Facebook Google+ Twitter

NHL: Słabe Colorado i jeszcze słabsze Chicago

Asysta Wojtka Wolskiego nie pomogła ekipie Avalanche w odniesieniu sukcesu w Waszyngtonie. Capitals wygrali 2:1. Siódmą kolejną porażkę poniosła drużyna Chicago. Tym razem lepsi okazali się Dallas Stars wygrywając 3:1. Wysoka wygrana Ducks.

Opis: Vancouver Kanada 09 01 2008 Interweniujący bramkarz Vancouver Canucks Roberto Luongo P po akcji Blake Comeau L z New York Islanders w meczu ligi NHL rozegranym w Vancouver 08 bm Gospodarze po rzutach karnych zwyciężyli. / Fot. PAP EPA KIM STALLKENCHTFatalną serię kontynuują hokeiści Colorado Avalanche. Minionej nocy ulegli Washington Capitals 1:2 i była to już 21 porażka w sezonie, a siódma w ostatnich 10 meczach. Cała seria rozpoczęła się kiedy kontuzji nabawił się kapitan „Lawin” Joe Sakic. Jego absencja potrwa od 8 do 12 tygodni. Jeżeli Avalanche nadal będą się tak spisywali to nie tylko nie wygrają rywalizacji w Northwest Division, ale mogą w ogóle nie wejść do play off. Capitals zaś po słabym początku sezonu regularnie nadrabiają straty i już
włączyli się do walki o czołowe lokaty w swojej dywizji. Tym razem ich lider rosyjski snajper Aleksander Owieczkin nie zdobył żadnego punktu.

Pierwsze dwie tercje spotkania nie przyniosły goli. Obie drużyny mimo kilku naprawdę doskonałych okazji nie potrafiły zdobyć bramki, w czym zapewne duża zasługa obu bramkarzy. Olaf Kolzig (Washington) i Jose Theodore (Colorado) nie dali się pokonać niemal przez całe spotkanie. Dopiero ostatnie pięć minut meczu przyniosło rozstrzygnięcie. Bilans strzałów za dwie pierwsze tercje wyniósł 14 – 9 na korzyść gospodarzy, co ewidentnie wskazuje, że oba teamy skupiły się bardziej na obronie niż na zdobywaniu bramek.

Występujący w barwach Colorado Avalanche Wojtek Wolski spędził na lodzie ponad 17 minut i w tym czasie oddał dwa strzały (oba nieskuteczne), zaliczył jedną asystę i jeden punkt w klasyfikacji plus przez minus. Była to jego 14. asysta w sezonie. W sumie pochodzący z Polski zawodnik ma na koncie w bieżących rozgrywkach 27 punktów, bowiem zdobył jeszcze 13 bramek.

Kiedy ponad 16 tysięcy widzów w Verizon Center na początku trzeciej tercji zaczęło zastanawiać się, czy w meczu tym padną jakieś bramki, gracze Capitals przeprowadzili skuteczny atak. W 43. minucie zawodnicy miejscowej drużyny wygrali wznowienie w tercji obronnej gości, Brooks Laich zagrał ze skrzydła przed bramkę wprost do Donalda Brasheara. Gracz Washingtonu uderzył z klepy i Jose Theodore był bez szans. Kolejne trafienie padło w 57. minucie. Wtedy to szybką i składną akcję przeprowadzili gracze Capitals. David Steckel zagrał wzdłuż bramki krążek odbił się od łyżwy obrońcy Avalanche i kompletnie zmylił goalkeepera „Lawin”. 2:0 dla gospodarzy i feta na trybunach.

Goście potrzebowali kilkudziesięciu sekund, aby odpowiedzieć na to trafienie. Wojtek Wolski otrzymał długie podanie minął obrońcę i podał do będącego przed bramką Marka Svatos. Napastnik Colorado skutecznie wykorzystał sytuację sam na sam. Było to jednak wszystko na co stać było tego wieczoru przyjezdnych. Do końca wynik już nie uległ zmianie.

