Facebook Google+ Twitter

Nauczycielska misja (nie)przekazywania wiedzy

„Hello! My name is Iga. I am twenty years old. I live in Cracow. I come from Poland.” Ewentualnie w celu wzbogacenia walorów wypowiedzi: ,,I have two brothers and sister.”

 / Fot. .Proszę się nie bać. Nie będę pisać w języku obcym. Poczułam tylko nagłą potrzebę przedstawienia Państwu formułki, jaką wszyscy uczący się języka angielskiego, są w stanie wydusić z siebie, oczywiście z niezbyt wyszukanym akcentem, po kilku- czasem nawet kilkunastoletniej edukacji. Uprzedzam, że nieistotny jest tutaj wiek wypowiadającej się osoby. Nieważne jest to, czy stoi przed nami uczeń szkoły podstawowej, czy student drugiego roku wymarzonego kierunku na prestiżowej uczelni i tak każdy z nich potrafi powiedzieć bez zająknięcia się mniej więcej to samo.

Oburzeni? Ja nie widzę w tym nic, co mogłoby kogokolwiek urazić. Z prawdą trzeba umieć się zmierzyć, należy ją przyjąć i natychmiastowo zareagować, jeśli sytuacja tego wymaga.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, iż niewiele zostaje nam w głowach po szkolnych lekcjach. Jednym uchem wpada, drugim wypada. Tak jak moi koledzy i koleżanki znudzona, podpieram głowę na rękach, aby nie opadła na ławkę w razie „całkowicie przypadkowego” zaśnięcia. W takich sytuacjach nagłe trzaśnięcie dziennika, bądź podniesiony głos wykładowcy wyrywa słuchaczy z cudownego snu, ale tylko na chwilę. Po kilku następnych zdaniach zmęczone powieki po raz kolejny zasłaniają rozszerzone źrenice „zaciekawionych” odbiorców, a całkowite wybudzenie następuje dopiero z chwilą, w której kończą się zajęcia. Rozszalały tłum młodych ludzi rozbiega się, każdy idzie w swoją stronę.

Mijają lata, a sytuacja wcale się nie zmienia. Co powoduje takie zachowanie audytorium? Gdzie tkwi mroczna tajemnica nieuwagi, niechęci do poszerzania wiedzy? Otóż odpowiedź jest nadzwyczaj prosta.

 / Fot. Joachim Müllerchen. Original uploader was Jom at de.wikipedia, CC2.5, GNU1.2Gdybym codziennie kupowała sobie jogurt truskawkowy i zjadała go na śniadanie, obiad i kolację, to naturalnym odruchem byłoby to, że pewnego dnia nie mogłabym na niego patrzeć. Skoro, więc przez wszystkie lata nauki bezmyślnie powtarza się wkoło te same zagadnienia, nie można wymagać od kształcących się niezwykłej fascynacji danym materiałem. Należałoby się zastanowić czy wprowadzanie ciekawostek, nowości, rożnego rodzaju dopowiedzeń, przedstawianie konkretnych przykładów, odkrywanie zapomnianych szczegółów, nie pomogłoby w zdobyciu zainteresowania ze strony uczniów, studentów. Może nawet warto podjąć ryzyko i przeprowadzić rewolucję, nie reformę.

Dlaczego nie mielibyśmy omawiać jednocześnie pozytywistycznej „Marty” Elizy Orzeszkowej i współczesnej „Ścianki działowej” Izabeli Sowy? Tak samo w jednej, jak i w drugiej pojawia się motyw straty. Co stoi na przeszkodzie, by na zasadzie porównania połączyć ze sobą te dwa skrajne punkty, odnaleźć różnice, wykazać kontrast? Dziś pozytywizm można co najwyżej zestawić z romantyzmem, bo przecież od zawsze najważniejszy był spór pomiędzy pisarzami tworzącymi w okresach tych dwóch epok.

Z kolei po rozmowie, jaką przeprowadziłam ze znajomym kilka dni temu, odniosłam wrażenie, że większe zainteresowanie powinien wzbudzać podział roślin na jedno- i dwuroczne niż na przykład świadomy sen, który może być kontrolowany przez człowieka. Gdyby się przyjrzeć wszystkim przedmiotom, to z każdym jest tak samo. Po co mi wiedza na temat królowej Wielkiej Brytanii, Big Bena i innych osób oraz miejsc związanych z Anglią, skoro nie będę potrafiła powiedzieć jak tam dotrzeć, bądź czym zajmuje się dana persona.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

o językach obcych.... hmm nie mówiłam dotychczas ile ich znam, bo jakoś mi głupio by inni czuli się głupio, bo akurat nie znają tylu , albo wcale.
Zam osobę która pracowitością nauczyła się kilku języków, ale trzeba chcieć albo mieć jakąś szczególną motywację. Ktoś mawiał: nauczę się każdego języka, tylko powiedz kiedy egzamin?
. Znam też osobę która ma tzw "ucho" i szczególną łatwość "łapania" języka. Taką łatwość miał np. mój Ojciec i ona uratowała mu życie dwa razy. Miał też ojciec mojej Mamy, co też uratowało mu życie kilka razy w trzech wojnach.

