma - dobrze. Platforma używa w Sejmie proceduralnych sztuczek - skandal. PiS uchwala ustawy w szaleńczym tempie - jego prawo.

Tymczasem "Rzeczpospolita" ma nowego naczelnego, Pawła Lisickiego. Ciekawe, czy wiele się w niej zmieni. Ktoś żartował, że być może gazeta zmieni teraz nazwę na "IV Rzeczpospolita". Mam jednak nadzieję, chyba nie bezzasadną, że Lisicki będzie w stanie wznieść się ponad swoje poglądy i utrzymać prestiż tego dziennika.

W szponach konfliktu

Wojna, którą obserwujemy, to także, a może przede wszystkim, wojna ideologiczna. Starcie liberalizmu z umiłowaniem kontroli, "patriotyzmu" z "kosmopolityzmem", "inteligencji" (a może łże-inteligencji) z "całą resztą". Europy współpracy i dialogu z "gejowską Europą" posła Wierzejskiego (który wypisuje na swoim blogu rzeczy niestworzone...). Ta walka to także fundamentalny, choć cokolwiek wydumany i bezsensowny, spór Okrągłego Stołu z IV RP i, co paradoksalne, konserwatyzmu z "łże-konserwatyzmem". Bo lewica na razie właściwie się nie liczy. Co oczywiście może się zmienić.

Najważniejsze jednak, by zacząć rozmawiać. By dobro kraju zacząć cenić wyżej niż interesy osobiste czy partyjne. By krytykować i chwalić zachowując właściwe proporcje. I, co najważniejsze, by przywrócić elementarną uczciwość, bo przecież IV RP to państwo odnowy moralnej. Zamykanie się w intelektualnej bańce próżniowej nic nie da. Skłóci społeczeństwo, zburzy, zniszczy. Warto opisywać, warto komentować, warto wskazywać właściwe rozwiązania. Przy czym warto to robić rozsądnie. Póki obie strony konfliktu nie pojmą, co tak naprawdę jest ważne, spokoju nie będzie. Wygląda więc  na to, że nie będzie go jeszcze długo.

DP

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tomku! Gratulacje:) Podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem i ++++

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.