Facebook Google+ Twitter

Negatywna demokracja, czyli mój projekt ordynacji wyborczej

Tradycyjnie już przed wyborami polscy politycy zajmują się zmienianiem ordynacji wyborczej. Najlepszym rozwiązaniem dla naszej demokracji może się jednak okazać napisanie jej od nowa.

fot. Arkadiusz Ławrywianiec / Dziennik ZachodniOstatnimi czasy nasi politycy z wielkim zaangażowaniem zajmowali się zmianami w ordynacji wyborczej. Co rusz pojawiały się nowe pomysły mające wywrzeć zbawienny wpływ na naszą, nie bójmy się użyć tego słowa, nieco kulawą demokrację. Przypadek chyba jedynie sprawił, że całe to zamieszanie powstało kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi. Nie możemy przecież podejrzewać, że powodem tak intensywnego zainteresowania naszych elit politycznych tą problematyką jest coś innego niż chęć ulepszenia systemu wyborczego dla dobra nas wszystkich. W ramach, nieco wygasłej już, publicznej dyskusji na ten temat, chciałbym zgłosić swój własny, autorski i obywatelski projekt ordynacji wyborczej o roboczej nazwie „Negatywna demokracja”.

Pomysł w swej istocie jest dość prosty, aczkolwiek rewolucyjny. Polega na zlikwidowaniu głosowania w obecnej formie i wprowadzeniu tak zwanych anty-głosów. Obywatel udający się do urny nie udzielałby poparcia politykowi, którego najbardziej ceni i uważa za człowieka godnego reprezentować nas wszystkich w parlamencie czy radzie miasta. Byłoby dokładnie na odwrót. Anty-głos byłby oddawany na kandydata, którym najbardziej pogardzamy, którego nie możemy znieść lub nawet, w przypadku osób mniej zapalczywych, na takiego, który najzwyczajniej w świecie nas drażni. W końcowym rozrachunku wygrywałby nie polityk najbardziej ceniony i szanowany, ale najmniej nielubiany.

Taka sytuacja pociągnęłaby za sobą również istotne zmiany w sposobie prowadzenia kampanii wyborczej. Polityka zostałaby dzięki temu wyciągnięta z „szarej strefy”, skończyłyby się zakulisowe nieczyste gry, a pojęcie „czarny pijar” można byłoby odłożyć do lamusa. A to dlatego, że wszelkie zagrania nie fair przestałyby być zakulisowe, a jedyną formą prowadzenia kampanii byłoby szkalowanie politycznych przeciwników zupełnie otwarcie i bez większego zażenowania. W ordynacji zakazane byłoby mówienie wyborcom o programie partii, który, jak wiadomo, zawsze ginie w tajemniczych okolicznościach tuż po wyborach, a poza tym i tak jest zazwyczaj niemożliwy do zrealizowania. Zamiast tego kandydaci mogliby skupić się na wskazywaniu słabych punktów swoich politycznych przeciwników. Przykładowo plakat wyborczy, którejś z partii lewicowych mógłby przedstawiać lidera prawicy wraz z hasłem: „Aborcja? Jestem za!”. W odpowiedzi ugrupowanie narodowościowe zarzuciłoby miasto ulotkami ze zdjęciem polityka z lewej strony sceny politycznej podpisane: „Żyd, mason, komunista”. Ciekawiej by było, bez niepotrzebnej nowomowy i pustych obietnic.

Oczywiście pomysł ten jest dopiero w powijakach i wymaga dopracowania. Jest jednak szansa, że uda się to zrobić jeszcze przed tegorocznymi wyborami samorządowymi i po zebraniu odpowiedniej liczby podpisów nasi posłowie jak najszybciej zajmą się tą sprawą. Już widzę ich zaskoczone miny i słyszę oburzone okrzyki: „Przecież to jest kpina z demokracji!”. Tak, panie posłanki i panowie posłowie, to jest kpina z demokracji. Z tym, że ja się do tego otwarcie przyznaję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

świetny tekst. konieczna byłaby też nowelizacja kodeksu karnego - zapisów o karze za pomówienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Antropolitics
  • Antropolitics
  • 07.08.2006 00:02

No coż! Westchnąć tylko wypada Panie Mateuszu nad naszą szarą "raczkującą demokracją"! Tylko czy My mlodzi, przez wbijanie sie w taki kombinezon pod tytułem "zlew na wszystko" nie zostawiamy po sobie jeszcze większej i głebszej pustki na "arenie swiata idei"niz jacykolwiek politycy. Rozumiem sarkastyczny ton artykułu. Moze jednak zanim zaczniemy My kpić z demokracji, postarajmy się choc odrobine sprzatnąc wlasne podworko z oblepiającego syfu obojetności, czekania na to co da mi kraj, i co zrobia za mnie politycy. Niestety duże grono mlodych ludzi, czesto juz wyksztalconych takimi jest. Wybierając takich polityków jakich mamy, albo raczej jaka jest wiekszość, niechodząc na wybory z tekstem na ustach "bo to i tak nic nie zmieni", z biernościa swoich postaw, i mysleniem w kategoriach tylko wlasnego garnka na zupe, zawsze bedzie wygrywac jakis Lepper czy Giertych.
Ja nie chce miec od życia amnestii!!!!!!!.Pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń
liberał
  • liberał
  • 05.08.2006 15:30

To pomysł,mało roztropny,ale przynajmniej szczery.Politycy natomiast drwią z kpin,sami je popełniając.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.