Facebook Google+ Twitter

Natalia Moskal: „Słucham muzyki, której nie tworzę“

Nataia Moskal, młoda wokalistka, która wydała ostatnio EP "Anguana". Znajdują się na niej utwory polskie, ale także angielskie, ponieważ jak sama przyznaje, języki są jej osobną pasją.

Pani przygoda z muzyką trwa, jak Pani sama przyznała w jednej z rozmów, od 16-tego roku życia. Kiedy z pełną świadomością i na poważnie po raz pierwszy stanęła Pani na scenie?

-Pierwszy raz na poważnie zagrałam z moim zespołem około 40-minutowy koncert supportujący zespół Lady Pank. Miałam 19 lat, a publiczność była bardzo liczna. Tego, co wtedy poczułam, mając wszystkie najbliższe mi osoby pod samą sceną, nie da się opisać. Nigdy już ani przez chwilę nie chciałam zrezygnować z dążenia do zawodu muzyka.

Co było najtrudniejsze na samym początku drogi?

-Cały czas jest trudno. Bo cały czas jest to dla mnie jeszcze początek. Nie jestem jeszcze rozpoznawalna, ani nie mam pleców w postaci wytwórni. Dlatego wszystkie działania zależą ode mnie i osób z którymi współpracuję. Jest to działalność niezależna dlatego trudna.

Uważa Pani, że młodzi artyści mają trudno, żeby się przebić?

-Bardzo. Czasem nie decyduje talent, ani nawet ciekawa kompozycja. Ciągle szukam sposobu na to, żeby pokazać muzykę szerszej publiczności, ale nie musieć nikogo prosić o przysługi. Mamy w Polsce jedną gwiazdę, której się to udało skupiając się jedynie na swoim targecie i nie uginając się przed mediami. Jest to możliwe, ale na pewno nie bez pomocy innych osób, które wierzą w projekt.

Na jaki rodzaj muzyki według Pani uznania jest w chwili obecnej największe zapotrzebowanie wśród słuchaczy?

-Pozytywnej, ale nie „plastikowej“. Nie mam na myśli czystego popu. To może być fuzja kilku gatunków, ale Polska nadal w dużym stopniu tworzy smutno i melancholijnie. Wtedy często krytycy uznają takie melodie za „dobre“, „ambitne“. Ale nam brakuje radości i usmiechu. Kiedy mamy ochotę na coś żwawszego musimy zwykle uiekać do zachodnich brzmień. Ja uciekam wtedy na południe. Szukam na przykład artystów z Hiszpanii.

Jakiś czas temu wydała Pani album ep – „Anguana“.Mam wrażenie, że nie jest to tytuł polski. Dlaczego wybrała Pani zagraniczną nazwę? Czy jest to związane z tym, że sudiuje Pani filologię angielską?

-Tytuł nie jest polski, jest terminem włoskim. Anguana jest włoską nimfą pochodzącą z Werony, która jest w połowie kobietą, a w połowie smokiem lub wężem, zależnie od legendy w którą wierzy dany region. Wybrałam taki tytuł, bo obrazuje różnorodność, dwojakość. Moja Epka, co wielokrotnie podkreślam, została wyprodukowana przez dwóch producentów – Marka Dziedzica i Łukasza Marona - przez co cechuje ją dualizm brzmień. Chociaż pewnie nie wybrałabym takeigo tytułu, gdyby nie swoista italofilia, która się we mnie wciąż nasila.

Czy bywa czasem trudno, kiedy chce Pani połączyć studia z muzyką?

-Póki co nie, bo wszystkie działania muzyczne nasiliły się właśnie w tym roku – wydałam EP, zagraliśmy kilka koncertów – a to właśnie rok, kiedy zrobiłam przerwę w studiach. W październiku wracam na magisterkę i sama nie wiem, jak uda mi się to pogodzić.

Czy Pani znajomi z roku wiedzą o tym, że zajmuje Pani się muzyką, czy nie lubi Pani raczej opowiadać o swojej pasji wśród znajomych?

-Chyba nie wiedzą. Mało z nimi o tym rozmawiam, w zasadzie w ogóle. Mam za to grupkę przyjaciół, z którymi znam się od dziecka i oni wiedzą o wszystkim na bieżąco, kibicują. To bardzo dodaje skrzydeł.

Do jakich słuchaczy w Pani odczuciu jest skierowany Pani album „Anguana“?

-Utwory są różne. Myślę, że ta angielska część spokojnie nadaje się do Trójki, czy Czwórki, choć może to subiektywne. Część polska – może dla słuchaczy mainstreamowych stacji. Ale wszyscy wiemy, że dostać się do radia nie jest łatwo. Moimi odbiorcami mogą być przede wszystkim młode kobiety ze względu na teksty. Już nie dziewczynki, bo niezależne, ale nie starsze niż 35 lat. Tak wyobrażam sobie swoją grupę odbiorów.

Czy każdy znajdzie tam coś dla siebie?

-Może poza tymi, którzy słuchają heavy metalu :) ale ze względu na ten dualizm, obecność elektroniki obok żywych instrumentów można znaleźć piosenkę do potańczenia i taką, na wieczór z lampką wina. Jest po polsku i jest po angielsku. Słuchacz ma wybór.

