Pozycja materiału w rankingach:
Neutralność światopoglądowa jest jak niestrawność, zalega nam. I jest jak złudzenie, które wydostaje się z podświadomości za każdym razem, gdy próbujemy definiować relacje jednostki do wspólnoty.
Zobacz także:
Artykuły
(95)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.02)
Miejscowość: opole | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marta Jenner 17.12.2010 13:01
Gloryfikacja neutralności światopoglądowej jest w dużym stopniu wynikiem stosunkowo niedawnych negatywnych doświadczeń związanych z dominacją jedynie słusznej doktryny w Niemczech i Związku Radzieckim. Warto jednak mieć świadomość, że postulat owej neutralności również ma charakter ideologiczny, jako element liberalizmu. Powiem przewrotnie: wymuszanie neutralności jest formą ograniczania wolności.
Marcin Stanowiec 26.01.2010 03:12
Panie Rafale, proszę absolutnie nie brać do siebie osobiście moich polemik. Lubię rzeczowo, a czasami ostro podyskutować. Zgadza się, że więcej nas łączy niż dzieli. Dla mnie interesujące jest dotarcie do różnic, porządkowanie definicji, systematyzowanie. Dobra dyskusja znakomicie w tym pomaga i falsyfikuje moje tezy i hipotezy. Mam nadzieję, że tą dysput drogą odnajdziemy razem prawdę.
Rafał Gdak 25.01.2010 17:53
Dopowiem jeszcze zdanie - często miewam dysonanse. Z jednej strony jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co Jan Paweł II napisał np. w "Pamięci i tożsamości" (polecam zresztą swój tekst opublikowany swego czasu w Przeglądzie Powszechnym 6/2005), i adhortacji apostolskiej "Ecclesia in Europa", z drugiej strony uważam, że rozdział Kościoła od państwa jest konieczny, choć nie we wszystkich wymiarach. Jan Paweł II pisze o wspólnym korzeniu, jakim jest chrześcijaństwo - trudno się z nim nie zgodzić, jednak instytucjonalnie rzecz ujmując pewne przywileje KK choćby w naszym kraju budzą zgorszenie. Zgadza się, można mi zarzucić mieszanie poziomów - niestety w ramach komentarza, trudno wyłuszczyć całość własnych poglądów. To temat na dłuższy tekst. Może kiedyś znajdę czas i wenę do usystematyzowania tego.
Rafał Gdak 25.01.2010 17:44
Ale mnie opisany przykład Panie Marcinie nie niepokoi. Wbrew pozorom nie tak łatwo przypiąć mi łatkę liberała. Piszę o swoich wątpliwościach - ba, często w swoich tekstach i komentarzach głośno myślę nad różnymi rozwiązaniami - link . Nazwijmy to podaniem ręki na zgodę ;)
Marcin Stanowiec 22.01.2010 16:00
Rafał Gdak
Neutralność światopoglądowa z poziomu procesu to symbolika stanowiona i rozumiana przez większość. Demokracja sprawia, że neutralność nacjonalizuje wrażliwość większości wynosi ją na piedestał publiczny. Gdyż w demokracji nie jest decydująca suma, siła lobbingu, czy mądrość różnych poglądów, ale demograficzna ich reprezentacja powiązana z nośnością symboliki.
Czy nie to Pana niepokoi? Jeśli 80 procent Polaków opowie się za invocatio Dei, krzyżem w koronie i przysięgą na Biblię to państwo demokratyczne, wierne demokratycznym mechanizmom będzie zmuszone zastosować się do woli większości i spośród wielu modeli separacji od Kościoła wybrać ten, zwany – być może eufemistycznie - przyjaznym?
S. Korn. 22.01.2010 12:25
"Orientacja etyczna ma więc swoją procedurę: debatę, w której rozeznajemy co jest dobrem jednostki i ogółu w oparciu o szeroki - nie tylko naukowy (może być wiedza filozoficzna) - stan wiedzy w danym momencie."
Etyka coraz mocniej przedziera się przez "wolną amerykankę." Jako uzasadnienie dla tej relacji przyjmuje się wymóg sprawiedliwości społecznej. Działania zgodne z zasadami sprawiedliwości i dobra wspólnego mogą i powinny dotyczyć nie tylko rynku i gospodarki wolnorynkowej, ale także neutralności światopoglądowej.
