Facebook Google+ Twitter

NHL: "Czerwone Skrzydła" zgasiły "Płomienie"

Mimo ambitnej postawy w wyjazdowym meczu Calgary Flames ulegli najlepszej drużynie Zachodu. Detroit najlepsze w lidze. W derbach Kanady mocniejsze nerwy mieli gracze Montrealu. Klęska Anaheim w potyczce z Canucks.

Duży opór postawili gracze Calgary Flames najlepszej drużynie Konferencji Zachodniej jaką są „Czerwone Skrzydła” z Detroit. „Płomienie” długo stawiały czoła faworyzowanemu rywalowi, jednak ostatecznie uległy różnicą dwóch goli. Na pewno ponad 17 tysięcy widzów w Joe Louis Arena nie mogło narzekać na brak emocji i bramek. Był to zarazem trzeci pojedynek obu drużyn w tym sezonie i trzecie zwycięstwo Red Wings.

Hokeista Vancouver Canucks Willie Mitchell (L) w zapaśniczym pojedynku z Seanem O'Donnellem (P) z Anaheim Ducks podczas meczu ligi NHL, 27 bm. / Fot. PAP/EPA/KIM STALLKNECHTJuż pierwsza tercja pokazała, że nie będzie to spacerek dla gospodarzy. Wyrównany bilans strzałów (9-8 dla Detroit), znalazł odzwierciedlenie w wyniku. Ku zaskoczeniu miejscowych fanów hokeja w 12. minucie Calgary wyszło na prowadzenie. Jerome Iginla i Craig Conroy rozmontowali obronę gospodarzy i Robyn Regehr pokonał Chrisa Osgood’a. Kiedy zegar na tablicy świetlnej w hali pokazywał, że właśnie minął kwadrans gry, miejscowi zdołali wyrównać. Gol był autorstwem najbardziej skutecznego ataku gospodarzy w tym sezonie. Szwedzi Henrik Zetterberg (17 asysta w sezonie) i Tomas Holmstroem zainicjowali akcje, po której Paweł Datsyuk zdobył wyrównującą bramkę. Było to jego szóste trafienie w tegorocznych rozgrywkach. Gospodarze poszli za ciosem i po kilkunastu sekundach już prowadzili. Kirk Maltby i Niklas Kronvall obsłużyli Krisa Draper’a i Miikka Kiprusoff wyciągał krążek z siatki.

Początek drugiego starcia należał do Red Wings. W 25. minucie było już 3:1 dla Detroit. Gola w przewadze zdobył Tomas Holmstroem (13 gol w sezonie). Szwed wykończył w ten sposób akcję Pawła Datsyuk i Nicklasa Lidstroem. Po tym trafieniu Miikka Kiprusoff stwierdził, że ma dość i zjechał z bramki gości. Trener „Płomieni” Mike Keenan desygnował do gry Curtisa McElhinney’a. Druga tercja obfitowała w wiele ostrych starć. Sędziowie nałożyli 7 kar na obie drużyny, z czego 5 na gości. Mimo wielu wykluczeń zawodnicy Calgary zdołali zdobyć gola, kiedy sami grali w przewadze. W 35. minucie Jerome Iginla (19 asysta w sezonie) wyłożył „gumę” do Diona Phaneuf’a i Chris Osgood skapitulował po raz drugi. Dla kibiców „Czerwonych Skrzydeł” bramka dla gości była dużym zaskoczeniem, gdyż cała druga część meczu przebiegała pod zdecydowane dyktando ich ulubieńców (bilans strzałów wyniósł 17-5 dla Detroit).

Nim widownia wygodnie rozsiadła się po przerwie było już 4:2 dla gospodarzy. Nicklas Lidstroem i Brian Rafalski wymienili między sobą krążek, zaś na listę strzelców wpisał się Paweł Datsyuk. Po kilku chwilach padła trzecia bramka dla przyjezdnych. Jerome Iginla zagrał do Alexa Tanguay’a i sędziowie wskazali na środek tafli. Po upływie niespełna 120 sekund nastąpiła riposta ze strony gospodarzy. Jiri Hudler podał do Valtteri’ego Filppuli i ten ostatecznie ustalił wynik meczu. Oba zespoły oddały w trzeciej tercji po 9 uderzeń na bramkę rywali.

W wypowiedzi dla sieci ESPN Nicklas Lidstroem (Detroit) wskazał najważniejszy moment spotkania: - Pierwszy gol był dla nas momentem zwrotnym w tym meczu. Nie zaczęliśmy spotkania zbyt dobrze”.

