Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23383 miejsce

Naukowcy krytycznie o genderprogramie

- Utożsamia wprowadzanie idei wychowania równościowego w przedszkolu z wychowaniem apłciowym oraz wykorzenia dziecko z jego biologicznej płci i kształtuje niechętny stosunek do niej – piszą o równościowym przedszkolu eksperci z PAN.

 / Fot. E. Peszek- Nie spełnia on wymogów programu edukacji przedszkolnej, ignoruje najbliższe środowisko przedszkolaków – pedagodzy nie pozostawiają suchej nitki na wdrażany w 80 polskich placówkach dla dzieci program "Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć". Zdaniem prof. Bogusława Śliwerskiego, szefa Komitetu Nauk Pedagogicznych, "pod szyldem programów nauczania funkcjonują treści, które nie spełniają jego wymagań".

Autorki określające się jako feministki odradzały kadrze nauczycielskiej konsultacje z rodzicami ponieważ ich zdaniem mogą oni stać po stronie stereotypów na temat płci.

Zespół Edukacji Elementarnej, który działa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN wnikliwie przeanalizował treści genderowego nauczania. Brakuje w nim szczegółowych celów kształcenia i wychowania, które odnosiłyby się do zadań, jakie stawiane są przed wychowaniem przedszkolnym – napisała prof. Józefa Błachowicz. - Czym innym jest bowiem ujawnianie dyskryminacji ze względu na płeć obecnej w naszej kulturze i rozważny trening zachowań prorównościowych, a czym innym „wysadzanie dziecka" z jego biologicznej płci i kształtowanie niechętnego stosunku do niej – można przeczytać w raporcie przedstawicieli PAN.

"Równościowe przedszkole" nie zostało poddane żadnej zewnętrznej ekspertyzie merytoryczno-dydaktycznej. – Krytykami powinni być nauczyciele, do których ten program został skierowany – powiedziała Dzierzgowska. – To niedorzeczna sytuacja. Powstanie tych treści zostało sfinansowane ze środków unijnych. Na programie widnieją logo unijnych instytucji. W całej Unii Europejskiej materiały, które powstają za środki unijne, zanim trafią do domeny publicznej, poddawane są wcześniej ewaluacji zewnętrznej, po to by ocenić ich jakość – mówił prof. Śliwerski.

Pomysł zamieniania się rolami przez dziewczynki i chłopców został źle przyjęty przez rodziców, których oburzenie zostało podjęte przez biskupów. Na temat gender rozpoczął się dialog. Listami wymienili się duchowni i minister ds. równości A. Kozłowska – Rajewicz.

W udostępnionym KAI liście abp. Kowalczyka czytamy min., że "wykluczenie z refleksji o człowieku biologicznych determinant płci lub uznanie ich za mało istotne, wydaje się jednostronną i arbitralną decyzją zwolenników perspektywy gender" a nie całej nauki.

Jego zdaniem, sprzeciw naukowców wobec "standardów równościowych" promowanych przez organizacje międzynarodowe w odniesieniu do środowisk LGBTQ nie jest wymierzony przeciw komukolwiek. Jest raczej wyrazem troski o to, aby stanowienie prawa odbywało się na fundamencie takiej antropologii oraz aksjologii, która ma nie tyle zapewniać przywileje jednostkom czy grupom, co całemu społeczeństwu.

Nie wolno zabronić pojawiania się i rozwijania dyskursów i poglądów innych od reprezentowanych przez przedstawicieli perspektywy gender. To są fundamentalne podstawy demokracji oraz akademickiego etosu. Należy spotykać się, dyskutować, szukać – bez emocji i oskarżeń – najlepszych rozwiązań dla dobra ludzkiej osoby i społeczeństwa. Niech zwycięża siła argumentu – apelował do ministry duchowny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (113):

Sortuj komentarze:

Ciekawe doświadczenie wykonano na szczurach, pokazujące, jak potężny jest wpływ ustalonego "metabolizmu tkanki tłuszczowej".
Otyłe szczury, doprowadzone do tego stanu konkretną, długotrwałą dietą, następnie głodzono. Po kolei traciły tkankę mięśniową, następnie zaczynały zjadać własne narządy i zdychały, przy prawie nietkniętej tkance tłuszczowej.
Umierały otyłe. To oczywiście ekstremalny przypadek, ale sedno problemu pozostaje to samo.
Trzeba, na tyle, na ile się da, zmienić metabolizm tkanki tłuszczowej, bo nawet odchudzenie się (poprzez wyrzeczenia) bez jej zmiany, niewiele pomoże. Efektem jojo odrobimy zaległości. Nie wytrzymamy reżimu.
A jesli będziemy się dalej wyrzekać, wtedy mogą się pojawić problemy psychiczne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Różni się pewnie "układem" hormonów. Różny jest też pewnie wpływ na dziedziczenie stan poszczególnych hormonów, który się w całą "mapę" hormonów potomka ułoży.