Colorado Avalanche po tej porażce zajmuje czwarte miejsce w Northwest Division z dorobkiem 47 punktów. Washington Capitals zgromadził na swoim koncie 41 „oczek” i jest na czwartym miejscu w Southeast Division

„Gwiazdy” świecą coraz jaśniej



Rozpędu po serii porażek nabierają Dallas Stars. Tym razem pokonali ekipę Chicago Blackhawks 3:1. Było to 12. wyjazdowe zwycięstwo „Gwiazd” w bieżących rozgrywkach. Tym czasem zupełnie inna atmosfera panuje w Chicago. Typowani na rewelację rozgrywek hokeiści „Czarnych Jastrzębi” ponieśli siódmą porażkę z rzędu i ich sytuacja w tabeli nie wygląda najlepiej. W brawach Stars kolejny dobry występ zanotował bramkarz Marty Turco. Obronił on 17 z 18 uderzeń rywali. Blisko 15,5 tysiąca widzów w United Center po końcowej syrenie wyglądało na mocno zawiedzionych.

Spotkanie rozpoczęło się po myśli miejscowych. W siódmej minucie wykorzystali grę w przewadze. Na ławce kar przebywał Mike Modano (za zahaczanie), gracze Chicago skutecznie założyli hokejowy zamek, szybka wymiana podań między Martinem Havlatem i Duncanem Keithem. Ten ostatni uderzył z dystansu, a tor lotu krążka tuż przed bramką zmienił Robert Lang. Czech utonął w objęciach partnerów z drużyny a na trybunach wybuchła euforia. Gospodarzom nie udało się dowieźć prowadzenia do końca tej tercji. Na minutę przed końcem Nikołaj Chabibulin dał się pokonać. Tym razem to Stars grali w przewadze (kara dla Andrieja Zyuzina za przytrzymywania). Gracze Dallas długo wymieniali między sobą krążek, w końcu Niklas Hagman podał do Loui Erikssona ten zdecydował się na minięcie obrońcy i strzałem w krótki róg pokonał goalkeepera gospodarzy.

W drugiej tercji bramki nie padły, mimo wyraźnej przewagi gości (bilans strzałów 13 – 5 dla Dallas). Jednak nie najlepsza postawa jeśli chodzi o skuteczność napastników Stars, jak i dobra dyspozycja Nikołaja Chabibulina nie pozwoliły na objęcie prowadzenia w meczu „Gwiazdom”. A, że i hokeiści Chicago także nie spisywali się rewelacyjnie kibice nie obejrzeli żadnej bramki.

Ostatnia tercja okazała się decydująca w tym pojedynku. Jednak na pierwszą bramkę w tej części gry trzeba było czekać blisko kwadrans. W 54. minucie meczu drużyna Blackhawks miała o jednego gracza na lodzie więcej (na ławce kar za zahaczanie przebywał Brenden Morrow). Gospodarze rozpoczynali kolejną ofensywną akcję, kiedy stracili krążek w środkowej strefie lodowiska. Mike Modano energicznie przedostał się z nim pod bramkę rywali, wycofał go na niebieską linię, gdzie właśnie nadjechał Stu Barnes. Nie zastanawiając się wiele huknął z klepy w długi róg bramki Chicago i goście wyszli na prowadzenie. W ostatnich fragmentach meczu miejscowi ściągnęli bramkarza, aby zwiększyć swoje szanse na doprowadzenie do remisu. Zgubili jednak krążek, Mike Modano podał do Brendena Morrow’a, a ten posłał „gumę” do pustej bramki z połowy tafli. Konsternacja na trybunach United Center i porażka gospodarzy stała się faktem.

Dallas Stars prowadzą w dywizji Pacyfiku z 54 pkt., zaś Chicago Blackhawks są na piątym miejscu w Grupie Centralnej z dorobkiem 42 „oczek”.