Nauczyciel może zdopingować do nauki, ale winić go trudno, gdy brak woli, to amen w pacierzu. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.11.2012 20:46

@panie Andrzeju, odnoszę wrażenie, że pan wypowiada się bez czytania komentarzy.
A jeśli czytał, to bardzo pobieżnie, bowiem pani Krystyna napisała wprost, że do tego tańca trzeba dwojga i uczeń MUSI CHCIEĆ.
Pani Renata natomiast: "sama zdecydowałam o kontynuowaniu nauki angielskiego, świadomie i dobrowolnie wybierając takowy lektorat na studiach."
A ja przedstawiam sytuację, w której zapewne i pan uczestniczył, by zwrócić uwagę, dlaczego starsze pokolenie kuleje "językowo" i dlaczego młode pokolenie, mimo już istniejących możliwości sprawdzania swoich umiejętności, także boryka się z trudnościami.
Proszę uprzejmie zajrzeć do mojego komentarza z g. 14:43.
Gdyby sprawa była taka prosta, jak ją pan widzi i przedstawia, to tej dyskusji by nie było.

A tak na marginesie: ciekawa jestem, ilu pan zna poliglotów jak pan Grzegorz Wasiluk czy rewelacyjny Heinrich Schliemann? A ilu kolegów i ile koleżanek z pana klasy wykazywało taką pasję? A sam pan, ile zna języków obcych? Może i pan podzieli się swoimi doświadczeniami w tej dziedzinie, jak podzielił się pan Wasiluk i jak zamierza podzielić się pani Nita?
Każda rada jest cenna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie chodzi o to, by wzajemnie się obwiniać, ale zrozumieć dlaczego jest jak jest, i by przyjąć odpowiednią skuteczną strategię uczenia się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To bardzo smutne, że wciąż są problemy z nauką języków obcych. Bo autorka prawdopodobnie nie tylko jeden: angielski, miała na uwadze. Państwo nie bardzo wspiera jakąkolwiek edukację, gdyż urzędnicy zajmują się reformami. Również misja telewizyjna jest tylko zapisem. Dopiero cyfryzacja telewizji zaczęła wspomagać edukację - możliwy jest wybór wersji językowej filmów i programów. Lecz czemu wyboru wersji oryginalnej ma dokonywać widz? Czemu pierwszego wyboru dokonał administrator telewizji w kierunku polskiego lektora czy dubbingu - powinny być napisy na wersji oryginalnej!
Generalnie kierunek jest słuszny :).
Kto chce się nauczyć, musi się posiłkować korepetycjami i komercyjnymi szkołami językowymi. Ma to kojący wpływ na budżet, niweluje też bezrobocie i daje zatrudnienie powracającym z zielonej wyspy.
Rzeczywiście praktyka na obcej ziemi i konieczność są najlepszymi "motywatorami", na co wskazała Pani Jadwiga.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.11.2012 14:43

@Pani Krystyno, odpowiadam w oparciu o własne doświadczenia:
- wymiar godzin: 2 godz. tygodniowo przez 4 lata liceum ogólnokształcącego;
- grupa: 32 osoby;
- poziom grupy: różny, od 0 do nieźle zaawansowanych dzięki lekcjom prywatnym;
- poziom tej samej grupy na innych przedmiotach: przeciętny, jak to bywa we wszystkich licznych klasach -;
- obecny poziom: nie ma już nic wspólnego z tamtymi lekcjami.

Dzięki kontaktom zmuszającym do nauki i dzięki metodzie SITA za pośrednictwem urządzenia Relax Master, obecny poziom uważam za zadowalający. Rzecz jednak w tym, że trochę późno...
I rzecz w tym, że nauczyciele zapominają o istnieniu barier psychologicznych blokujących proces nauki języków.
Tradycyjna szkoła zamiast pomóc klasowej ofierze, jeszcze ją pogrąża choćby takim uszczypliwym: - Czy ty w ogóle rozumiesz, co się do ciebie mówi?
Dla młodzieży ważniejsza jest akceptacja środowiska niż wiedza.
I o tym tutaj wspominałam między wierszami. -;)