Ratomir Wilkowski 22.01.2010 12:01
> Neutralność światopoglądowa jest Polsce niezbędna.
No to sobie jeszcze troche na nia poczekamy ;)
Tadeusz Śledziewski 22.01.2010 11:55
Może by tak sięgnąć do genezy samego "Państw". W skrócie można by powiedzieć, że powstało ono w wyniku działań ludzi mających zbieżność celów , oraz spójność w ich osiąganiu. Inaczej można by rzec, że stanowiących wspólnotę. Przywołam jeszcze analogię wspólnoty i jednostki osobowej. Ludzie to zbiorowość indywidualnych jednostek. Każda inna. Czy nie można powiedzieć, że ludzie to zbiorowość "Państw". Każde inne. I ta różnorodność indywidualności państwowych powinna zaspokoić potrzeby różnorodnych indywidualności osobowych. Jeśli teraz przypomnimy sobie, że Państwo jest wspólnotą jednostek osobowych, mających wspólne cele i spójność w ich osiąganiu, to należałoby również oczekiwać od przybyszów dostosowania się do tej wspólnoty. Jeśli ktoś ma inne cele jak również stosuje inne sposoby w ich osiąganiu, niech poszuka Państwa z którym będzie inkluzywny. Czy takie rozumowanie jest pozbawione sensu?
Odnośnie światopoglądu, powiem, dlaczego mnie nie przeszkadzają symbole innych wyznań? Dla mnie niech każdy wierzy w co chce i na ścianie niech wiesza co chce. Dlaczego więc innym przeszkadza krzyż? Usiłowanie usunięcia krzyża, czy innych symboli religijnych z pomieszczeń urzędowych, to jest zwykłe szukanie konfliktów, szukanie dziury w całym.
Rafał Gdak 21.01.2010 23:41
Bardzo zgrabnie i logicznie napisany tekst. Moją podstawową wątpliwość budzi jednak fakt przypisywania Państwu, czyli określonemu stopniowi abstrakcji, cech które leżą w możliwościach jednostki lub niższym niż panstwo stopniom organizacji społeczeństwa. Napisałem niedawno, iż celem państwa jest zapewnienie swobód obywatelskich, a nie stanie na straży moralności. Podtrzymuje to twierdzenie w tym sensie, iż państwo w swej istocie jest - nazwijmy to - najwyższym stopniem zorganizowania społeczeństwa i jako takie będzie zbierać w sobie wypadkową różnych - nie lubię tego słowa - światopoglądów i postaw moralnych.
Ma Pan rację Panie Marcinie pisząc, iż "nie wydaje się jednak możliwe, żeby wizja człowieka oraz inspiracja filozoficzna (realistyczna lub idealistyczna) były nieobecne w rozwiązaniach społecznych", tyle że te inspiracje mogą być paradygmatem dla zjednoczonej wokół pewnej idei ograniczonej zbiorowości. Na poziomie państwa pojawia się problem - stanowi ono bowiem zbiór tychże mniejszych komórek. Być może moje wątpliwości wynikają jedynie z pewnego socjologicznego postrzegania kwestii państwa.
Robert Grzeszczyk 21.01.2010 23:02
Wyrażę się jaśniej: referendum to rodzaj społecznego wyboru. Jeśli wybory jako takie nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistośc i realną scenę polityczną, to i w określonej sytuacji podobnie może byc z referendum. Tam gdzie społeczeństwo ma wiarę i pełnię rzeczywistych możliwości sprawowania rządów i wybory i referendum maja sens. Lecz w innej sytuacji tego sensu nie ma, chocby i powód był marginalny. Istota wyborów to nie jedynie dostęp do informacji. Potencjalny dostęp. Lecz szeroka i rzeczywista wiedza oraz możliwości działania. Inaczej frustracja, marazm, dekadentyzm albo anarchia. Ciesząc się z prawnych możliwości referendum śmiem nie zauważa w naszej rzeczywistości jego realnego znaczenia.
Może administracyjny przymus uczestnictwa i obywatelskiej aktywności? Czy byłoby to demokratyczne? Ale przecie istnieje - w Europie nawet.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +224)