Facebook Google+ Twitter

Nazywam się Bond, James Błąd

„Bondy” to nie tylko fantastyczne kino akcji, tak lubiane przez szefów KGB. To także słynna literacka seria Iana Fleminga, przez lata niedostępna w Polsce. Pierwsze tłumaczenia Bonda ukazały się dopiero na początku lat 90. Dziś, nakładem szacownego wydawnictwa „Znak”, ukazuje się po polsku ostatnia, a właściwie pierwsza książka o Bondzie – „Casino Royale”.

James BondFleming, podobnie jak Aleksander Dumas, pisze często krótkimi mocnymi akapitami. W języku angielskim słowa, zależnie od kontekstu, mają różne znaczenie. Pod tym względem nasz język wydaje się bogatszy. Nawet składniowo. Niestety, nie w wypadku „Casino Royale” po polsku. Jednak nie całkiem po polsku. Irytujące niezręczności językowe odbierają wiele z radości czytania.

Kontakt operacyjny Bonda, wg tłumacza, „był księgowym jednej z wiodących firm zajmujących się połowem żółwi na Kajmanach”. Wiodących, czyli „leading”, a po polsku pewnie powiedzielibyśmy „większych”.

Sam Bond z kolei „wiedział jak dobrym sygnałem alarmowym może być winda”. To tylko brzmi komicznie, ale zaraz dalej: „[…] Jako praktykujący hazardzista […] jednym płynnym ruchem stanął w wejściu w całkowicie otwartych drzwiach z pistoletem w dłoni”. Oczywiście mógł stanąć w uchylonych, zaś słowo „praktykujący” jest tu nie na miejscu, bowiem był on hazardzistą doświadczonym. A gdy już wygrał, pieniądze topniały mu w rękach: „usiadł za biurkiem z grubym plikiem pieniędzy, którymi obstawiał, oraz wygranych. […] potem wepchnął zwitek banknotów pod poduszkę”. Z grubego pliku w jednym akapicie zrobił zwitek, bo gruby plik nie chciał się zmieścić.

„Zanim umysł Bonda zdążył zarejestrować te szczegóły, zbliżył się do nich na odległość pięćdziesięciu jardów”. Te szczegóły, do których się zbliżył się jego umysł [!], to futerały aparatów fotograficznych dwóch morderców z Bułgarii, opisane w poprzednim akapicie. „Z niewielkiej odległości uderzył ich podmuch tak potężnej eksplozji, że zakołysali się na krzesłach” – mieli szczęście, szampan mógł się wylać.

Jego ukochana Vesper „skórę miała lekko opaloną bez śladu makijażu, z wyjątkiem ust, które były szerokie i zmysłowe”. Bo przecież mogła mieć makijaż na ramionach, zaś usta miała też pokryte skórą. Może gęsią.

Gdy już nie żyła, Bond miał zwidy: „[…] Nagle wyobraził sobie Vesper idącą korytarzem z naręczem dokumentów. Na tacy”. Trudno to sobie wyobrazić, rzeczywiście.

Skąd takie niechlujstwo redakcyjne w książce wydanej przez słynne z doskonałych publikacji wydawnictwo „Znak”? Czy to znak naszych coraz bardziej spsiałych czasów? Książka „Casino Royale” jest zapewne elementem kampanii promującej świetnie nakręcony film pod tym samym tytułem. W przeciwieństwie do filmu, jest raczej komedią. Ale kto chce, niech czyta.

Casino Royale,
napisał Ian Fleming,
tłumaczył Rafał Śmietana,
opieka redakcyjna i adiustacja Karolina Macios,
wydawnictwo Znak 2006.
Oprawa miękka, str. 216

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Fajny tytuł,ciekawe spostrzeżenia ( niedawno rozmawialiśmy na temat niefortunnych tłumaczeń,przy okazji teksty Beaty Biały )...
rzeczywiście komiczne te opisy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.