Wiem, że teraz to wszystko inaczej wygląda, dlatego dziwię się skargom autorki powyższego tekstu.
Choć...?...
Jak obserwuję, to klasy nadal są zbyt liczne, poziom w nich mocno zróżnicowany i nie zawsze właściwe podejście N do U. Temu ostatniemu zresztą się nie dziwię, skoro grupa liczy ponad 30 uczniów/słuchaczy. W ciągu 45 min. nie da się do każdego dotrzeć, każdego sprawdzić, z każdym zamienić choćby jedno zdanie i równocześnie realizować program.
Ale - choć to już nie dla mnie - chętnie zapoznam się z Pani opracowaniem n/t uczenia się języka obcego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę mi dać tydzień na napisanie tekstu o uczeniu się języka obcego.
Teraz kilka luźnych uwag:
Język obcy nie jest trudnym przedmiotem do uczenia się. Nie wymaga wybitnych zdolności.
Jest przedmiotem specyficznym: wymaga pracowitości i systematyczności.
Od metodyki ważniejsza jest motywacja uczącego się.
Uczyły się Panie kilkanaście lat języka angielskiego. W jakim wymiarze godzin? Jak liczna była grupa? Jaki był poziom grupy? Jaki był poziom tej samej grupie na innych przedmiotach? Na języku polskim? Na matematyce?
Na jakim są Panie poziomie?
Według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego:
Po 100 godzinach nauczania powinno się osiągnąć poziom A1, po 200 poziom A2 (matura podstawowa), B1= A1 + A2 + 180, B2 (poziom matury rozszerzonej) = B1+ 250 godzin, C1 - tu już wchodzi język specjalistyczny C2 - dwujęzyczność.
To jest czas nauczania. Do tego trzeba dodać czas poświęcony na pracę własną. Czas podany dla ESOKJ jest dla ucznia bardzo zdolnego i pracowitego. Uczniowie mniej zdolni potrzebują odpowiednio więcej czasu.
P.S. Kilka tygodni temu czytałam tu artykuł, że Polacy są w pierwszej dziesiątce najlepiej władających angielskim.
Zorganizowałam około trzydziestu wymian międzynarodowych młodzieży. Nasi uczniowie mówili o wiele lepiej po angielsku niż Francuzi i Hiszpanie i tak dobrze jak Niemcy. Gorzej a właściwie bardzo źle wygląda uczenie drugiego języka w naszym kraju, z powodu małego wymiaru godzin przeznaczonego na jego nauczanie. Reforma edukacji zniszczyła całkiem dobry system.
Od kilku lat obowiązuje nauczycieli przygotowanie na początku roku zakresu wymagań i karty informacyjnej. Uczeń powinien wiedzieć, czego ma się w danym roku nauczyć. Po każdym rozdziale są różne testy, które sprawdzają czy i w jakim stopniu uczeń przyswoił materiał. Jeśli nie w stopniu bardzo dobrym, powinien nadrobić braki. W przeciwnym razie progresja nie będzie prawidłowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.11.2012 12:24

Z wielkim zdziwieniem czytam, że nawet dzisiejszemu uczniowi "jednym uchem wpada, drugim wypada".

Mojego pokolenia szkoła "uczyła" 2 języków obcych, lecz z tej nauki wynieśliśmy tak niewiele, że dzisiaj jesteśmy kalekami językowymi. Uczyliśmy się bowiem dla samej nauki bez możliwości zastosowania zdobytej wiedzy oraz umiejętności. Powód: "żelazna kurtyna" izolująca nas od innych nacji.

Z językiem rosyjskim radziliśmy sobie nieźle może dlatego, że mieliśmy go od klasy V szkoły podstawowej aż po koniec studiów, czyli przez ok. 10 lat, i może też dlatego, że w obrębie bloku wschodniego zdarzały się kontakty z rosyjskojęzycznymi.

Natomiast naukę języka zachodniego większość uważała za czas stracony, bo po prostu brakowało motywacji. Owszem, nocami wsłuchiwaliśmy się w audycje Radia BBC oraz Radia Luxemburg, a za pośrednictwem miesięcznika 'Agora' nawiązywaliśmy interesujące korespondencje w języku angielskim.
Jednak dopiero po zniesieniu "żelaznej kurtyny" można było wyjeżdżać do krajów zachodnich. Nie mniej, ja nadal lepiej radzę sobie z tekstem czytanym i pisanym, niźli mówionym, bo - heh - już nie ten słuch i nie ta sprawność mięśni odpowiedzialnych za mowę.

Jeśli dzisiejsza młodzież ma problemy z przyswojeniem sobie podstaw języka obcego, to chyba rzeczywiście coś z tą metodyką jest nie tak (na brak kontaktów przecież narzekać nie może).
Faktycznie, uczniowi nikt na siłę nie wleje do głowy wiedzy - tu kłaniam się pani Krystynie Nita: "Do tańca trzeba dwojga. Uczeń musi być współodpowiedzialny za proces uczenia się. Nie można go obsłużyć, jeśli tego nie chce" - jednak w istniejącej rzeczywistości stare metody nauczania zawodzą na całej linii. Dowodem jest poniższa wypowiedź pani Jadwigi, która z językiem włoskim zetknęła się dopiero we Włoszech i po pokonaniu pierwszych "kłód" wystarczyłby jej lektor, by język opanowała już w pełni i bez bólu. Bo nie ma to jak kontakt z żywym językiem i konieczność użycia go.

