Facebook Google+ Twitter

Neapol. Psychoza świńskiej grypy po śmierci zarażonego mężczyzny

Trzy dni temu na świńską grypę zmarł pierwszy mieszkaniec Neapolu. Dzielnicę, gdzie mieszkała ofiara wirusa opanowała psychoza strachu, która rozpowszechnia się na całe miasto.

W Neapolu psychoza spowodowana świńską grypą. / Fot. PAP/EPA/ANDY RAINPierwszą ofiarą świńskiej grypy był 51-letni mężczyzna, który cierpiał na wiele przewlekłych chorób (miał m.in. problemy z cukrzycą, krążeniem, sercem, nerkami). Jako powód zgonu została podana pogarszająca się sytuacja kardiologiczna i ogólne osłabienie organizmu spowodowane grypą. Służby zdrowia nadaremnie powtarzają, że sama grypa nie powoduje śmierci. Tym bardziej, że w neapolitańskim szpitalu zakaźnym zostały przyjęte kolejne dwie osoby z wirusem A/H1N1 i po paru dniach wypuszczone, gdyż ich stan nie jest ciężki i nie są zagrożeniem dla innych. Jednak jest już za późno. Psychoza świńskiej grypy opanowuje Neapol i okolice.

Na pogrzebie zmarłego mężczyzny było zaledwie 5 osób. Osoby, które niosły trumnę miały maski na twarzy. Mieszkańcy dzielnicy odwrócili się nawet od matki zmarłego, mimo tego że po wykonanych testach wykryto, iż nie jest ona nosicielem wirusa. Ponadto cała dzielnica domaga się dezynfekcji, która została już zapowiedziana, ale tylko pro forma i w celu uspokojenia mieszkańców. W aptekach skończyły się maski ochronne i środki dezynfekujące, nie wspominając o lekarstwach.

Neapolitańskie izby przyjęć są oblężone przez ludzi, którzy przychodzą z najmniejszym objawem przeziębienia i żądają szczepionki, która jeszcze nie jest w sprzedaży. Lekarze są zdesperowani i nadaremnie nawołują do rozsądku.

Za kilka dni w Neapolu odbędzie się znana ceremonia kościelna poświęcona "cudowi św. Januarego". Od stuleci mieszkańcy Neapolu gromadzą się w kościele, gdzie znajduje się ampułka z krwią świętego i modląc się oczekują na to, że skrzepnięta krew zmieni się w płynną. Jeśli do tego nie dojdzie, według lokalnej tradycji, miasto spotka nieszczęście. W momencie "cudu" osoby w pierwszych rzędach kościoła mają okazję pocałować ampułkę. W tym roku został wydany zakaz całowania relikwii.

Również w szkołach zakazano witania się w typowo włoskim stylu, czyli całując w policzek. Już teraz zapowiada się, że w okresach przewidywanej pandemii, czyli w październiku i listopadzie, nauczyciele będą uczulać włoskich uczniów, prosząc ich o ostrożność i ograniczenie kontaktów z rówieśnikami. Oczywiście mowa o tych szkołach, które będą otwarte, gdyż znając włoską mentalność, niewiele z nich będzie funkcjonowało normalnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Nie tylko tam popadają w histerię, w klasie mojej córki uczniowie muszą chodzić w maseczkach, a ucznia który jest "podejrzany" o przeziębienie izolują i wzywają rodziców.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.09.2009 12:03

A mnie zastanawia dlaczego włosi nie chętnie mowią o stalkingu
http://www.pourfemme.it/articolo/amore-criminale-storia-di-violenza-sulle-donne/196/
http://tnij.org/amorecriminale
http://www.stalking.it/page.php?area=9&sez=32

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paranoja! Aniu trzymaj się!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Włosi to histerycy na niespotykaną skalę.
Boją się matki zmarłego, a nie boją sie syfu na ulicach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.