Facebook Google+ Twitter

Nazywam się Paris i jestem celebrity!

To nie politycy czy elita intelektualna kształtuje masową świadomość. Nie są to też przywódcy religijni, ani autorytety moralne! To robią gwiazdy i gwiazdeczki, czyli celebrities.

"Nie ważne, co mówią..."


Kraj, któremu nie obce jest zjawisko kultury masowej (a Polska stosunkowo niedawno weszła do tego "elitarnego" grona), może się pochwalić własną celebrity - osobą znaną z tego, że jest znana. USA mają "towar eksportowy" w postaci Paris Hilton, Polska - Agnieszkę Frykowską, a, powiedzmy, Tajwan - Jerry'ego Yana. Te osoby łączy cecha, a właściwie przyświecająca im maksyma - "nieważne, co o tobie mówią, ważne, że mówią i dobrze, że przy okazji świetnie wyglądasz".

Paris, Paris...


Codziennie karmieni jesteśmy elektryzującymi informacjami z życia gwiazd, niejednokrotnie temat podejmują poważne dzienniki i serwisy informacyjne. Niedawno cały świat trąbił o wyjściu panny Hilton z więzienia, w którym spędziła 23 dni! Przed sądem, w którym odbywała się rozprawa, koczowały tłumy fanów nękanej przez wymiar sprawiedliwości Paris. Ta żałosna histeria wokół spadkobierczyni fortuny Hiltonów osiąga w Stanach Zjednoczonych szczyty absurdu. Paris kuszona jest milionowymi kontraktami w sprawie udzielenia wywiadu, pojawiła się nawet w słynnym talk-show Larry'ego Kinga. Najgorsze jest to, że cokolwiek nie zrobi, i tak będzie o tym głośno. Paris Hilton wychodzi na wolność / Fot. Fot. PAP/EPA/ANDREW GOMBERT

Głośne "nie" na antenie


Dlatego niezmiernie ucieszył mnie "incydent" w porannym programie stacji MSNBC. Reporterka współprowadząca program (Mika Brzezinski, znana z częstej zmiany miejsca pracy i z tego że jest córką Zbigniewa Brzezińskiego), podczas relacji na żywo, odmówiła podania na pierwszym miejscu newsa na temat Paris Hilton. Brzezinski najpierw próbowała podpalić kartki z informacjami, a kiedy została powstrzymana, zwyczajnie podarła je. Zapewne pani Brzezinski niedługo znów będzie zmuszona zmienić miejsce pracy, ale tym razem zrobiła to z hukiem! I chwała jej za to.
Był to głos rozpaczy i zniecierpliwienia, racjonalnej irytacji i dowód myślenia. Ktoś postanowił powiedzieć "nie", zakończyć (przynajmniej na miarę swoich możliwości) permanentne kształtowanie ciemnej masy w głowach widzów, chłonnych jak gąbki.

Dlaczego celebrities?


Dlaczego obchodzi nas życie gwiazd pokroju Paris Hilton (myślę, że można ją przyjąć za archetyp celebrity)? A nawet jeśli nas nie obchodzi, to czemu i tak wiemy, co robią i jak wyglądają? Z psychologicznego punktu widzenia wygląda to tak, że celebrities są uosobieniem nie tylko naszych dążeń i pragnień ("ile bym dał/dała, żeby tak wyglądać/tak żyć/mieć tyle na koncie..."), ale również kompleksów, które uwydatniają się, gdy patrzymy na naszych ulubieńców ("czemu ja mam takie obwisłe piersi/małe mięśnie..."). Bierny udział w życiu społecznym, przez oglądanie telewizji, do pewnego stopnia rekompensuje nasze pragnienia, ale tylko doraźnie i iluzorycznie. I tu właśnie dochodzimy do głównego winowajcy - mediów.

Jak trafnie zauważa prof. Maciej Mrozowski w książce "Media masowe" - Media może nie aż tak wpływają na to JAK myślimy, ale na pewno decydują O CZYM myślimy. Dlatego tak ważne jest, byśmy zdawali sobie sprawę, że ogromna część newsów nie ma na celu informowanie i poszerzanie wiedzy widza/czytelnika, ale napędzanie medialnej koniunktury. Jeśli do tego dodamy sprawnych managerów, specjalistów od wizerunku i PR, dostaniemy samonapędzającą się maszynkę do mnożenia pieniędzy i prania mózgów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

z innej pozycji? masz na mysli jej seksualne wybryki, nieustanne imprezy, blamaz nazwiska "Hilton" czy jazde po pijaku? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.07.2007 13:29

Musisz wziąć pod uwagę przewrotność tej gry. Tak naprawdę chodzi tutaj o efekt najgłośniejszego newsa. Nawet jeżeli nie jesteśmy pierwsi, to przynajmniej najgłośniejsi. Zauważ, że pozorne oprotestowanie informacji cały czas promowało (pardonne moi le mot ) Paris Hilton. Proszę nie uważać mnie za wroga mediów, bo ocierając się o pracę w tej przestrzeni jesteśmy ich integralną częścią. Faktem jednak jest, że moralny bunt i nawrócenie dzinnikarki jest ostatnią rzeczą, o którą mógłbym posądzić osobę pracującą w jakiejkolwiek stacji telewizyjnej, czy (nomen omen) kanale informacyjnym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

zkamera, calkiem sluszny tok rozumowania. masz racje - bardzo mozliwe, ze bylo to zaplanowane. ale skutek jest podobny - osiagneli "jakis tam" efekt. nawet jesli bylo to zaplanowane, to i tak w pelni popieram.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zbigniewie wobec tego dałes mi do myślenia... Nie zauważyłem szczerze mówiac tych niuansów

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.07.2007 23:28

Wszystko się zgadza oprócz drobiazgów, a w nich diabeł siedzi i chichocze. Uważny obserwator zarejestrowanego news'a zobaczy, że gdyby Mika chciała spalić informację na kartce zrobiłaby to niechybnie, bo zapalniczka zapłonęła od razu, tylko ona skwapliwie ją zaczęła naciskać wielokrotnie szybciej aby markować ten zamiar. Poza tym kamera skierowana na niszczarkę przed włożeniem do niej dokumentu świadczy o zaplanowanej akcji. Pracowalem w news' roomach i tam są tylko najpotrzebniejsze akcesoria, aby się nie potykać o sprzęty, a tu nagle wstawiono niszczarkę. Mika jest zdolną aktorką i prezenterką, ale w MSNBC niesubordynacja jest nie do pomyślenia. Ludzie pracujący tam są tak prześwietleni i przetestowani, że ich odruchy są nieomal identyczne z reakcjami androida. Chodzi o wyeliminowanie ryzyka i zaplanowanie programu realizowanego ściśle według rozpisanego spiegla. To tylko kilka uwag, które wcale nie przekreślają słuszności wniosków autora, którego cenię za podjęcie ważnego tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.