Facebook Google+ Twitter

NHL: Zadyszka Minnesoty

Czwarty kolejny mecz przegrali zawodnicy Minnesoty Wild. Tym razem nie sprostali we własnej hali "Pingwinom" z Pittsburgha. Detroit nie zwalniają tempa. Atlanta wreszcie zwycięska.

Bramkarz Minnesota Wild Josh Harding przepuszcza krążek do siatki po strzale Petra Sykory z Pittsburgh Penguins w trzeciej tercji meczu hokejowej ligi NHL, 30 bm. Pingwiny z Pittsburgha zwyciężyły 4-2. (jkm) / Fot. PAP/EPA/CRAIG LASSIGPonad 18,5 tysiąca fanów Minnesoty zgromadzonych w Xcel Energy Center daremnie czekało na przebudzenie się swoich ulubieńców. Po wspaniałym początku sezonu i zgodnym okrzyknięciu przez komentatorów zespołu z Minneapolis rewelacją rozgrywek, teraz przyszedł wyraźny kryzys. To już czwarta porażka z rzędu.

Pierwsza tercja absolutnie nie zapowiadała kolejnej klęski gospodarzy. Bardzo dobrze zaprezentowali się w obronie i aktywnie w ataku. Mieli korzystny bilans strzałów (10-6). Nie potrafili jednak udokumentować tego golami. Dobrze spisywali się bramkarze obu zespołów, w związku z czym po pierwszych dwudziestu minutach był bezbramkowy remis.

Drugie stracie należało już do Pittsburgha. Przyjezdni przejęli inicjatywę, szczególnie w grze ofensywnej. W przeciwieństwie do postawy Wild w pierwszej odsłonie "Pingwiny" potrafiły przełożyć dobrą grę na bramki. W 24. minucie krążek do bramki Josha Hardinga skierował Evgenii Małkin, kończąc akcję Sidneya Crosby'ego. 180 sekund później gospodarze zdołali wyrównać. Branko Radivojevic wyłożył "gumę" do Stephane'a Veilleux'a i stojący w bramce gości Dany Sabourin skapitulował. Jednak nim opadły emocje po wyrównaniu przez Minnesotę ponownie dał o sobie znać duet Crosby-Małkin. Kapitan Pittsburgha dogrywa do rosyjskiego napastnika i ten zdobył swoją drugą (a 5. w sezonie) bramkę. Na to trafienie Wild nie zdołali odpowiedzieć w tej tercji.

Ostatnie stracie miast przynieść sukces gospodarzom, jeszcze bardziej udokumentowało przewagę Pengiuns. W 47. minucie poderwali się jeszcze raz zawodnicy Minnesoty. Mikko Koivu obsłużył Briana Rolstona i było 2:2. Jednak dla gospodarzy to już było wszystko. Od tego momentu inicjatywa przeszła na stronę przyjezdnych. Wprawdzie oddali mniej strzałów na bramkę (9-12), ale pokazali jak wygląda efektywna gra. W pięć minut po wyrównaniu "Pingwiny" ponownie prowadziły. Jeszcze raz asystę zaliczył Sidney Crosby. Tym razem autorem trafienia był Petr Sykora. Chwilę później bohater dnia sam trafił do siatki. Krążek rozegrali między sobą Evgenii Małkin i Sergiej Gonchar, zaś autorem trafienia został Sidney Crosby. Wychodząc z hali kibice Wild zapewne zastanawiali się jak długo będzie trwał kryzys ich ekipy? Po tym spotkaniu Pittsburgh Penguins jest na drugim miejscu w Atlantic Division z 13 pkt., zaś Minnesota Wild z 16 punktami ciągle lideruje Grupie Północnozachodniej.

Zwycięska Atlanta


Dotychczasowa czerwona latarnia rozgrywek (Atlanta) po wczorajszym meczu oddała to mało zaszczytne miano w ręce hokeistów New Jersy Devils. Thrashers sprawili nie małą niespodziankę, bowiem nie dość, że wygrali na wyjeździe, to jeszcze pokonali znacznie wyżej notowaną ekipę Montreal Canadiens. Ponad 21 tysięcy ludzi w Bell Center było srodze zawiedzionych postawą swoich ulubieńców po końcowej syrenie.
Już w pierwszej tercji kibice Canadiens mocno przecierali oczy ze zdumienia. Najsłabsza do tej pory drużyna rozgrywek zepchnęła Montreal do głębokiej defensywy. Atlanta osiągnęła przygniatającą przewagę w strzałach 13-2! Jednak gościom zabrakło skuteczności, a to za sprawą rewelacyjnej w tej części gry postawy bramkarza "Kanadyjczyków" Carey'a Price'a.