„Kaczory” wciąż mocne



Efektowne zwycięstwo przed własną publicznością minionej nocy odnieśli gracze Anaheim Ducks. Gładko pokonali Toront Maple Leafs. Wyniki 5:0 nie pozostawił żadnych złudzeń. Bramkę i dwie asysty zaliczyli w barwach Ducks Corey Perry i Todd Bertuzzi. Pierwszy z nich ma już na koncie 23 gole i 15 asyst. Na słowa uznania zasłużył także bramkarz Anaheim Jean – Sebastien Giguere obronił wszystkie 28 strzałów „Klonowych Liści”. To jego drugi shootout w tym sezonie. Sukces gospodarzy w Honda Center obserwowało ponad 17 tysięcy fanów hokeja.

W pierwszej tercji więcej strzałów oddali goście (bilans 10 – 5), ale nie potrafili znaleźć recepty na bramkarza gospodarzy. Za to „Kaczory” popisały się dobrą skutecznością. Już w trzeciej minucie spotkania wyszły na prowadzenie. Kapitalnym kilkunastometrowym podaniem popisał się Mathieu Schneider. Krążek na linii niebieskiej przejął Todd Bertuzzi, dynamicznie wjechał w tercję obroną Toronto i wykorzystał sytuacje sam na sam z Vesą Toskalą. Na sześć sekund przed końcem tej części gry padła druga bramka dla miejscowych. Obrońca Maple Leafs przewrócił się wyprowadzając krążek, „gumę” przejęli gospodarze. Todd Bertuzzi zagrał do Coreya Perri’ego i ten uderzył nie do obrony pod poprzeczkę.

W drugiej odsłonie kibice nie obejrzeli bramek za to miały w niej miejsce liczne wykluczenia. Sędziowie nałożyli, aż osiem kar na graczy obu zespołów (po cztery na każdą ekipę). Do tego doszło do bójki. W 24. minucie w szranki stanęli Wade Belak (Toronto) i George Parros (Ducks). Gracz gospodarzy otrzymał pięć minut kary, zaś Wade Belak został wykluczony z gry do końca meczu.

W ostatniej części meczu Anaheim tylko potwierdziło swoją dominację tego wieczoru. Raz jeszcze „Kaczory” dały popis skutecznej gry. W 45. minucie miała miejsce świetna trójkowa akcja. Ryan Getzlaf podał do Todda Bertuzzi’ego, ten wyłożył krążek na kij Brandon Bochenski’ego i po strzale tego ostatniego sędziowie wskazali na środek lodowiska. Kilkadziesiąt sekund później było już 4:0. Anaheim grało w przewadze (kara dla Nicka Antropova za grę wysokim kijem) i umiejętnie rozegrało zamek. Corey Perry zagrał wzdłuż bramki, a tu czekał już Doug Weight. Po uderzeniu napastnika gospodarzy za bramką Toronto zaświeciła się czerwona lampka. W 50. minucie Ducks ustalili wynik meczu. Ponownie grali w przewadze po wykluczeniu Andrew Wozniewskiego za niedozwolony udział w grze. Corey Perry podał do Douga Weight’a ten uderzył w krótki róg, ale Vesa Toskala zdołał odbić krążek. Jednak przy dobitce Chrisa Kunitz'a był bez szans. Niepodważalny sukces Anaheim stał się faktem.

Anaheim Ducks zgromadzili 52 punkty, co pozwala im zajmować trzecią lokatę w Pacific Division. Toronto Maple Leafs z 40 pkt., zamykają tabelę Northeast Division.

Komplet wyników i strzelcy bramek z 9 stycznia (środa) 2008:

Washington – Colorado 2:1
Wsh: D. Brashear, D. Steckel
Col: M. Svatos

Chicago – Dallas 1:3
Chi: R. Lang
Dal: L. Eriksson, S. Barnes, B. Morrow

Anaheim – Toronto 5:0
Ana: C. Perry 2, T. Bertuzzi, D. Weight, B. Bochenski, C. Kunitz

Spotkania zaplanowane na 10 stycznia (czwartek) 2008:

NY Rangers – Philadelphia
Carolina – New Jersey
Atlanta – Florida
Boston – Montreal
Ottawa – Buffalo
Tampa Bay – Pittsburgh
Detroit – Minnesota
St. Louis – Dallas
Edmonton – Phoenix
Los Angeles – Toronto
San Jose - Vancouver

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.