Jeśli chodzi o otyłość, to oczywiście nie mamy wpływu na zestaw hormonów dostarczonych nam w spadku.. Nie mamy tez wpływu bezpośredniego na większość z nich w życiu. Jedynym właściwie hormonem, na którego wydzielanie mamy codzienny, bezpośredni wpływ poprzez pożywienie, jest insulina.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chodziło mi o to, czy można odziedziczyć otyłość wywołaną odżywianiem, np. fastfoodami, tzw. chorobę cywilizacyjną jak sie dzisiaj mówi o tym np. w USA. W uproszczeniu, czy różni się otyłość spowodowana dietą od otyłości spowodowanej np. dziedzicznie przekazywaną niedoczynnością tarczycy? Jest Pan pewien, że otyłość spowodowana dietą zostanie przekazana w genach dalej, a nie zaniknie u dzieci tych osób? Ja nie mam pojecia żaden ze mnie lekarz ani tym bardziej genetyk...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/ Choć jest to oczywiście zmiana na poziomie jednostek, a nie jakaś zmiana globalna. Ciekawi mnie też czy otyłość wywołaną złą dietą można dziedziczyć./

1. Zmiana jest "statystycznie istotna".

2. Można odziedziczyć metabolizm tkanki tłuszczowej. To wielce skomplikowana sprawa. Regulowana przez co najmniej kilkanaście hormonów i o co najmniej rząd wielkości więcej enzymów. Będzie się ona uwidaczniać, maksymalnie rzecz upraszczając, w położeniu wajchy, regulującej dystrybucję energii z pożywienia, pomiędzy tkankę tłuszczową i mięśnie.

Genialnie ktoś to wyraził słowami, że nie dlatego tyjesz, że za mało się ruszasz i/lub za dużo jesz, ale dlatego za mało się ruszasz i/lub za dużo jesz, bo tyjesz.

Cała dzisiejsza mainstreamowa ideologia żywieniowa myli zresztą przyczynę ze skutkiem.
Na dodatek bezmyślnie przyjmując, że równanie bilansu energetycznego można regulować jednostronnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś zszokowała nie informacja lekarza o wysiłku fizycznym. Mówiliście o tym panowie, więc może się powtarzam. Bodajże kilka tysięcy kroków dziennie dla mężczyzny, dużo mniej dla kobiet. Cywilizacja wymusza siedzenia za biurkiem tudzież wirtualne uczestnictwo w wysiłku, albo siłownia w wieżowcu, w najlepszym razie. Konsekwencje zmiany cywilizacyjnej ponosi nasz organizm. I to jest ten niezbyt przyjemny casus opozycji kultury do natury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poweim więcej wg mnie eksperyment o którym Pan pisze spowodowałby obniżenie liczby ludzi na świecie, zwyczajnie nie wszyscy ojcowie chcieliby się tego podejmować (znowu biologia)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Darku rozumiem, ale nadal sie z Panem nie zgadzam. Ta dyskusja zaczyna przypominać trochę coś pokroju co było pierwsze- jajko czy kura ;)

"wśród kobiet zanikł instynkt łowcy [choć w psychologii panuje pogląd, że to kobieta poluje na faceta] bo musiały rodzić, a ciąża w polowaniu ewidentnie przeszkadza." chciałbym zauważyć, że kobiety rodzą od samego początku, jak Pan widzi ten zaniknięty instynkt? Nie miało co zaniknąć, bo to właśnie różnice biologiczne dochodzą do glosu.

Właśnie, sam Pan widzi, że zmiany kulturowe powstają szybciej niż zmiany w dna. Kultura moze zmieniac nasz genotyp w taki sposób jaki podał Pan Artur tzn np. fastfoody --> otyłość. Choć jest to oczywiście zmiana na poziomie jednostek, a nie jakaś zmiana globalna. Ciekawi mnie też czy otyłość wywołaną złą dietą można dziedziczyć. Jesli nie to nie ma oczym gadać ;)
Ale role społeczne? bez przesady takie coś musialoby trwać o wieeeele dłużej niż trwa kultura jeśli jest w ogóle możliwe.

Obcinanie rąk i kilka pokoleń - zmiana wyprowadzona w kilka pokoleń (+- 500 lat) vs. wzór kulturowy bedacy konsekwencją stanu natury (+- milion lat). Naprawdę uważa Pan, że by Pan go tak łatwo wyparł? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlatego, znów odnosząc problem do żywienia, to, co zostało "dopracowane" w wyniku 100 tys. pokoleń, zmieniono w ostatnich kilkunastu, a ekstremalnie zmieniono - w kilku.
Skutki widać jak na dłoni.
Idzie za tym odpowiedzialność. Dziadek z babcią na własne oczy widzą, co uczynili wnuczkowi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Genetyka to oprogramowanie ogromnej całości. W skali milionów lat w miarę zgrabnie dograne. Kulturowe aplikacje to kaprys naprzeciw dorobku ewolucji. Różnorodność wynikająca z kultury jest powierzchowna i myląca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na marginesie...
Zmiany genetyczne są zależne od czynnika wpływu.
Na przykład szczury laboratoryjne wykazywały zmiany genetyczne w wyniku określonej diety już w następnym pokoleniu. Były ona odwracalna, ale powrót do stanu wyjściowego zajmował aż cztery pokolenia.
Akurat nie był to wpływ korzystny. To przykład na zmianę genetyczną, do której nie był przygotowany cały organizm.
Nie jest więc prawdą, że zmiany w genomie to "ostatnia instancja". Można je wymusić wczesniej, w moim przykładzie z wynikiem negatywnym.
Stąd bezpośrednie, sztuczne zmiany w genach - są ekstremalnie ryzykowne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.