Mój profesor zwykł mawiać: "Uczniowie dzielą się na samouków i...nieuków, a obowiązkiem nauczyciela jest wskazać jak najkrótszą drogę do zdobycia wiedzy".
I coś w tym jest na rzeczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Również uczę się języka angielskiego od 11 lat i jest z nim coraz gorzej. Nie jest to spowodowane bynajmniej moją niechęcią do tego języka, o czym świadczyć może fakt, że sama zdecydowałam o kontynuowaniu nauki angielskiego, świadomie i dobrowolnie wybierając takowy lektorat na studiach. Z przykrością muszę stwierdzić, że po raz kolejny się zawiodłam i żałuję podjętej decyzji. Niestety z zajęć tych nic nie wynoszę, mimo, iż bym tego bardzo chciała, gdyż nie da się ukryć, że znajomość języków w dzisiejszych czasach jest już prawie niezbędna. Prowadzone są one w sposób godny pożałowania i sama się często zastanawiam "co ja tutaj robię?" Warto też wspomnieć o tych jakże "ciekawych" podręcznikach, które mają mnóstwo błędów i nie są przystosowane do nauczania - jak twierdzi sam nauczyciel prowadzący mój lektorat. Tak więc nie mogę się nie zgodzić z Autorką tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może to i gorzka prawda, ale jednostronna. Od wielu lat uczę języka obcego. Niektórzy moi byli uczniowie studiują we Francji. Wielu moich byłych uczniów nauczyło się francuskiego, większość niestety nie, chociaż bardzo się starałam. Do tańca trzeba dwojga. Uczeń musi być współodpowiedzialny za proces uczenia się. Nie można go obsłużyć, jeśli tego nie chce. Myślę, że niewielu nauczycieli przychodzi do pracy, by nic nie robić. To bardzo frustrujące. O ile mi wiadomo, metodyka języka angielskiego jest bardzo dobrze dopracowana. Podręczniki i inne pomoce naukowe są ciekawe i dają duże możliwości urozmaicenia lekcji.

A jeśli chodzi o nudę to przypomniałam sobie wywiad z poprzednim francuskim ministrem edukacji, który przyznał, że nudził się w szkole. To normalne, że dzieci się nudzą. On jednak uważa, że dzieci, a zwłaszcza młodzież, muszą być współodpowiedzialni za tę nudę.
Często rozmawiam z nauczycielami języka angielskiego. Zwłaszcza młodzi narzekają, że chociaż młodzież chce znać angielski, to się nie uczy.

Z językiem obcym jest chyba trochę tak, jak z nauką gry na instrumencie. Gamy niekoniecznie zawsze są fascynujące... A lekcja, gdzie dzieci tylko się bawią niekoniecznie jest wydajna.

W liceum, do którego uczęszczałam, język francuski był na wysokim poziomie. Nasza klasa była bardzo dobra: na dwudziestu czterech uczniów, kilkunastu olimpijczyków. W tej chwili tylko dwójka z nas mówi po francusku. Na pewno nie jest to wina naszej nauczycielki, że pozostali nic nie pamiętają...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko to gorzka prawda, wyłożona skrupulatnie przez osobę młodą, ktora - jak wnioskuję z tekstu - jest w trakcie nauki.
Ja, z własnego, życiowego doświadczenia dodać mogę:
języka włoskiego uczyłam się jako czasowa imigrantka zarobkowa; rzecz polega na tym, że pierwszy etap - to osłuchanie sie z melodią języka w którym jest się zanurzonym po same uszyi który poczatkowo jest kompletnie niezrozumiałym szumem
. Drugi - wyłapywanie i rozumienie pojedynczych słów, których nikt na polski nie przekłada.
Trzeci - samodzielne próby wypowiadania pierwszych słów i klecenia krótkich zdań. W tym pomagają tubylcy, którzy zawsze, ale to zawsze usilnie pomagają, poprawiają i starają sie zrozumieć , co tez ta "straniera" chce powiedzieć.
Ostatni etap - czyli trzeci miesiąc praktycznej komunikacji, dla przecietnej polskiej baby - zachwyt miejscowych "jak to jest, że ty już mówisz po włosku"?
Kolejny etap nauki - sięgnięcie po kolorowe magazyny i samodzielne czytanie tytulów, podpisów pod zdjeciami .... Wszystko to, od początku, ze słownikiem polsko-włoskim w kieszeni.
Zmierzam więc do tego, że szkolne dukanie metodą "okno-window" nauką języka obecego nie jest, co piekną polszczyzną wyłożyła Autorka powyższego tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.