Facebook Google+ Twitter

Nerwy kibiców, niepokój trenera. Polacy wygrali ze Słowenią

W drugim meczu na Mistrzostwach Europy w norweskim Stavanger polscy piłkarze ręczni pokonali Słowenię 33:27 (23:14). Zdołali zwyciężyć, choć od katastrofy dzieliło ich niewiele.

Słoweniec Jure Dobelsek naprzeciwko polskiego bramkarza Sławomira Szmala. / Fot. OVE HANSEN/PAP/EPAPierwsza połowa, właściwie koncert biało-czerwonych, nie zapowiadał nerwowej końcówki i walki o być albo nie być na mistrzostwach. Po czwartkowej porażce z Chorwacją Polacy musieli wygrać wczorajszy mecz, aby już na początku imprezy nie zaprzepaścić szans medalowych. Zaczęło się obiecująco. I choć to rywale pierwsi zdobyli gola, to po chwili było już 4-1 dla Polaków. Słoweńcy pozwolili naszych atakującym na zdecydowanie więcej niż Chorwaci. Wreszcie mogliśmy wykorzystać naszego kołowego Bartosza Jureckiego, który zdobył swe pierwsze bramki. Dobrze spisywał się Tomasz Tłuczyński (5 goli). Po 11 minutach gry i bramce Jurasika było już 11-5. Przez kolejne minuty biało-czerwoni utrzymywali kilkubramkową przewagę. W końcówce jeszcze przycisnęli Słoweńców, którzy wyraźnie przytłoczeni poczynaniami podopiecznych Bogdana Wenty tracili kolejne bramki. Wynik do przerwy to 23-14. Druga połowa wydawała się tylko formalnością.

Rzeczywistość zweryfikowała oczekiwania kibiców. Jedynym zawodnikiem, który potrafił zaskoczyć słoweńskiego bramkarza na początku drugiej połowy był Karol Bielecki. Nasi pozostali zawodnicy razili nieskutecznością. Co innego Słoweńcy, którzy szybko zaczęli niwelować przewagę Polaków. Na kwadrans przed końcem, na tablicy widniał wynik 27-23. Na domiar złego, częste faule kończyły się dwuminutowymi karami dla naszych piłkarzy. Artur Siódmiak przedwcześnie musiał opuścić plac gry (czerwoną kartkę otrzymuje się, po odsiedzeniu na ławce kar 6 minut - przyp. autor). Na całe szczęście Słoweńcy nie zawsze potrafili wykorzystać grę w przewadze. Wszystko dzięki nieocenionemu Sławomirowi Szmalowi.

Kiedy na zegarze pozostało jeszcze 10 minut czasu gry, nasza przewaga stopniała do trzech oczek. Wtedy znak do ataku dał lider polskiej drużyny, Grzegorz Tkaczyk, który zdobył trzy bramki z rzędu. Kolejne trafienie dorzucił wspominany już Tłuczyński. Było po meczu. Wreszcie zarówno trener jaki i kibice mogli odetchnąć. Wenta, fatalną grę Polaków na początku drugiej połowy skwitował słowami - To było jakieś dziwne.

Liderami naszej grupy są Chorwaci, którzy pokonali wczoraj Czechy 30:26. Kolejna seria gier w niedzielę. Zmierzymy się z Czechami. To niełatwy rywal i kolejny długi przestój w grze może naszym szczypiornistom bardzo zaszkodzić.

Polska - Słowenia 33:27 (23:14)
Polska: Szmal - Bielecki 9, Tkaczyk 6, Tłuczyński 5 (w tym 2 z rzutów karnych), B. Jurecki 4, Jurasik 3, Jaszka 2, M. Lijewski 2, K. Lijewski 1, M. Jurecki 1, Kuchczyński, Siódmiak.
Słowenia: Skof, Lapajne - Pajovic 7 (2), Zvizej 4 (1), Dobelsek 3, Kozlina 2, Kavticnik 2, Mlakar 2, Natek 2, Pungartnik 2, Kozomara 1, Spiler 1, Zorman 1, Praznik.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jedziemy, panowie! Tylko mniej takich odjazdów, jak ten w drugiej połowie...

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jutro czas na Czechów ;)

+ dla ciebie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.