Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1290 miejsce

Nic to, Baśka... czyli prawdziwe okoliczności śmierci Wołodyjowskiego

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-05-23 17:34

Czy Sienkiewicz ściśle trzymał sie kart historii? Gdzie w Trylogii mamy do czynienia z faktami, a gdzie fantazja twórcza pisarza przenosi nas w świat legend i mitów?

"Za osobliwe dobrodziejstwa i szczególniejszą protekcje, jaką ja od Pana Boga Najwyższego i Syna Jego Jedynego otrzymał, do również szczególniejszej poczuwając się wdzięczności, ślubuje i poprzysięgam, iż jako On i syn Jego mnie wspomogli, tako i ja do ostatniego tchu Krzyża świętego będę bronił. (...) choćby mi też pod gruzami pogrześć się przyszło... Tak mi dopomóż Bóg i święty Krzyż - Amen!"... - nie możemy wykluczyć, że słowa tej przysięgi padły w kamienieckim kościele, jednak z calą pewnością nie wyszły z ust Wołodyjowskiego.

Jerzy Wołodyjowski (imię Michał zostało nadane mu przez Sienkiewicza) urodził się prawdopodobnie w roku 1620, w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Jako „chudopachołek“ jest pozbawiony szans kariery urzędowej. Jedyną drogą, która daje mu możliwość zdobycia fortuny i stanowisk jest żołnierka. Wołodyjowski zostaje partyzantem, długie lata spędza na kresach prowadząc na własną rękę wojnę przeciwko luźnym watahom tatarsko-tureckim, zapuszczającym swe zagony na te ziemie (wieloma cechami prawdziwego Wołodyjowskiego obdarzył Sienkiewicz innego bohatera Trylogii – Andrzeja Kmicica). Okrywa się niemałą sławą żołnierską i zdobywa olbrzymie lupy.

W roku 1662 żeni się z Krystyną z Jeziorkowskich – piękna i młodziutka Basia Jeziorkowska to postać stworzona przez Sienkiewicza – wdową po trzech mężach i niewiastą już nieco leciwą, prawdopodobnie kilka lat od Jerzego starszą. Wołodyjowski odkłada na dłuższy okres czasu szablę i zajmuje się gospodarstwem. Robi to na tyle dobrze, aby pod koniec życia stać się bardzo bogatym człowiekiem. Do państwa Wołodyjowskich należy w roku 1668 około 13 tys. hektarów ziemi uprawnej, 20 wsi, dwa dwory obronne oraz dwie kamienice w Kamieńcu Podolskim. Ze złupionych na Tatarach kosztownościach, drogiej broni, złocie itp. posiada Jerzy zawrotną na owe czasy sumę 100 tys. złotych.

W tym samym roku zostaje starostą przemyskim, a trzy lata później komendantem pogranicznej stanicy w Chreptiowie. Swoje obowiązki wykonuje znakomicie, oczyszczając teren z „kup swawolnych“. W roku 1669 hetman Jan Sobieski wyjednuje mu stanowisko rotmistrza dragonów w Kamieńcu Podolskim, co ostatecznie przesądza o jego późniejszych losach.

2 sierpnia 1672 olbrzymia armia turecka przekracza Dniestr, a Kamieniec, pozostawiony samemu sobie przez nieudolnego króla Michała Korybuta Wisniowieckiego zaczyna przygotowywać się do obrony, dysponując zaledwie ok. 1500 żołnierzami. Obok Wojciecha Humieckiego (zginął podczas oblężenia) i Kazimierza Myśliszewskiego jednym z dowódców jest Jerzy Wołodyjowski. Krystyna opuszcza męża i zabierając ze sobą kosztowności oraz testament Jerzego udaje się na Litwę. W czasie ciężkich walk staje się Wołodyjowski faktycznym komendantem twierdzy mimo braku doświadczenia w wojnie obronnej.

26 sierpnia Kamieniec znajduje się w beznadziejnej sytuacji. Inżynierowie tureccy zdołali podłożyć pod Starym Zamkiem miny i mogą go w każdej chwili wysadzić w powietrze. Polacy decydują się na poddanie twierdzy. Warunki poddania, które dyktuje Mohhamed IV są dość łagodne: wojsko wraz z rodzinami i dobytkiem ma prawo opuścić Kamieniec; mieszczanie, którzy zechcą pozostać nie doznają szwanku na ciele lub dobrach. Polscy emisariusze (rotmistrz Myśliszewski, sędzia ziemski podolski Stanisław Gruszecki, stolnik kamieniecki Kazimierz Rzewuski) udają się do tureckiego obozu. Podpisują warunki kapitulacji i wracają do Kamieńca. W tej chwili twierdza wylatuje w powietrze; panika, szok, zaskoczenie, Turcy chwytają za broń… Czy Polacy nie dotrzymali warunków umowy?

