Facebook Google+ Twitter

NHL: pogrom w Montrealu. Bruins na łopatkach

Efektowne zwycięstwo odniosła tej nocy drużyna z Montrealu. Przed własną publicznością okrutnie wypunktowała błędy Bostonu. Ekipą nie do zatrzymania okazały sie także "Huragany" z Caroliny. Sharks rozszarpali Calgary.

Hokeista San Jose Sharks Jonathan Cheechoo (L) walczy o krążek z Dionem Phaneufem (P) z Calgary Flames podczas meczu ligi NHL. / Fot. PAP/EPA/MIKE STURKFantastyczną postawą odwdzięczyli się swoim fanom przybyłym do Bell Center (ponad 21 tys.) hokeiści Canadiens. Bez najmniejszych problemów "rozjechali" na swojej tafli ekipę z Bostonu.
Pierwsza tercja nie zapowiadała klęski przyjezdnych. Mieli oni nawet przewagę w oddanych strzałach (9-8), ale bramkę zdobyli gospodarze. Autorem trafienia został Christopher Higgins w 13 minucie. Był to jedyny gol w tej części gry.

W drugiej odsłonie Boston żwawiej ruszył na bramkę gospodarzy i oddał aż 13 strzałów. Jednak bramkarz gospodarzy Cristobal Huet nie dał się pokonać ani razu. Dużo lepszą skutecznością popisali się "Kanadyjczycy". W 27 minucie Alex Kovalev skierował krążek do bramki strzeżonej przez Emanuela Fernandeza. Na 3:0 podwyższył w 38 minucie Steve Begin. W tej tercji Montreal oddał w sumie 6 strzałów na bramkę Bruins.

trzecia odsłona to już dokończenie egzekucji na "Niedźwiadkach". W 42 minucie Peter Brisebois strzela na 4:0, kiedy jego drużyna gra w przewadze. Boston poderwał sie jeszcze w tej tercji i udało sie jego graczom zdobyć bramkę. Autorem w 47 minucie został Dennis Wideman.Kiedy na zegarze upływała 50 minuta gry na 5:1 podwyższył Michaił Grabovsky. Mimo oddania 10 uderzeń w tej tercji goście już nic nie pokazali. Tymczasem na 7 minut przed końcem Montreal zdobył kolejnego gola w przewadze. Strzelcem został Andrei Markov.
Po tym spotkaniu Boston ma 10 punktów a Montreal 8. Zajmują odpowiednio 2 i 3 miejsce w Grupie Północnowschodniej.

"Huragany" zmiotły Vancouver


Hokeista Vancouver Canucks Taylor Pyatt (P) w bokserskim pojedynku z Raitisem Ivanansem (L) z Los Angeles Kings podczas meczu ligi NHL. / Fot. PAP/EPA/KIM STALLKNECHTNie udało się drużynie Canucks zaliczyć kolejnego wyjazdowego zwycięstwa. Po wygraniu gładko z Columbus tym razem mimo ambitnej postawy nie dali rady zespołowi Carolina. Pierwsza tercja obyła się bez goli mimo, że gospodarze wręcz znokautowali przyjezdych liczbą oddanych strzałów- 16. Bramkarz Canucks Roberto Luongo zwijał się jak w ukropie i nie dał się ani razu pokonać. Goście odpowiedzieli 6 strzałami, które bez trudu wyłapał Cam Ward.

Druga tercja w RBC Center przyniosła wreszcie gola dla gospodarzy. Ponad 15,5 tys. kibiców ucieszyło się po strzale Corey'a Stillmana w 25 minucie (gol w przewadze). Tercja ta była bardziej wyrównana o czym świadczy bilans strzałów korzystny dla Hurricanes 9-8.

W trzeciej tercji kibice przeżyli mnóstwo emocji. Najpierw w 48 minucie Chad Larose podwyższył na 2:0 dla gospodarzy. Jednak w 54 minucie meczu Brendan Morrison skutecznie uderzył na bramkę Cama Warda i było juz tylko 2:1. Goście zwietrzyli swoją szanse na remis, ale gra caroliny w obronie była bezbłędna. Kiedy w ostatnich sekundach Vancouver wycofał bramkarza w akcie desperacji, żeby mieć wiecej graczy na lodzie, gospodarze skutecznie skontrowali. Na 33 sekundy przed końcem Ray Whitney posłał przechwycony krążek do pustej bramki Canucks. Po tym zwycięstwie Carolina Hurricanes z 11 punktami prowadzi w swojej dywizji.

"Rekiny" rozszarpały Flames


Spory zawód przeżyli kibice w Pengrowth Saddledome (w liczbie ponad 19 tys.). Ich ulubieńcy gładko ulegli drużynie San Jose. Już pierwsza tercja pokazała, że goście są lepiej dysponowani tego dnia. Oddali 12 strzałów przy tylko 5 Calgary. Na efekty tej przewagi trzeba było jednak długo czekać. Dopiero pół minuty przed końcową syreną Mikka Kiprusoff skapitulował po strzale Ryane'a Clowe.

Druga odsłona jeszcze bardziej zwiodła fanów "Płomieni". Najpierw grający w przewadze gospodarze stracili drugą bramkę po uderzeniu Milana Michalka z 28 minuty, a później grając w osłabieniu stracili trzecią bramkę po uderzeniu Steve'a Bernier'a.

Na początku ostatniej tercji ponownie Milan Michalek pokonał bramkarza gospodarzy i było juz 4:0. Na dwie i pół minuty przed końcem honorowe trafienie dla gospodarzy zaliczył Daymond Langkow. Mimo, że przewaga w tej części gry należała zdecydowanie do Flames (bilans strzałów 7-1) to bramkarz San Jose Evgenii Nabokov już więcej nie dał się pokonać. Dzięki wygranej Sharks doskoczyli na 1 punkt do lidera Pacifi Division, którym jest Dallas, zaś Calgary z 10 punktami zajmuje drugie miejsce w Northwest Division.

Wyniki i strzelcy bramek 22 października (poniedziałek) 2007:

Carolina - Vancouver 3:1
Car: C.Stillman, C.Larose, R.Whitney
Van: B.Morrison

Montreal - Boston 6:1
Mon: C.Higgins. A.Kovalev, S.Begin, P.Brisebois, M.Grabovsky, A.Markov

Calgary - San Jose 1:4
Cal: D.Langkow
SJS: M.Michalek 2, R.Clowe, S.Bernier

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.