Pozycja materiału w rankingach:
Pełno nauki i brak czasu na rozrywkę... Niestety tak właśnie wygląda rzeczywistość polskiego ucznia.
Przeciętny uczeń spędza w szkole ok. 7 godzin, wraca do domu i czeka go nauka. Aby uczyć się systematycznie, czyli jak to mówią belfrowie „z lekcji na lekcję” trzeba na to poświęcić ok. 2-3 godziny dziennie (czasami nawet więcej!), do tego dochodzą sprawdziany, klasówki, które również wymagają dodatkowego powtórzenia. Tak więc uczeń w ciągu dnia na naukę musi poświęcić ok. 10 godzin…Zobacz także:
Artykuły
(49)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(4.51)
Wiek: 21 | Miejscowość: Spychowo / Szczytno | Kraj: Polska
O mnie: http://bezladuiskladu.wordpress.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Dikidu Kuluuu 29.02.2008 23:21
Jesteś w szkole średniej? Rany, na co narzekasz??:D:D Myslałam, że na tym etapie człowiek dochodzi już do tego, że oceny są niewiele warte i że warto sie uczyć tego, co się lubi i co ci się w życiu przyda, całą resztę cieplym moczem olewając, że się tak wyrażę :D
I kto normalny rozróżnia "sprawdzian" od "klasówki"?? Mnie nasówa się tylko takie rozróżnienie, że ta "klasówka" jakoś staroświecko brzmi... :D
"Dwa sprawdziany, klasówka, poprawa i kartkówka" - kartkówka jest z 3 lekcji, wiec tego materialu jest tam tyle co kot napłakał, poprawę masz na własne życzenie skoro się nei nauczyłeś od razu na to przynajmniej minimalne 2, a te "sprawdziany i klasówka" w jednym dniu to jakoś podejrzanie wyglądają :D Chyba, że masz 1 godzine jakiegoś rzedmiotu w tyg, to chyba lepiej załatwić ten spr jak najszybciej i mieć z głowy...??
Wolnego czasu masz w bród i troche:D Wystarczy przyjąć założenie, że nie wszystko ci się w życiu przyda, a z tego co ci się nie przyda wystarsczy ci 3, które w ogolniaku ma się generalnie bez specjalnego uczenia :D Tylko kujony kują wszystko bez zastanowienia, a potem na starość pytają "na co mi to było" ?:D
Dominik Parzych 24.12.2007 20:52
my7 nie narzekamy, tylko walczymy o czas wolny, czas, który jest nam niezbędny do dalszej egzystencji :))
Magdalena Stachowiak 17.12.2007 13:37
Nie cierpię ludzi którzy tak narzekają.
Ja co prawda jestem już po studiach, ale jeszcze parę lat temu chodziłam do szkoły średniej i też było dużo nauki, ja do tego należę do osób ambitnych i zawsze bardzo zależało mi na dobrych ocenach.
Pochodzę z wioski i poza obowiązkami szkolnymi na które tak narzekacie miałam jeszcze obowiązki w domu i gospodarstwie, jak zresztą większość moich znajomych i musieliśmy mieć czas żeby pomóc rodzicom, a dopiero potem można było się uczyć, także niekiedy zaczynaliśmy odrabiać pracę domowe późnym wieczorem.
Najczęściej na nadmiar nauki nie narzekali moi znajomi mieszkający na wsi, tylko Ci z miasta.
Także drogie MIESZCZUCHY nie narzekajcie tyle, bo najczęściej nie macie żadnych obowiązków poza przygotowaniem się do zajęć na dzień następny a i tak WAM źle.
Pomyślcie o tych co muszą zarobić na swoje utrzymanie, albo o osobach, które mają mnóstwo innych obowiązków poza szkolnymi.
Bartłomiej Graczak 15.12.2007 13:41
Ja się uczę dla siebie. Ale dziwne byłoby, gdybym uczył się dla siebie a oceny miałbym byle jakie. Szczerze mówiąc to myślałem, że w moim liceum, które ma najlepszą renomę w mieście, będzie więcej wymagane. Da się jeszcze to udźwignąć. Czasem jest tak, że uczę się do 1,2.. A czasem jest tak, że przetłumaczę parę zdań z angielskiego i tyle. :) Dodam, zupełnie się nie chwaląc, że to wystarcza mi, abym miał średnią około 4,5. Oprócz tego zawsze znajduję czas na pisanie, czytanie (tu może mniej, ale zawsze coś, już w tym roku szkolnym przeczytałem 2 książki nieszkolne) i na konkursy, w których za udział dostaje się cząstkowe oceny - najczęściej 6.