Nie wiemy co się naprawdę wydarzyło… Oficjalna wersja strony polskiej brzmiała: „pijane żołdactwo zaprószyło ogień w zbrojowni“ – to miało udobruchać sułtana i nie dopuścić do jego krwawej zemsty. Prawda wygląda zapewne troszkę inaczej… Oficer artylerii, Kurlandczyk pochodzenia niemieckiego Hejking, wysadził w powietrze ponad 200 beczek prochu, czy to powodowany honorem, czy też pragnąc zatrzeć ślady malwersacji w powierzonej jego pieczy zbrojowni, jak twierdził biskup kamieniecki Wespazjan Lanckoroński. Zginęło około 500 ludzi (inne źródła podają liczbę 800), w tym usiłujący ratować się ucieczką Jerzy Wołodyjowski, co bardzo obrazowo opisuje wiersz z „Relacji Kamieńca wziętego przez Turków w roku 1672“:

"Gdy zazrzał ogień ten Wołodyjowski
Chciał się na koniu na wał umknąć troszki,
A wtem kartacze, będąc zapalone,
Precz mu wyrwali głowy tylną stronę.
Kość wszystka z mózgiem nie wiem gdzie się działa,
tylko twarz jedna z okiem się została"

Jerzy Wołodyjowski był polskim patriotą i doskonałym żołnierzem. Jego życie i śmierć nie przynoszą mu ujmy. Mimo tego wykreowanie postaci Wołodyjowskiego na „Hektora kamienieckiego“ jest fikcją literacką… Czy możemy mieć jednak o to do Sienkiewicza pretensje? Wszak pisał “ku pokrzepieniu serc” w jednym z najcięższych okresów polskiej historii. Trylogia spełniła swoją rolę, podobnie jak swoją, dużo mniejszą, spełnił w Kamieńcu Jerzy Wołodyjowski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Danuta Dobryńska
  • Danuta Dobryńska
  • 26.05.2012 14:01

Powiedzcie mi czy to prawda. W mojej rodzinie chodzą pogłoski , że niegdyś mój praprapraprapradziad jechał przez gęstą puszczę (podczas potopu szwedzkiego) i zobaczył piękna dziewczynę oczywiście w jego wieku.nagle usłyszał tupot koni. podjechał do niej i powiedział , że nadjeżdżają wrogowie. Pojechali dalej w puszczę. jednak zabłądzili i dojechali gdzieś do rzeki. Smażyli ryby i jeździli po tej puszczy i szukali drogi powrotnej. Po paru dniach znaleźli ją. Ale mój przodek zakochawszy się w niej i przyjeżdżał do niej . wzięli ślub. Gdy Turcy szli na Polskę to ona była w ciąży , a on o tym nie wiedział. Poszedł na wojnę i zginął.

Komentarz został ukrytyrozwiń
ja
  • ja
  • 12.01.2011 15:51

"okres czasu"!? Chrystusie Nazareński Królu Żydowski...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jest autentycznie ciekawe. Plus uczciwie zarobiony :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) przeczytałam jednym tchem. Dobra robota - rzetelny materiał, świetnie przedstawiony;
a co do Baśki to muszę zgodzić się ze zdaniem Beaty B. to jedyna udana postać kobieca u Sienkiewicza :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znakomity artykuł, gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mity upadają. Dowódca Orła zrejterował z placu (akwenu) boju, zaś bohaterskim obrońca Westerplatte okazał się inny oficer... Nawet bohaterów mamy coraz mniej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Rzetelny, ciekawy tekst. Przeczytałem go z wielkim zainteresowaniem.
Dodałbym, że Michał Wołodyjowski był, z tego co pamiętam, wiśniowiecczykiem. Gdzieś kiedyś, na fali zainteresowania Trylogią, wyczytałem, że Sienkiewicz prawdopodobnie połączył w "Potopie" obu Wołodyjowskich tym dialogiem z Kmicicem "Właściwie to ja jestem Jerzy Michał...", żeby móc wprowadzić Kamieniec. Ów Michał miał być już trochę wiekowy - i tyle pamiętam.
Zabiła mnie jeszcze swego czasu informacja, że mężami pani Wołodyjowskiej byli właśnie ci panowie, o których wspomina stolnikowa Makowiecka, że smalili cholewki, a później umarli...
No i to Krystynie W. Krzyśka Ketlingowa zawdzięcza swoje imię.
Natomiast wysadzenie Kamieńca Podolskiego... załóżmy, że świadome, jak u Sienkiewicza. Zawsze mnie zastanawiało, co jest bardziej patriotyczne: zginąć, a nie oddać twierdzy, czy ocalić 500-800 zaprawionych w bojach żołnierzy, którzy przydaliby się gdzieś indziej? Sienkiewicz asekuruje się tym "Ach, Ketling pospieszył się zanadto"... ale ja wciąż tu pokrzepienia nie widzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech, gdzie ten tekst? Gdyby nie fakt, że wystawiłeś mi komentarz, przeoczyłabym go, a byłaby to wielka szkoda (dla mnie:)) Plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.05.2007 12:04

Beata_B: niestety... Krystyna Wolodyjowska nie miala "dziarskiego charakteru hajduczka" :-) Po smierci Wolodyjowskiego walczyla jak lwica o spadek po nim (coz, byla kobieta praktyczna) :-), nastepnie wyszla po raz piaty za maz za nie tak wojowniczego Dziewianowskiego... Ich prapraprawnuk profesor Marian Kamil Dziewianowski zmarl w 2005 roku w Stanach.... ale to juz chyba surowiec na inny artykul :-) Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.