Facebook Google+ Twitter

Nazwisko, praca, dyscyplina

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-12-09 08:09

Dlaczego polscy sportowcy wznoszą się na wyżyny, dopiero gdy krzyknie na nich obcokrajowiec?

Cudze chwalicie, swego nie znacie – głosi stare powiedzenie. I choć mądre, to ostatnio do polskiego sportu nie pasuje. Wynosimy na piedestał Lozano czy Beenhakkera, bo przekonaliśmy się boleśnie o słabości naszych trenerów

Patrząc na pracę Leo Beenhakkera, można wyciągnąć przerażające wnioski. Owszem, 64-letni Holender ma słynne nazwisko, ale od dawna uchodzi za zgraną kartę. Żaden wielki klub nie chce już na niego postawić. Od 2000 roku, po opuszczeniu Feyenoordu, był dyrektorem w Ajaksie, potem podobną funkcję pełnił w słabszym klubie De Graafschap.
Wreszcie, tuż przed objęciem naszej kadry, wprowadził do mundialu reprezentację Trynidadu i Tobago. To też nie była wielka sztuka, bo w barażach o MŚ drużyna zmierzyła się z Bahrajnem. A mimo to okazuje się, że w porównaniu z naszymi trenerami jest kimś z innej planety.

Oferty z Sudanu

W trzy miesiące potrafił tak ustawić zespół i wyłowić perełki z naszej, ponoć beznadziejnej ligi, że biało-czerwoni po koncertowej grze pogonili Portugalczyków. Na podobny mecz pod wodzą Pawła Janasa czekalibyśmy pewnie latami.
Ale czemu tu się dziwić, skoro nasi trenerzy cieszą się znikomym zainteresowaniem zagranicznych klubów. Regularnie zatrudniany jest tylko Henryk Kasperczak (obecnie kadra Senegalu), ale on i tak fachu nauczył się we Francji, gdy osiadł po zakończeniu kariery piłkarskiej. Pozostali dostają oferty z tak „cenionych” piłkarsko krajów, jak Chiny, Sudan czy Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Jednym z przeciwników zatrudniania obcokrajowca przez PZPN był mimo to Antoni Piechniczek. – Przecież największe sukcesy w piłce osiągnęliśmy, gdy szkoleniowcami byli Polacy. Ale rozumiem, że by wyciszyć nastroje społeczne zdecydowano się na Holendra. Chciałbym przypomnieć, że Paweł Janas niedawno miał serię wygranych meczów wyjazdowych, został trenerem roku, a fanfary tak głośno jak obecnie nie brzmiały. Ja bym się z tymi ocenami naprawdę wstrzymał do końca eliminacji – uważa były selekcjoner. I dodaje. – Nie możemy ulec zbiorowej histerii. Idąc obecnie obowiązującym tokiem, szefem naszej kinematografii powinien być ktoś z Hollywood, a premierem np. Anglik.

Etos pracy

Tak jak w przypadku Don Leo na naszych piłkarzy działa magia słynnego nazwiska, tak u Andreja Urlepa przesądzające było podejście do pracy. Słoweniec, dla którego koszykówka jest całym życiem, potrafi zrobić profesjonalistę z największego lenia. Dlatego każdy koszykarz, który ma świadomość swoich przywar, garnie się do Urlepa. I nie liczy się nawet to, że kilka razy zostanie porządnie skrzyczany. Do gry w kadrze dał się nawet namówić najlepszy polski koszykarz Adam Wójcik, co za nic w świecie nie udawało się poprzednim szkoleniowcom. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kadra z brzydkiego kaczątka, przeistoczyła się w pięknego łabędzia. Czy któremuś z polskich trenerów to by się udało?

Mistrzowie zawodzenia

Dyscyplina – to słowo klucz u Raula Lozano. Polacy od dawna uchodzili za jednych z najbardziej utalentowanych zawodników na świecie. Ale, jak mówią niektórzy trenerzy, zawodnicy mają to do siebie, że... zawodzą. Nasi robili to regularnie. Potrzeba było Argentyńczyka, który wszystko to poukładał jak należy.
Nie przejmował się pierwszymi niepowodzeniami, ale zabrał się za kręgosłup moralny zespołu. Wyrzucił z kadry Łukasza Kadziewicza, Krzysztofa Ignaczaka i Andrzeja Stelmacha. Bo wrócili do hotelu nad ranem i po spożyciu. – Ja też kiedyś pozbyłem się z kadry Kowalczyka i Juskowiaka. I co? Wszyscy stanęli za nimi. Gdyby Lozano był Polakiem, nikt by mu na to nie pozwolił. A jako obcokrajowiec może więcej, bo inaczej spakuje walizki i powie „bye” – mówi Piechniczek.
Po aferze alkoholowej siatkarze zobaczyli, że u Lozano liczy się tylko profesjonalizm i nie będzie żadnego skręcania na bok, gdy droga do celu jest prosta. Przyjęli twarde reguły gry, w tym ostre kary (włączona komórka w szatni itp.). I opłaciło się. Zostali wicemistrzami świata. I nie chcą na tym poprzestać. A w nagrodę mogli w noc po finale robić sobie w Tokio, co tylko im się żywnie podobało. – Dyscyplina kończy się z ostatnim dniem wielkiej imprezy – wyznał Argentyńczyk. Wkrótce jednak znów ogłosi mobilizację. I jego żołnierze na pewno staną na baczność.

OKIEM EKSPERTA

Henryk Kasperczak, trener reprezentacji Senegalu
Jest tendencja, by sprowadzać zagranicznych trenerów. Czy to dobrze? Jeśli są wyniki, to tak. Leo Beenhakker je ma. Ale nie zgodzę się z opinią, że polscy trenerzy są słabi. Nawet kadra kierowana przez Pawła Janasa rozgrywała piękne mecze. Dopiero po słabym występie na mundialu nastąpiła reakcja, także u zawodników. Tak naprawdę chodzi o sportowców. Żeby grali dobrze, muszą mieć odpowiednie warunki do treningów. Z tym jest u nas coraz lepiej, choć wiele nam brakuje do Zachodu. Dodam, że trenerzy stamtąd jednak nas cenią. Wielu Francuzów odbywa u mnie staże.

SMS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

A to powiedział Pan Kasperczak :P Mój bład, sory :P
Co nie zmienia faktu, ze ja sie z tym nie zgadzam :P Akurat Kasperczak to jeden z nielicznych naszych trenerów, który może się pochwalić jakimis osiągnieciami zarówno w kraju jak i zagranica.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Nawet kadra kierowana przez Pawła Janasa rozgrywała piękne mecze. "

Prosze o przykład:] Ja sobie pięknych meczy w wykonaniu kadry Janasa nie przypominam. Pamietam tylko mecze, które kończyły się dobrymi wynikami. Jednak fakt jest taki, że nasza kadra pod wodzą naszych "specjalistów" nie grała tak nowoczesnego futbolu jak pod wodzą Beenhakera.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.