Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8849 miejsce

Nauka języków obcych w polskich szkołach publicznych kuleje

Znając poglądy ministra edukacji, niedługo młodzi Polacy będą zdawać maturę z angielskiego po polsku.

Godzina 11, wtorek. Idę z kumplami z klasy do sali "5i" celem zgłębiania swojej wiedzy w zakresie języka francuskiego. Wszyscy trochę spięci, wyczuwa się atmosferę stresu wśród rzeszy jeszcze "niedojechanych" przez nauczycielkę "języka miłości". W końcu szykuje się ostra jatka, dzisiaj odpytuje z opisu osoby na obrazku. To drugi rok naszej nauki.

Godzina 13.30. Na szczęście na francuskim nie było pogromu. Teraz wszyscy szykują się na agielski. Sala "6i", godzina 14, Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Kościuszki w Myślenicach.

To dziewiąty rok mojej nauki angielskiego. Dla innych nawet dwunasty. Dla wielu trzeci lub czwarty. W ciągu tych dziewięciu lat udało się mi przejść w szkołach publicznych pięć poziomów umiejętności. Mógłbym być już na szóstym, ale raz "dla dobra ogółu" (czyli słabszych kolegów) jeden powtarzałem.

Nadchodzi godzina zero. Dwudziestoosobowa grupa "średnio-wyżej zaawansowanych" uczniów wchodzi do klasy. Niektórzy boją się pytania.

Na szczęście nauczycielka pominęła tą przykrą część lekcji. Przechodzimy do konwersacji. Pyta mnie o znaczenie i pochodzenie mojego imienia (Marcel). Rzucam parę zdań w stylu "My name is unpopular, but I like it". "My parents choose this name, because they thought it sounds good" ("Moje imie nie jest popularne. Rodzice wybrali to imię, ponieważ uważali, że dobrze brzmi"). Przychodzi czas na mojego kolegę z ławki. Z jego ust wydobywa się przeciągłe "yyy....". Szepczę do niego: "My name is popular" ("Moje imię jest populane"). Powtarza to zdanie, po czym znów raczy nasze uszy długim "yyyy...". Postanawiam znowu pomóc. "I like my name". Powtarza. Nauczycielka pyta, po kim odziedziczył swoje imię. Kolega nie odpowiada. Ja również postanawiam się poddać, bo belferka wyczuwa, że bez mojej pomocy kolega poprzestałby na pięknie zaintonowanym "yyy...".

Potem nauczycielka pyta następne osoby, niektóre dukają coś, z czego można wyłowić parę sensownych sentencji, kilka odpowiedzi jest w miarę płynnych.

W ciągu półtora roku nauki angielskiego   udało nam się przerobić jedną książkę przy trzech godzinach lekcyjnych w tygodniu. Francuski idzie gorzej, do tej pory mamy za sobą połowę książki dla początkujących. Zajmuje on w tygodniowej siatce godzin zaledwie dwie lekcje. Tyle co religia i fizyka (jesteśmy klasą humanistyczną).

Godzina 19. Idę w stronę szkoły językowej ESCS w Myślenickim rynku. Znowu się spóźnię. Nastrój nie najlepszy, bo dzień był ciężki, a kolejne tróje w dzienniku wylądowały.

To drugi rok mojej nauki w szkole językowej. Do tej pory zaliczyłem dwa "levele". Teraz czeka mnie zdanie certyfikatu FCE, jest to siódmy poziom umiejętności językowej.

Zmęczenie się udziela, ale dotrwać trzeba. Godzina 19.30 – rozmawiamy o swoich szkołach i nauce. Uczy nas pięćdziesięcioletni londyńczyk. Miesiąc temu usłyszał pierwsze słowo po polsku. W naszym pięknym języku umie policzyć do dziesięciu. Więcej wymagać od niego nie można.

Jest nas dziś sześcioro. Wszyscy wyluzowani, podchodzący do nauki bez stresów. Zresztą czym się denerwować? Chris nie zna instytucji zadania domowego, a pytanie z lekcji na lekcję jest w naszej szkole wręcz niewskazane. Bardzo "równa" grupa sprzyja nauce języka.

Jak to powiedziała jedna z moich nauczycielek angielskiego w szkole prywatnej: "Duże grupy zabijają naukę".

I to jest największy błąd kształcenia językowego w polskiej szkole. Do wielkiej jak hala produkcyjna klasy, ładuje się dwadzieścia parę osób. Jeden może się poszczycić wręcz biegłą umiejętnością posługiwania się językiem, inni mówią o wiele gorzej. I nie wiadomo, co z nimi zrobić. Głos nauczyciela niesie się po klasie jak echo, które trudno zrozumieć siedząc 15 metrów od mówiącego.

Często zbyt mała znajomość poprzedniego tematu u niektórych uczniów hamuje przystąpienie do przerabiania następnego.

Nie mówiąc już o nauczycielach. Wielu mówi w danym języku słabiej niż uczniowie (nie mówię tu o mojej pani od angielskiego, którą bardzo cenię i serdecznie pozdrawiam). Sam znam przypadek, w którym uczeń zdał egzamin FCE, gdy nauczyciel go oblał.

To wszystko wpływa na to, że jeden poziom robi się w naszym pięknym kraju w dwa lata. Żeby w ciągu jednego roku przejść z jednego poziomu na drugi, trzeba zapłacić 1400 zł. Szkoła językowa to dzisiaj jeden z najlepszych pomysłów na interes. Nie mówiąc już o nauce indywidualnej, przy której trzeba się liczyć z wydatkiem rzędu 30-40 złotych za godzinę nauki.

Jednak perspektywy na przyszłość powinny być lepsze, w końcu w Ministerstwie Edukacji Narodowej praca wre. Niestety nie nad tym, co trzeba. Minister zabrał się do wychowywania zaniedbanych pokoleń młodych rodaków. A znając jego poglądy, trzeba się liczyć z tym, że niedługo maturę z angielskiego trzeba będzie pisać po polsku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobry artykuł. Szczególnie mi bliski, jako że problem polskiego szkolnictwa jeszcze dotyczy mnie bezpośrednio.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Już podczas moich studiów (lata 80.) każdy, kto chciał NAPRAWDĘ poznać język i mieć spokój z kulejącym i zawsze wątpliwej jakości lektoratem, załatwiał sobie język "na mieście" np. u Metodystów (Warszawa), u których egzaminy semestralne były bez problemu uwzględniane i zaliczane na indeksie (PW).
Odpowiedni Pieniądz jest wystarczającym stymulatorem dla obydwu stron: ucznia (jeśli płaci dużo, to tym stara się pozyskać jak najwięcej wiedzy i to jak najlepiej) i dla nauczyciela (wie, za co pracuje).

Komentarz został ukrytyrozwiń

''..maturę z angielskiego trzeba będzie pisac po polsku'' - tak jest we Francji, rzecz jasna angielski po francusku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcel! Dziękuję Ci za ten artykuł. Aż mnie korci, żeby napisać w tej kwestii kilka słów od siebie, chociażby z punktu widzenia uczelni wyższej - żeby nie powielać.:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.