Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16276 miejsce

Nazywam się Cukinia - śmiech i łzy

Wśród ostatnich nominowanych do Oscara animacji znalazło się wiele głośnych filmów wyprodukowane przez wielkie studia. Najskromniejszy i jednocześnie najbardziej intrygującym była szwajcarsko-francuska produkcja, Nazywam się Cukinia.

 / Fot. Filmweb9-letni Ikar (o pseudonimie Cukinia) przypadkowo przyczynił się do śmiertelnego wypadku swojej matki-alkoholiczki. Osierocony chłopiec trafia do sierocińca pełnego rówieśników, którzy również posiadają mroczną i tragiczną przeszłość. Nowe środowisko początkowo wydaje się nieprzyjazne, jednak z czasem główny bohater zaczyna odnajdywać swoje miejsce.

Wizualnie, na pierwszy rzut oka film przypomina typową dobranockę – animacja poklatkowa oparta na plastelinie, kolorowe postacie z nienaturalnie dużymi głowami i oczami. Nie jest to jednak produkcja dla najmłodszych, a nieco infantylny wygląd świetnie kontrastuje z dojrzalszą warstwą fabularną i narracyjną. Jest to historia, którą prędzej wyobrazilibyśmy sobie w dramacie aktorskim, niż w animacji. Nie ma tutaj żadnych elementów fantastycznych, kina gatunkowego, czy nawet groteski. Nie ma tutaj też wyraźnie zarysowanego wątku głównego, zwrotów akcji, czy nawet konfliktu. To film, który po prostu opowiada o życiu małego chłopca w sierocińcu.

Każde dziecko które poznajemy jest dotknięte tragedią – było maltretowane, porzucone, osierocone, albo pochodziło z rodziny alkoholików i narkomanów. Na szczęście reżyser, Claude Barras unika przedramatyzowania – zamiast skupiać się na traumie bohaterów, woli pokazać ich życie codzienne w sierocińcu, jak wchodzą w interakcje między sobą. Każdy z nich jest charakterystyczny, posiada swoje dziwne nawyki i specyficzne poczucie humoru. Wszyscy są ukazani po prostu jako normalne dzieci, które potrzebują odrobinę miłości. Nazywam się Cukinia opowiada o uniwersalnych wartościach, takich jak przyjaźń. Dzięki przyjaciołom możemy być szczęśliwi w każdym miejscu i czasie, zawsze znajdziemy oparcie w najtrudniejszych sytuacjach. Sierociniec, który na pierwszy rzut oka wydaje się nieprzyjazny, okaże się pierwszym, prawdziwym domem dla wielu dzieci. Jest to też niejako historia ucieczki przed samotnością. Każdy z bohaterów czuje się samotny, z tego powodu cierpi i szuka towarzystwa – widać to na przykładzie dzieci z sierocińca (część z nich szuka miłość w ośrodku, a część czeka na powrót swoich rodziców), albo nawet w postaciach dorosłych, takich jak policjant Reymond (mężczyzna opuszczony przez swoje dorosłe dzieci, który stopniowo zaprzyjaźnia się z Cukinią). Na szczęście nie ma mowy o tanim moralizatorstwie. Morał wyciągamy z obserwowany wydarzeń, a nie z dialogów.

Świat przedstawiony, chociaż animowany, nie różni się specjalnie od naszego. Jest pełen wzlotów i upadków, szczęśliwych i smutnych chwil. Film idealnie uderza we wszystkie emocje – potrafi być autentycznie wzruszający i śmiesznych kiedy trzeba. Unika emocjonalnego efekciarstwa, niczego nie podkreśla muzyką, dramatycznymi ujęciami, czym pompatycznymi dialogami. Pozostaje subtelny, dzięki czemu Nazywam się Cukinia wydaje się jeszcze bardziej wiarygodny. Twórcy są bardzo oszczędni w środkach – wiele istotnych informacji odnośnie przeszłości bohaterów jest zaledwie wspomniana, wiele wydarzeń pozostaje w sferze wyobraźni widzów.

Dzieło Claude’a Barrasa jest najskromniejszym i jednocześnie najbardziej szczerym filmem na liście nominowanych animacji do Oscara. To produkcja, którą warto się zainteresować, zwłaszcza jeżeli szukacie bardziej niekonwencjonalnych animacji. Szczery, inteligentny, wzruszający i jednocześnie zabawny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.