
Już gdy w 2007 roku ich kawałek
Red Ribbons znalazł się na składance
Offensywa Piotra Stelmacha, wiadomo było, że będzie o nich głośno. Surowe gitary, nieprzeciętny wokal. To właśnie oni, jako pierwsi wydali singiel w całości sfinansowany z funduszów zebranych przez fanów, za pośrednictwem serwisu megatotal.pl
Płyta została nagrana na tradycyjnym sprzęcie analogowym, metodą na tzw. "setkę", co sprawia, że jej brzmienie jest bardziej brudne, prawdziwe. Na swoim debiucie NeLL proponuje 11 kompozycji, w tym aż 7 zaśpiewanych w języku angielskim.
Na płycie zabrakło kawałka
Red Ribbons, czyli utworu, którym grupa debiutowała. Nie zmieścił się również utwór
Downwards the city, znany chociażby z epki o tym samym tytule. Mamy natomiast dobrze znany wszystkim
Lemon cold ice milk w nieco zmienionej wersji niż ta, którą mogliśmy usłyszeć na składance
Offensywa 2. Ponowny mastering wyszedł tej piosence na dobre. Nabrała właściwego tempa, a chórki w refrenie dodały jej odpowiedniego klimatu. Nieporozumieniem było zupełne przearanżowanie nastrojowej, pięknej ballady
Lady C na utwór "z pazurem". Ten zabieg odarł piosenkę z całego uroku. Ze znanych wcześniej dokonań mamy jeszcze na płycie utwory
Wright (tu nastąpiły jedynie kosmetyczne zmiany) i łatwo wpadającą w ucho
Katastrofę w nadfiolecie, (zmian w brzmieniu tej piosenki nie zaobserwowałam).
W manierze wokalnej Bartka Księżyka słychać mocny wpływ wokalistów brytyjskich. Szczególnie da się zaobserwować to zjawisko w piosenkach zaśpiewanych po angielsku, np. w
Just believe usłyszymy wokal przypominający sposób śpiewania
Briana Molko z Placebo, a w
Technikolor Illusions ewidentne wzorowanie się na
Macie Bellamym z grupy Muse.
Również jeśli chodzi o muzykę, możemy dosłuchać się kilku podobieństw. W piosence
Slightly dandy mamy riffy gitarowe przypominające dokonania grupy
Editors, zaś w utworze
Impossibly true słychać inspiracje wspomnianą już wcześniej grupą
Muse.
Znakomitym urozmaiceniem płyty jest utwór
Zgaśnij księżycu. Piękna, nastrojowa ballada z tekstem zaczerpniętym z wiersza autorstwa
Andrzeja Bursy.
Panowie ciągle poszukują, eksperymentują z różnymi dźwiękami, dlatego należy im wybaczyć pewne potknięcia, jak chociażby wspomniane wcześniej zbyt silne inspiracje Muse czy Placebo. Ogromnym atutem tego albumu są teksty, które dają dużą swobodę interpretacyjną, jak podkreśla lider grupy.
"White Noise Zone" to pozycja obowiązkowa dla fanów alternatywnego, gitarowego grania, spod znaku takich zespołów jak np.
Muchy,
Renton czy
L.Stadt.