Jest też inna sprawa, często nakładają się klasówki na jeden dzień - wtedy można mówić jakimś problemie. Ale nigdy nie spotkałem się z takim czymś, aby nauczyciel zapowiedział sprawdzian mniej niż tydzień wcześniej. Jest czas na przygotowanie - chociażby zrobienie notatek. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że zostawia się to na ostatni dzień. A to przecież już nasz błąd.
Np. klasówkę z mapy świata, nauczycielka zamawiała już na początku roki, abyśmy mieli czas na naukę, pytam się ostatnio w klasie kto już zaglądał do atlasu to może były to dwie, trzy osoby. Ja nie zaglądałem..
Plus.
Marcin Rzeczkowski 15.12.2007 00:44
A kto za ileś lat pamięta o czerwonym pasku? Gdy dostanie się już na studia, nawet to, czy ktoś miał 75% czy 95% z matury przestaje mieć takie znaczenie. Grunt że zdał i że mógł pójść dalej.
Istotniejsze jest to, w jaki sposób wykorzystało się te lata i czego się nauczyło - a uczy się, jak wiadomo, nie tylko z podręcznika szkolnego.
Urszula Agata Marczewska 14.12.2007 23:35
Salladyn, mialam chyba podobna matematyke do Twojej. Macie ksiazke, to sobie poczytajcie. Kiepskie podejscie nauczyciela, ale co robic :( Z fizyka bylo podobnie, ale tu wykazywalam lekko wieksze zainteresowanie tematem i wspolnie z podrecznikiem jakos sobie radzilismy. Nie przejmuj sie, ja tez jestem po klasie humanistycznej i nawet wyladowalam na polonistyce.
I mimo wszystko uwazam ze mimo szkoly da sie rozwijac zainteresowania i nawet jest to wskazane ;-) czasem tylko trzeba sie pogodzic z tym, ze na swiadectwie zabraknie czerwonego paska.
Marcin Rzeczkowski 14.12.2007 22:37
Grzesiek, albo są tak ambitni, jak moja dziewczyna. Licealistka, która wraca ze szkoły po szesnastej i do północy ma tak ze dwie godziny dla siebie. A i to nie zawsze. I ładnych paru przedmiotów uczy się godzinami po to, żeby je zaliczyć. I cieszy się, gdy faktycznie je zaliczy. Nie muszę dodawać, że jest piekielnie inteligentna i dobrze zorganizowana?
Szkoła kładzie nacisk na przedmioty humanistyczne i języki (jej nauczycielka przygotowuje grupę do CPE). Co nie zmienia faktu (czyt. absurdu), że na fizyce zadania rozwiązywane są na sposób akademicki. Akurat tego nauczyciela można nazwać durnym, większość jest podobno w porządku. Natomiast ona nie chce marnować sobie czasu, tylko chce być naprawdę dobrze przygotowana do matury.
Nie do końca to rozumiem (sam do matury uczyłem się w wigilię i w dniu egzaminów i przypadkiem zdałem ją z najlepszym wynikiem w szkole), ale dostatecznie dobrze, by zirytował mnie styl Twoich wypowiedzi. Uszanuj to, że nie każdy jest Tobą.
Łukasz Seredyński 14.12.2007 22:13
No ja często siedzę do 1.00, 2.00 nad ranem, ale przyznaję to mój wybór...
"Salladyn: humanistą naprawdę nie jest ktoś kto nie zna się na całkach :-)" Wiem, wiem ;) po prostu od zawsze byłem zerem z matmy więc muszę jakąś ideologią podszyć moją niechęć ;) Tylko moim zdaniem nie są potrzebne przedmioty ścisłe w klasie humanistycznej (i na odwrót) w takim wymiarze godzin. Poza tym wiem jak wygląda matma w niektórych liceach "macie książkę to sobie poczytajcie". Matmy (fizyki i chemii zresztą też) się nie da tak nauczyć.
Urszula Agata Marczewska 14.12.2007 20:11
Grzesiek, to roznie jest. W mojej klasie nad historia faktycznie sie sleczalo. Wiekszosc osob wybierala sie na prawo i mielismy historie nastawiona na szczegoly :)
Fakt, ze ja sie nie dalam i nie siedzialam wkuwajac ale tu juz swoje robilo wychowanie. Wiele wiadomosci wynioslam z domu i kucie za duzo by nie wnosilo. Tylko ze ja mialam szczescie do rodzicow :)
Natomiast czy jest to marnowanie czasu czy nie, to juz zalezy od tego co kto lubi. Bo tego, co lubie, moge sie uczyc cala noc bez zadnej klasowki :)))
Grzegorz Korzeniowski 14.12.2007 19:58
Cóż można powiedzieć? Ich decyzja. Albo sobie wybrali szkołę z durnymi nauczycielami albo lubią marnować czas.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +11839)