Kapitan gości Jerome Iginla wskazał na ten sam element gry: - pierwszy gol był niesamowitą chwilą. To dało naszym rywalom ogromne ożywienie.

Z kolei trener Calgary Mike Keenan chwalił napastnika Red Wings Pawła Datsyuk: - To był jego prawdziwy show w ofensywie. Dla takiej gry jak jego ludzie przychodzą na mecze.

Detroit ma 34 punkty (najwięcej w całej lidze) i lideruje w Grupie Centralnej. Calgary z 23 „oczkami” jest czwarte w Northwest Division.

Karne w derbach Kanady. Montreal ponownie lepszy



Po raz czwarty w tym sezonie stanęli naprzeciw siebie gracze Toronto Maple Leafs i Montreal Canadiens. W pojedynku dwóch najbardziej utytułowanych drużyn kanadyjskich po karnych lepsi okazali się Canadiens. Bilans spotkań wynosi 2-2. Po pierwszych dwóch zwycięstwach graczy Toronto, teraz Montreal zdołał wyrównać. Najwięcej braw zebrał po tym spotkaniu napastnik gości Aleksiej Kowaliew, który zdobył dwa gole.

Pierwsza tercja to huraganowe ataki „Klonowych Liści”. Gracze Toronto oddali 17 uderzeń na bramkę Careya Price’a. Jednak ani razu nie udało się im go pokonać. Goście wyraźnie zaskoczeni takim szturmem ze strony gospodarzy zdołali oddać raptem 6 uderzeń. Jednak bez większych problemów goalkeeper miejscowych (Vesa Toskala) je wyłapał. Zatem mimo wielu okazji zwłaszcza ze strony miejscowych graczy w pierwszym starciu obeszło się bez goli.

Druga odsłona przyniosła lepszą grę ze strony Montrealu. Bilans strzałów wyniósł 15-13 dla Toronto. Także i tym razem padł remis, ale widzowie (w Air Canada Center zgromadziło się blisko 20 tysięcy ludzi) wreszcie zobaczyli bramki. W 23. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Johnny Pohl podał do Darcy Tucker’a i krążek zatrzepotał w siatce. Dwie minuty później goście grali w przewadze i skutecznie wykorzystali swoją okazję. Mark Streit i Andrej Markow rozmontowali obronę Toronto, a na listę strzelców wpisał się Aleksiej Kowaliew. Po kilku chwilach ponownie Maple Leafs objęli prowadzenie. Andy Wozniewski do Chada Kilger’a i po strzale tego drugiego zapaliła się czerwona lampka za bramką Careya Price’a. Gol ten wywołał wielką radość na trybunach Air Canada Center. Po 30 sekundach nadeszła jednak riposta ze strony „Kanadyjczyków”. Saku Koivu obsłużył Guillaumea Latendresse’a i ponownie na tablicy świetlnej był remis.

Początek trzeciego starcia niemile zaskoczył miejscowych fanów hokeja. W 42. minucie Aleksiej Kowaliew zdobył trzecią bramkę dla przyjezdnych (asysta Bryan Smoliński i Andrej Markow). Było to trafienie w przewadze. Od tego momentu rozpoczął się szturm bramki gości przez Toronto. Bilans strzałów w tej tercji to 15-6 dla Maple Leafs. Mimo wielu prób gospodarze nie mogli pokonać bramkarza przyjezdnych. W samej końcówce zdecydowali się na wycofanie własnego goalkeepera i wprowadzenie w jego miejsce dodatkowego napastnika. Na 18 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry Jason Blake podał do Matsa Sundina i ku wielkiej radości kibiców zgromadzonych w hali Szwed umieścił krążek w bramce Canadiens.

Po końcowej syrenie sędziowie zarządzili dogrywkę. W niej goście podjęli trzy próby zdobycia gola, ale żadna z nich nie przyniosła rezultatu. Toronto oddało tylko jeden strzał, jednak padł on łupem bramkarza Montrealu. Do wyłonienia zwycięzcy tego meczu potrzebne były zatem rzuty karne. W nich więcej skuteczności wykazali Canadiens i to oni wygrali ten mecz. Rozstrzygająca okazała się piąta seria i trafienie Andreja Kostitsyna.

Rozczarowania po meczu nie krył Mats Sundin z Toronto: - Kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na lodzie. Za to, co się stało, nie możemy absolutnie obwiniać nikogo poza sobą.

W tabeli Northeast Division Montreal Canadiens z dorobkiem 29 punktów jest drugi, zaś Toronto Maple Leafs z 22 pkt. na koncie zajmują piątą (ostatnią) lokatę w tej samej dywizji.