Świetnie czuje się Pani, kiedy może wyrażać siebie w języku angielskim. Robi to Pani nawet na swoim fanpagu. A jeśli chodzi o wokal, to w jakim repertuarze czuje się Pani pewniej – w polskim, czy jednak znów – angielskim?

-Póki co nadal angielski. Moją osobną pasją są języki. Od jakiegoś czasu uczę się francuskiego, a w tym roku zaczęłam też naukę włoskiego. Dlatego też na fanpage piszę po angielsku, ale również dlatego, że mam wielu znajomych z innych krajów i zależy mi, żeby rozumieli co piszę. Polskie teksty na mojej EP zostały napisane przez Radka Łukasiewicza z zespołu „Pustki“ i Zuzię Wrońską z „Ballad i romansów.“ Ja sama nie czułam się na siłach, ale po angielsku piszę sama i daje mi to poczucie ogromnej wolności, braku granic.

Ma Pani kogoś takiego, z kim chciałaby wystąpić w duecie?

-Marzy mi się kolaboracja z Dawidem Podsiadło. Jest artystą w pełnym tego słowa znaczeniu, a jego głos urzeka. Byłabym przeszczęśliwa mając kiedyś taką okazję. Z zagranicznych artystów – ciężko wybrać, nazwisk byłoby bardzo wiele. Jeśli mogę trochę pofantazjować to byłby to Andrea Bocelli :) słyszałam ostatnio kilka jego duetów z osobami poruszających się w muzyce pop, bardzo intrygujące kolaboracje. Albo Xavier Rudd. Jego utwory są bardzo autentyczne i prawdziwe.

Jakiej muzyki lubi słuchać Pani prywatnie?

-Różnie, to zależy od nastroju, bo czasem mam ochotę na Artura Rojka, czasami na Major Lazer, a ostatnio nie przestaję słuchać włoskiej opery. A każdy z wymienonych nie ma ze sobą nic wspólnego.

A jakimi brzmieniami lubi się Pani inspirować?

-Słucham muzyki, której nie tworzymy (producenci i ja). Tak kiedyś doradził mi Bartek Dziedzic i tak mi zostało. Jedna z trafniejszych rad, jakie usłyszałam. Wtedy nie zamykasz się na obce brzmienia i powstają ciekawsze produkcje. Robisz elctro pop? Słuchaj wszysctkiego co nim nie jest. Wpadniesz na wiele nietuzinkowych pomysłów. Na LP znajdzie się utwór z chórem na przykład.

W jakich warunkach/okolicznościach lubi Pani tworzyć muzykę?

-Czasem coś wpadnie mi do głowy ni stąd ni zowąd, nawet w centrum miasta, czy w trakcie spotkania. Wtedy szybko wychodzę i nagrywam na dyktafon. Jeśli nie tak, to spotykamy się z Markiem, albo Łukaszem w pracowni i wspólnie wymyślamy nowe kompozycje. Taka praca jest zawsze najbardziej owocna. Nie lubię pracować sama.

Jeśli pisze Pani tekst, dzieje się to zazwyczaj rano, czy wieczorem? A może pora nie ma znaczenia?

-Pora zupełnie nie ma znaczenia. Zapisuję sobie w telefonie frazy, które wpadają mi przypadkowo do głowy i buduję potem z tego tekst. Często jednak jest tak, że wymyślając melodię śpiewam od razu jakiś tekst i on już później taki zostaje, bo wtedy się nie myśli, nie zastanawia. To płynie naturalnie i jest najbardziej autentyczne. Nigdy nie piszę fikcji. Wszystkie moje teskty są o czymś, co przeżyłam naprawdę.

Jedną z piosenek promujących „Anguanę“ jest singiel „Was Dwóch“. O kim jest ten utwór? Mylę się, czy jest on z Panią w jakiś sposób związany, inspirowany zdarzeniami rzeczywistymi?

-Pomimo, że nie napisałam go sama tylko zrobił to po mistrzowsku Radek Łukasiewicz, trafił słowem w sedno. Po długich rozmowach telefonicznych ustaliliśmy o czym powinien być tekst. Opowiedziałam mu troszkę o swoich przemyśleniach, on dodał resztę od siebie, jakby czytał w moich myślach. Jest niezwykłym artystą! Tak, tekst jest inspirowany rzeczywistymi zdarzeniami, które pewnie zna każda z nas. Bo kobiet, wbrew stereotypowi, nie jest trudno zrozumieć. To mężczyźni są często zagadką nie do rozwiązania. Jakby w jednym siedziało dwóch. Taki syndrom zachowań dwubiegunowych :) (nikogo nie obrażając, rzecz jasna).
Okładka albumu EP Natalii Moskal -
Nagra Pani w najbliższym czasie teledysk?

-Planujemy zrobić to w wakacje do nowego utworu, który będzie singlem z LP. Przygotowania trwają  mamy sporo ciekawych pomysłów.

Na koniec rozmowy. Czy na sezon letni zaplanowane ma Pani jakieś koncerty?

-Tak, kilka wstępnie zaplanowaliśmy, ale jeszcze nie zostały 100% potwierdzone. Będę na bierząco pisała o tym na moim fanpage.

Gdzie będzie można Panią usłyszeć?

-Na tę chwilę mogę Państwa zaprosić 10 września na festiwal Behind The Trees w Mysłowicach, gdzie będziemy mieli przyjemność zagrać. O innych wydarzeniach jeszcze będziemy informować.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.