W drugiej odsłonie wprawdzie gra się bardziej wyrównała (9-11 w strzałach dla gospodarzy), ale to goście zagrali skuteczniej. Zanim do tego doszło, jednak pierwsi z miejsc poderwali się fani Canadiens. W 29. minucie grający w przewadze hokeiści Montrealu znaleźli sposób na pokonanie stojącego w bramce gości Johana Hedberga. Po indywidualnej akcji krążek do bramki wpakował Alex Kovalev. Gracze Atlanty nie załamali się tym niepowodzeniem i cierpliwie dążyli do poprawy rezultatu. Udało im sie to w 37. minucie. Wtedy to w odstępie niespełna 60 sekund nie tylko wyrównali, ale i wyszli na prowadzenie. Do remisu doprowadził Eric Perrin, zaś drugą bramkę dla Thrashers zdobył Wiaczesław Kozłow.

W trzeciej tercji Montreal skutecznie zaatakował. Osiągnął przewagę w uderzeniach na bramkę rywali 16-11 i przede wszystkim wyrównał. Bramka na 2:2 padła jednak dopiero w samej końcówce. Na dwie minuty przed końcem Saku Koivu otrzymał podanie od Alexa Kovaleva i zagrał do Christophera Higginsa. Ten oddał strzał w kierunku bramki gości i za chwile utonął w objęciach kolegów.

W dogrywce kibice nie doczekali się goli. Goście nie oddali nawet jednego strzału, zaś gospodarze odnotowali 4 próby. W rzutach karnych to jednak Atlanta okazała się lepsza. Młody gwiazdor "Drozdów" Ilja Kovalchuk zaliczył decydujące trafienie i sensacja stała sie faktem. W tabeli Northeast Division Montreal jest drugi z 15 punktami, zaś Atlanta nadal okupuje ostatnią pozycję Southeast Division z 8 "oczkami".

Kto zatrzyma Detroit?


W pierwszym miesiącu rozgrywek wyśmienicie prezentują się hokeiści Detroit Red Wings. Zgromadzili już 21 punktów i liderują całej lidze. Do tego należy dodać 10 zwycięstw w 13 spotkaniach. Ten imponujący bilans napawa chyba co raz większym strachem kolejnych rywali "Czerwonych Skrzydeł", tym razem pobici zostali "Nafciarze" z Edmonton.

Pierwsza bezbramkowa tercja już wskazywała, kto tego wieczoru będzie nadawał ton wydarzeniom na lodzie. Detroit zepchnęło gospodarzy do obrony (bilans strzałów 13-7) i tylko dobrej postawie Dwayna Rolosona stojącego w bramce Oilers zawdzięczają czyste konto. W drugiej odsłonie padły pierwsze gole. Najpierw goście wykorzystali skutecznie okres gry w przewadze. W 25. minucie Niclas Lidstroem posłał krążek na kij Henrika Zetterberga, a ten wyprowadził Red Wings na prowadzenie, strzelając jednocześnie swoją 10. bramkę w sezonie. Ku uciesze swoich fanów (w Rexall Place zgromadziło sie blisko 17 tysięcy fanów hokeja) "Nafciarze" 120 sekund później wyrównali. Bezbłędnego do tej pory Chrisa Osgood'a pokonał Steve Staios, obsłużony przez Jarreta Stolla.

Trzecia tercja należała jednak do gości. Poprawili grę w obronie (strzały 9-3 dla Detroit) i jeszcze raz tego wieczoru zdołali umieścić krążek w bramce rywali. Na 25 sekund przed końcem Paweł Datsyuk wyłożył krążek do Valtteri Filpulli i ten dobrze spisujący się w ostatnich meczach zawodnik Red Wings przesądził o ich zwycięstwie.

Wyniki i strzelcy bramek 30 października (wtorek):



Minnesota - Pittsburgh 2:4
Min: S.veilleux, B.Rolston
Pit: E.Malkin 2, S.Crosby, P.Sykora

Montreal - Atlanta 2:3, karne
Mon: A.Kovalev, C.Higgins
Atl: E.Perrin, V.Kozlov

St.Louis - Phoenix 1:2
SLB: B.Boyce
Phx: M.Zigomanis, F.Sjostroem

Calgary - Nashville 5:1
Cal: J.Iginla 2, M.Lombardi, K.Huselius, E.Nystrom
Nsh: A.Radulov

Edmonton - Detroit 1:2
Edm: S.Staios
Det: H.Zetterberg, V.Filppula

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.