Niedawno skomponowaliście muzykę do niemieckiego filmu niemego „Die Nibelungen”. Jak wspominacie to doświadczenie?BK: Dla nas to jest wydarzenie 2008 roku. Kiedy nam to zaproponowano trochę się przeraziliśmy, nigdy nie mieliśmy z tworzeniem muzyki filmowej styczności. Zastanawialiśmy się jak to ugryźć, czy robić muzykę stricte ilustracyjną, czy zrobić koncert, który potrwa tyle co projekcja filmu. W końcu znaleźliśmy złoty środek. Wyszła nam muzyka ilustracyjna, która świetnie - mi się wydaje - oddawała, to co działo się na ekranie. Z tego co wiem odbiór publiki był naprawdę bardzo dobry.
Sojer: Chciałem dodać, że mieliśmy styczność z prawdziwym dziełem sztuki. Naprawdę film nas bardzo dotknął i zainspirował. O ile na początku traktowaliśmy go dosyć swobodnie, to jednak później rzeczywiście nas porwał. Poza tym jak zrobiliśmy tę muzykę, to myślę, że to co dzisiaj gramy na koncertach też się zmieniło.
BK: To było takie pejzażowe granie i jeśli zdasz sobie sprawę, że to jest film z roku 1924 i zobaczysz jak jest zrobiony, jak opiera się na niemieckim ekspresjonizmie, to te 2 godziny 20 minut bez żadnego dźwięku porywa, ogląda się jak najlepszy film sensacyjny.
Na początku mówiliście, że NeLL, to zespół zmienny. A jakie zmiany przyniesie ten nowy rok? BK: Jesteśmy przy nadziei, ale nie chcemy zapeszać. Mamy po prostu pewne plany wydawnicze. Myślę, że też muzyka się zmieni, powrócimy do grania bardziej...
Sojer: Surowego.
BK: Właśnie niesurowego (śmiech).
Sojer: Po nagraniu do „Nibelungów” chcieliśmy nawet odrzucić takie piosenkowe granie, wykonywanie utworów trwających trochę ponad 3 minuty. Okazało się, że potrafimy grać bardzo zamknięte 15 – minutowe utwory. Strasznie się nam ta post art rockowa muzyka spodobała i myślę, że to będzie słychać w naszej muzyce.
http://www.nell.art.pl/www.myspace.com/nellart