Facebook Google+ Twitter

"Nędznicy". Historia-zwierciadło na każde czasy [Recenzja]

Śpiewający Russell Crowe, Anne Hathaway i Sacha Baron Cohen. Do tego wiele twarzy Hugh Jackmana. To wszystko w najnowszej ekranizacji Nędzników w reżyserii Toma Hoopera.

"Nędznicy" / Fot. fot.mat.dystrybutoraW sali kinowej rozbrzmiewały ostatnie takty "Do you hear the people sing?". Na ekranie pojawiały się napisy końcowe, ale nikt na widowni nie zaczął podnosić się z miejsca. Świateł
długo jeszcze nie zapalano. Każdy miał czas, by znaleźć w kieszeni chusteczki i dyskretnie otrzeć twarz z łez. Wierzcie lub nie, ale przez co najmniej ostatnich kilkanaście minut filmu płakała nie tylko damska część publiczności zgromadzonej a na warszawskiej przedpremierze.

Dlaczego? Czy film był ckliwy? Wtedy raczej nie wycisnąłby łez z męskich oczu… Czy był wzruszający? Owszem - każdy, kto czytał powieść Hugo lub oglądał oparte na niej przedstawienie na deskach jednego z teatrów świata wie, że to historia poruszająca.

Czy to jednak wystarczyłoby, żeby "rozkleić" publiczność. Może i tak, ale nie w tym rzecz. Musical "Nędznicy" pokazuje nie tylko historię pełną prawdy o życiu i ludziach takimi, jakimi są, ale robi to w niespodziewanie prawdziwy (zwłaszcza, jak na swój gatunek) sposób.

Zaadaptowane na kinowe potrzeby teatralny tekst i muzyka, wprawdzie przenoszą widza w nieco teatralny i „stylizowany” świat, ale wyjątkowo nie ma się przy tym poczucia sztuczności i kiczu charakterystycznego dla produkcji musicalowych. Wręcz przeciwnie - dzięki swojej umowności i artystycznej lekkości pozwalają łatwiej poruszać się po bogatej, pełnej krętych wątków fabule i razem z bohaterami podróżować w czasie i przestrzeni.

"Nędznicy" / Fot. fot.mat.dystrybutoraJednak to prawda pojawiająca się na ekranie, w twarzach i głosach aktorów, okryta świetną charakteryzacją i bardzo wiarygodnymi kostiumami sprawia, że ponad dwu i półgodzinne kinowe widowisko wciąga widzów bez reszty.

Zacznijmy od muzyki - wszak to film muzyczny. Przyznaję, że mam dystans do musicali.
Zwykle mierzwi mnie sztuczność konwencji, plastikowy śpiew nagrany w studio. I tu pierwsza niespodzianka - po raz pierwszy aktorzy nie śpiewali z play backu, tylko na żywo, na planie. I to strzał w dziesiątkę! Dzięki temu słowa piosenek żyją, mają znaczenie, przekazują treść i emocje.

Zobacz galerię zdjęć z "Nędzników"

"Nędznicy" / Fot. fot.mat.dystrybutoraKiedy Jean Valjean zmaga się z decyzjami przełomowymi w jego życiu, nie słyszymy zdecydowanej melodii, poprawnie odśpiewanej przez wyćwiczonego aktora. Tak, jak z myślami, które targają jego bohaterem, tak Hugh Jackman zmaga się z tym, co ma wyśpiewać w każdej ze scen. Niekiedy cedzi słowa, niekiedy prawie niezrozumiale szepce, syczy, cedzi słowa, niemal rezygnuje z przypisanych do nich nut.

Kiedy wychudzona Anne Hathaway śpiewa "I dreamed a dream" można naprawdę wreszcie pojąć słowa tego małego muzycznego arcydzieła. Nie jest to wykonanie wzniosłe i pompatyczne - choć znaki na pięciolinii dają możliwość takiego właśnie wykonania. Tymczasem słuchając jej śpiewnego wyznania-szlochu, niemal pełnej żalu modlitwy, wręcz fizycznie czuje się gorycz, ból i spazmy wyniszczonej Fantine. Razem z nią można „zatrzasnąć się”
w osamotnieniu i poniżeniu.

Samotność i tęsknota wyzierające z "On my own" (moknącej w deszczu) Eponine nie są egzaltowane i puste - są przejmujące i bardzo wiarygodne. Żywotność i spryt słychać z kolei w głosie paryskiego Gawrosza. To taki powiew witalności w dosyć jednak przygnębiającej atmosferze dominującej w filmie.

"Nędznicy" / Fot. fot.mat.dystrybutoraRewolucyjny nastrój udziela się widzom z każdą nutą
pieśni śpiewanych przez grupę studentów, czy paryskiego ludu. Podobnie, jak poczucie upodlenia i bezradności wobec wszechmocy władzy i niesprawiedliwości społecznej, podczas scen ilustrowanych muzycznie przez "pieśń galerników" ("Look down").

No może tylko nieco dziwnie słucha się głębokiego głosu Russela Crowe w roli Javerta. Choć zdecydowanie jego wokal nie budzi tego rodzaju… kontrowersji, co pamiętny występ Pierca Brosnana w „Mamma Mia”!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Widzialam film. Swietna recenzja. I choc znam opowiesc prawie na pamiec, widzialam kilka ekranizacji, to wg mnie to dzielo jest wspaniale i nie zdziwi mnie deszcz Oskarow.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu, dzięki za recenzję! Warto zauważyć, że obecnie jest ona wysoko w wyszukiwarce Google. M.in. dzięki nazwie filmu umieszczonej na początku tytułu artykułu oraz tagom. Poza tym Google lubi autorskie materiały :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeprowadziłem wywiad dla Wiadomości24 z Jerzym Jeszke, teatralnym odtwórcą roli Jeana Valjeana z Les Miserables. Oto fragment - "Do "Les Miserables" na casting na West End w Londynie zostałem zaproszony przez Camerona Mackintosha, (także producenta filmu - przyp.aut.). Miałem zaszczyt zwyciężyć a następnie interpretacji postaci 'Jeana Valjeana'. Tą postać kreowałem też w Londynie podczas gali w okazji 10-lecia "Les Miserables" w Royal Albert Hall w 1995 oraz rok później podczas gali na otwarcie finałowego meczu podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej na Wembley, gdzie byłem w gronie najlepszych interpretatorów 'Jeana Valjeana' na świecie.", oraz całość - link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.