Facebook Google+ Twitter

Nic na siłę! O Wołyniu i stosunkach polsko-ukraińskich

W polskim Sejmie trwa zagorzała debata, dotycząca projektu uchwały w związku z siedemdziesiątą rocznicą zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu.

Mural poświęcony Zbrodni Wołyńskiej został odsłonięty 10 bm., na kamienicy przy ul. Młynarskiej 34 w Warszawie / Fot. PAP, Grzegorz JakubowskiPlatforma Obywatelska i Ruch Palikota, w trosce o dobre kontakty z ukraińskim sąsiadem, we wspomnianej uchwale nie chcą użyć wprost sformułowania « ludobójstwo ». Z kolei pozostałe partie, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej, Solidarna Polska, Prawo i Sprawiedliwość oraz Polskie Stronnictwo Ludowe (gwoli ścisłości - koalicjant PO) postulują, by określenie « ludobójstwo » zostało jednoznacznie wpisane do sejmowej uchwały. Ma ona posłużyć w nagłośnieniu tragicznych - i zarazem mało znanych - wydarzeń, zarówno w zachodniej Europie, jak i w Polsce. Okazuje się bowiem, że badania opinii społecznej, przeprowadzane w ostatnich latach wśród polskich obywateli, wielokrotnie udowadniają, że większość Polaków nie ma wiedzy dotyczącej wołyńskiej zbrodni. Mówiąc wprost, przeciętny obywatel RP nie ma pojęcia, co tak naprawdę wydarzyło się na tych ziemiach.

W ostatnich latach ludobójstwo na Wołyniu przegrywało z bieżącą polityką i ze stosunkami polsko-ukraińskimi, do których wszystkie rządy RP przykładają dużo uwagę od czasów Pomarańczowej Rewolucji. Zdaje się, że tym razem jest podobnie i po raz kolejny pamięć o zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów, przegrywa z dyplomacją i tak zwaną polityczną poprawnością, która zdaniem partii rządzącej jest niezbędna w stosunkach polsko-ukraińskich. Bądźmy delikatni wobec naszych ukraińskich sąsiadów, to się nam opłaci! Tak właśnie brzmi komunikat partii rządzącej, która próbuje przeforsować nieprecyzyjną, ale za to bardzo „dyplomatyczną” wersję uchwały sejmowej, dotyczącej wołyńskiego ludobójstwa.

Tak więc rozpoczęła się w Rzeczypospolitej kolejna awantura o Historię, o polityczną poprawność, o zasady czy też ich brak. Jednak w tym politycznym sporze nie pada pytanie najważniejsze. Nikt nie zastanawia się nad tym, jaki dla Polski jest bilans stosunków polsko-ukraińskich? Mówiąc wprost, czy wschodnia strategia polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych odniosła sukces, czy poniosła porażkę? Czy stosunki polsko-ukraińskie, w ich aktualnym kształcie, są dla kraju nad Wisłą atutem czy może jednak balastem?

Rzeczypospolita Polska usiłuje zdobyć status ojca ukraińskiej transformacji i demokratyzacji. Jednak trudno nie zauważyć, że na Ukrainie - z momentem przejęcia władzy przez Viktora Janukowicza w lutym 2010 roku - transformacja ustrojowa została zatrzymana. Tymczasem o demokrację na Ukrainie coraz trudniej, a obowiązujące standardy w państwie Janukowicza i Partii Regionów bardziej przypominają białoruskie, niż europejskie normy. Ukraina ma coraz większy problem z przestrzeganiem praw człowieka, zmaga się z gospodarczym kryzysem i szerzącą się korupcją. Ukraińskie państwo może i jest państwem prawa, lecz prawo to występuje tylko na papierze. Oblicze tego kraju bardziej przypomina Rosję Wladimira Putina i to pod każdym względem.

