Facebook Google+ Twitter

Natacha Atlas we Wrocławiu, czyli historia z happy endem

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2008-09-28 22:02

Ethno Jazz Festival 2008 nabiera rumieńców. Wczoraj, w Sali Koncertowej im. Jana Kaczmarka Radia Wrocław wystąpiła Natacha Atlas. Koncert, choć mógł się podobać, miał zaskakująco wiele słabych stron.

Natacha Atlas & The Mazeeka Ensemble, Wrocław, 27.09.2008 / Fot. Patryk Ciechanowski - MirekNatacha to jedna z najważniejszych postaci współczesnej sceny world music. Urodzona w Belgii artystka posiada korzenie angielskie i egipskie, zaś w swojej muzyce umiejętnie łączy wpływy sztuki arabskiej, północnoafrykańskiej i zachodnioeuropejskiej. Bogata twórczość Natachy obejmuje zarówno albumy solowe, jak i większe projekty z innymi zespołami, wśród których najważniejszym był Transglobal Underground. Wskutek rozmaitych konfiguracji, w jakich przyszło artystce tworzyć, muzyka firmowana jej nazwiskiem jest mocno eklektyczna, przy czym jej ostatnia płyta ("Ana Hina", nagrana wespół z The Mazeeka Ensemble) to zwrot ku brzmieniom bardziej naturalnym i akustycznym.

Specjalnej rekomendacji koncertu nie było więc potrzeby czynić. Potwierdziła to zresztą frekwencja - choć nie stuprocentowa, to wysoce zadowalająca. Gdy kilka minut po godzinie dwudziestej zgasły światła, zaś na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru (wespół z rozbudowanym składem - perkusista, pianista, flecista, basista, trzyosobowa sekcja smyczkowa), wydawało się, że oto rozpoczyna się kolejny świetny koncert.

Miało być dobrze, a wyszło...


Niestety. Trzeba to napisać - to wrażenie było złudne. Nie wiem, czym było to powodowane, czy muzycy nie zdążyli się zaaklimatyzować (zespół dotarł do miasta krótko przed koncertem), czy zadziałała nazbyt duża przestrzeń sali koncertowej (dla kameralnej w swojej formie muzyki), czy może po prostu to nie był ten dzień. Po pierwszych trzech utworach miałem wrażenie, że oczekiwania publiczności mocno rozmijają się z oczekiwaniami muzyków; że koncert przebiega gdzieś obok nas wszystkich. Wrażenie owo było tym bardziej frapujące, że tak naprawdę do prezentacji muzyki nie można było mieć większych zastrzeżeń. Poza kilkoma wpadkami technicznymi, wszystko brzmiało poprawnie.

Być może "winę" ponosi tu sama forma kompozycji. Większość zaprezentowanych wrocławskiej publiczności utworów, choć ciekawych i pełnych odniesień do muzyki arabskiej, orientalnej i etnicznej, miała bowiem łudząco podobną strukturę i zbliżone tempo. To z kolei spowodowało, że kolejne kompozycje były najzwyczajniej w świecie do siebie podobne. Sporo pytań pozostawiało także zachowanie Natachy - nieco onieśmielonej, nieco zamkniętej w sobie, na pewno nie znajdującej z publicznością porozumienia. Samo audytorium, wskutek dziejących się na scenie rzeczy, pozostawało w pierwszej połowie koncertu dość powściągliwe; wydawać się mogło, że już nic nie uratuje występu.

Happy end, czyli historia rodem z kina


Natacha Atlas & The Mazeeka Ensemble, Wrocław, 27.09.2008 / Fot. Patryk Ciechanowski - MirekNa szczęście jednak tak się nie stało. Już wykonanie wielce lirycznej kompozycji "Black is the Colour" (nareszcie inne tempo!) podniosło nieco temperaturę wśród publiczności. Wkrótce potem wybornym solo na bębnie popisał się perkusista, Ali Alim. Od tego momentu koncert jakby rozpoczął się na nowo; artyści w końcu wyglądali na nieco bardziej rozluźnionych, ożywiła się także i publika. Wcześniej Natacha dwukrotnie dała pokaz tańca, co także rozruszało publiczność. W efekcie, po niefortunnym początku, artyści dwukrotnie bisowali; sam koncert zakończył się wielką owacją na stojąco. Szczęśliwe zakończenie po nieciekawym początku.

Już po koncercie, najczęściej słyszanym przeze mnie pytaniem wśród opuszczających budynek Radia Wrocław słuchaczy było - dlaczego koncert tak długo się rozkręcał? Fakt, na tak postawione zapytanie sam chciałbym uzyskać odpowiedź. Pozostaje tylko cieszyć się, że sprawy nie potoczyły się w odwrotnej kolejności i po piorunującym początku nie byliśmy świadkami nudnego finału. Tym niemniej - bezsprzecznie nastawialiśmy się na więcej. Ot, marzyliśmy o przejażdżce luksusowym Mercedesem. Skończyło się na przejażdżce kilkuletnią (choć solidną) Škodą. Bez ujmy dla tej ostatniej.


***
Autorem zdjęć wykorzystanych w niniejszym artykule jest Patryk Ciechanowski - Mirek, któremu za ich udostępnienie serdecznie dziękuję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Aniu, zajrzałem :)

Beato, bardzo mi miło :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo trafna relacja. Sama bym aż tak dobrze nie potrafiła tego ująć. Rzeczywiście na początku było trochę sztywno, ale mam wrażenie, że pod koniec artystom udało się rozruszać publiczność. Punktem kulminacyjnym i chyba takim przełomowym był taniec Nataschy oraz występ bębniarza. Niestety był to juz prawie sam koniec koncertu.
Muzyka jednak przepiękna i porywająca serce. Zapraszam także do obejrzenia mojej fotorelacji z tego koncertu :)

Plus dla autora ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.