Klęska Anaheim w Vancouver



Kapitalne spotkanie przeciwko aktualnym zdobywcom Pucharu Stanley rozegrali hokeiści Vancouver Canucks. W obecności ponad 18,5 tysiąca widzów w General Motors Place wysoko pokonali „Kaczory” z Anaheim. Pierwszoplanową rolę w ekipie gospodarzy rozegrał strzelec dwóch goli Ryan Kesler.

Pierwsza tercja nie przyniosła goli. Jej przebieg ponadto kompletnie nie zapowiadał końcowego rezultatu. A wszystko to było głównie zasługą bramkarza gospodarzy Roberto Luongo. Obronił on 15 uderzeń gości. Wyraźnie zaskoczeni gracze Canucks nie byli w stanie stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Anaheim oddając jedynie 5 uderzeń. Nie trudno zgadnąć, że goalkeeper Ducks Jean – Sebastien Giguere zachował czyste konto w pierwszej tercji.

Druga odsłona, to z jednej strony kapitalna postawa miejscowych, a z drugiej bardzo ostra walka graczy obu drużyn. W związku z tym arbitrzy nałożyli w tej części gry dziewięć kar na graczy obu zespołów (w tym 7 na gości). W 24. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Akcję rozegrali bracia Sedinowie, zaś na listę strzelców wpisał się Markus Naslund. Po dziesięciu minutach było już 2:0 dla Canucks. Gospodarze grali w podwójnej przewadze (kary dla Seana O’Donnell’a i Ryana Getzlaf’a). Świetnie krążek rozegrali Henrik Sedin i Markus Naslund, zaś szczęśliwym strzelcem został Ryan Kesler. Na trzy minuty przed końcem tej tercji Vancouver jeszcze raz skutecznie zaatakował. Tym razem Alexander Edler podał do Matta Cooke’a i trzeci gol dla miejscowych stał się faktem. Bilans strzałów nie pozostawiał złudzeń, co do tego, kto panował na lodzie w drugich dwudziestu minutach (17-4 dla Canucks).

Trzecia tercja miała bardzo brutalny przebieg. Sędziowie wykluczali graczy obu zespołów, aż 13 razy (w tym 9 razy zawodników Anaheim). Już na początku meczu czwartą bramkę zdobyli miejscowi. Ponownie skutecznie wykorzystali okres gry w liczebnej przewadze. Arbitrzy odesłali na ławkę kar Seana O’Donnell’a, zaś na listę strzelców wpisał się raz jeszcze Ryan Kesler. Wykończył w ten sposób akcję Matta Cooke’a i Mattiasa Ohlund’a. W tej części gry ton wydarzeniom nadawali gospodarze oddając 11 strzałów na bramkę gości. Jeana – Sebastiena Giguere’a zastąpił po czwartym golu Jonas Hiller. Do końca meczu wynik już się nie zmienił.

Po meczu w wypowiedzi dla Yahoo! Markus Naslund z Canucks powiedział: - Pierwsza tercja w naszym wykonaniu była żałosna. Jednak po niej obudziliśmy się i zdominowaliśmy resztę meczu.

Todd Bertuzzi z Anaheim stwierdził: - Myślę, że zagraliśmy całkiem nieźle w pierwszej tercji, ale z jakiś powodów w drugiej cofnęliśmy się i zaczęliśmy mieć problemy z karami. To był dla nas frustrujący występ.

Po tym meczu Vancouver Canucks wyszli na prowadzenie w Northwest Division z 28 „oczkami”, Anaheim Ducks są drudzy z 26 punktami w Dywizji Pacyfiku.


Wyniki i strzelcy bramek 27 listopada (wtorek) 2007:

Detroit – Calgary 5:3
Det: P.Datsyuk 2, K.Draper, T.Holmstrom, V.Filppula
Cal: R.Regehr, D.Phaneuf, A.Tanguay

Toronto – Montreal 3:4, karne
Tor: D.Tucker, C.Kilger, M.Sundin
Mon: A.Kowaliew 2, G.Latendresse

Vancouver – Anaheim 4:0
Van: R.Kesler 2, M.Naslund, M.Cooke

Po kilku dniach z mniejszą ilością gier w środową noc naszego czasu na tafle amerykańsko – kanadyjskiej ligi hokeja wyjedzie 18 drużyn, aby rozegrać kolejną serię spotkań.

Plan gier na 28 listopada (środa) 2007:

Buffalo – St.Louis
New Jersey - Dallas
NY Islanders – Ottawa
Washington – Florida
Carolina – Philadelphia
Minnesota – Phoenix
Colorado – Edmonton
Chicago – Tampa Bay
San Jose – Los Angeles






Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.