Piłkarskie finały Euro2012, które miały przybliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej, okazały się pod tym względem bardzo rozczarowujące. Każdego dnia Ukraina oddala się od Europy. Zaś prezydent Janukowicz, który przy każdej okazji podkreśla swoje europejskie ambicje i swoje przywiązanie do przyszłej ukraińskiej integracji z Unią Europejską, podąża jednak drogą Aleksandra Łukaszenki, a ideowo z pewnością bliżej mu do Wladimira Putina, niż do Jose Manuela Baroso.
Polska dyplomacja, która pokładała wielkie nadzieje w Partnerstwie Wschodnim Unii Europejskiej i jego wyraźnie proukraińskim charakterze, nie przyznaje się do swojej porażki. Zamiast tego, przedstawiciele kraju nad Wisłą bronią na forum europejskim Ukrainy. Bronią jej osiągnięć, mimo, że ich nie ma i starają się zatrzeć złe wrażenie, które powodują kolejne antydemokratyczne działania władz ukraińskich. Broniąc tego, czego się obronić nie da, w oczach swoich europejskich partnerów Polska traci na wiarygodności. Przecież zarówno instytucje Unii Europejskiej, jak również przedstawiciele państw członkowskich UE widzą, że proces europeizacji na Ukrainie absolutnie nie zadziałał, a Partnerstwo Wschodnie - pomimo wiązanych z nim nadziei i poniesionych niebagatelnych kosztów finansowych - nie przyniosło na Ukrainie większych efektów. Można zaczarowywać rzeczywistość na milion sposobów. Jednak, jakkolwiek by na to nie patrzeć to nie sposób nie zauważyć, że Ukraina nie podąża w stronę demokratyzacji i europeizacji. Można jedynie spierać się o to, czy Ukraina ma w przyszłości szansę na przystąpienie do Unii Europejskiej. Podkreślam – w przyszłości, ponieważ aktualny stan rzeczy na Ukrainie wyklucza jej integrację z Unią Europejską w następnych dwóch dekadach.

Rzeczpospolita Polska poświęciła w ostatniej dekadzie wiele uwagi stosunkom polsko-ukraińskim. Zdecydowana większość polskich elit politycznych wiązała z partnerstwem polsko-ukraińskim wielkie nadzieje, które się jednak nie ziściły, ponieważ Ukraina poszła w zupełnie innym kierunku, niż można było się tego spodziewać jeszcze dziewięć lat temu, kiedy to - na fali Pomarańczowej Rewolucji - władzę obejmował Viktor Juszczenko. Jednak zaklinanie rzeczywistości nie ma najmniejszego sensu, ponieważ czyniąc to, Polska traci na wiarygodności na forum europejskim. Partnerstwo polsko-ukraińskie nie przyniosło oczekiwanych skutków. Ukraina nie poszła polską drogą i nie zastosowała polskiego modelu transformacji ustrojowej. Ukraina nie weszła na drogę integracji z Unią Europejską i nie zdołała zbudować demokratycznego państwa prawa. W tym momencie Ukraina pozostaje zawieszona w próżni. Podzielona (na proeuropejski zachód i prorosyjski wschód) sama jest rozdarta i nie wie, w która stronę ma pójść. Dopóki Ukraina nie zdecyduje się na podjęcie spójnej strategii, co do swojej geopolitycznej przynależności, to żadne dyplomatyczne zabiegi nie pomogą. A wszystkie, zarówno polskie, jak również europejskie próby wsparcia i demokratyzacji tego kraju, okażą się nieskuteczne.

Bilans stosunków polsko-ukraińskich jest dla Polski wyraźnie ujemny. Krótko mówiąc, próbując budować na siłę partnerstwo z Ukrainą, kraj nad Wisłą traci swój czas. Zaś ci politycy, którzy uważają, że polityczna poprawność wobec Ukrainy przybliży ten kraj do Polski i do Europy są w wielkim błędzie. Ukraina musi się samookreślić: Unia Europejska czy Rosja, polski model transformacyjny czy droga białoruska. Takie pytania stoją dzisiaj przed Ukrainą, a od ich odpowiedzi zależy wszystko, co dotyczy jej przyszłości.

Dlatego postuluję: nic na siłę! Pozwólmy Ukrainie odnaleźć swoją własna drogę i podjąć decyzję, co do jej politycznej i międzynarodowej przyszłości. Nic na siłę, niech Ukraina i jej obywatele sami odpowiedzą na pytanie, czego chcą, bo nie da się jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko. Jednak odpowiedzi na te pytania nie przyjdą natychmiast, a sama Ukraina potrzebuje co najmniej jednej dekady, by się samookreślić i przynajmniej z grubsza uporządkować swoje wewnętrzne problemy. Jednak dopóki się to nie stanie, o żadnym wiarygodnym partnerstwie polsko-ukraińskim nie ma co marzyć i czas, by kraj nad Wisłą i jego przedstawiciele to zrozumieli! Czas najwyższy!


Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.