Facebook Google+ Twitter

Natrętne obrazy

Polska, jako kraj – z dziada, pradziada – mój Jawi mi się, jako poplątany sznurów zwój. Najgorsze, że nie widzę możliwości, go rozplątania. Świadomość niemożności, jest nie do wytrzymania.



Dzisiaj, jak co dzień oddychałem powietrzem
I …. I – wierzcie mi – ani razu się nie zachłystnąłem.
Obrazy do mnie docierały
Ale sam nie wiem skąd się brały
I jakim sposobem, zewsząd mnie otaczały.
Nie mogłem się przed nimi opędzić.

Wyobraźcie sobie, że obrazy niektóre
Wprost atakowały moje narządy optyczne.
Niemal wołały: My bardziej widoczne są.
Te obok nas, same nie wiedzą, czego chcą.
Jeśli nie zarejestrujesz naszego widoku
Będziemy tkwiły długo, w twoim oku.

Nie wiem jednak, jak to się stało
– Czy moje oko ich nie tolerowało?
Tak czy owak, do rejestru pamięci się dostały
I do dzisiaj w nim pozostały.
I wystarczy, bym przymknął oczy
To ich widok zewsząd mnie obskoczy.

Bywa, że kręcę głową i fukam ze złości
Gdy brzydactwo powraca do mej świadomości.
Do miłych wspomnień chętnie wracamy
Niczym, po smakowitości, po nie sięgamy.
Miłe wspomnienia nam życie umilają
Niczym obrazy, które ludzie na ścianach wieszają.

Toto ścierwo, – że tak się wyrażę
Nie zwraca uwagi na moją obrazę.
Niemal nieustannie wywleka same okropności
O Polakach – twierdząc, że chylą się ku upadłości.
Że koniec Polski jest bliski
I że wszyscy popadamy na pyski.

Polska, jako kraj – z dziada, pradziada – mój
Jawi mi się, jako poplątany sznurów zwój.
Najgorsze, że nie widzę możliwości, go rozplątania.
Świadomość niemożności, jest nie do wytrzymania.
Czemu pamięć z wyobraźnią się na mnie uwzięły?
– Jeśli chcą odebrać mi spokój – to swego dopięły.


Pewnie innych także spokoju pozbawiły
Lecz żyć z niepokojem, to ponad ludzkie siły.
Ciągły brak spokoju, to niczym ciągła ulewa
Co to naleje wszędzie, nawet tam gdzie nie trzeba.
Skutki niepokoju, głownie złe instynkty pobudzają.
– Te zaś, niecnoty i niezgody ludziom podrzucają.



Kiedyś napisałem: „ jak z nieba deszcz lunie rzęsisty
To brudy spłucze i każdy potok stanie się czysty”.
Zawołam: Boże! Spraw, by takie deszcze popadały
Co by, spomiędzy nas, niecnoty i swary wypłukały.
A ich resztki, w zakamarkach dusz i serc pozostające
Niech przepędzi wiatr i wypali słońce.

– Gdyby tak Bóg zechciał spełnić prośby moje
To by się rozplątały życia sznurów zwoje
I z głodu powymierały ludzkie niepokoje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.