Sondaże przedwyborcze zszokowały wszystkich obserwatorów brytyjskiej polityki. Liberalni Demokraci skazywani zawsze na rolę najwyżej języczka u wagi w starciach między dwoma potężnymi ugrupowaniami - torysami i Partią Pracy - stali się nieoczekiwanym liderem.
Według niektórych sondaży wyprzedzają dotychczasowych faworytów: Partię Konserwatywną o 1 punkt i prawie o 10 punktów Partię Pracy. Według innych minimalnie przegrywają z ugrupowaniem Davida Camerona. Jednak wiele wskazuje na to, że to partia Nicka Clegga może zdobyć najwięcej głosów w zaplanowanych na 6 maja wyborach. I choć zapewne nie pozwoli jej to na utworzenie rządu, stanie się wielką siłą w brytyjskiej polityce. Może także zmienić dotychczasową politykę brytyjską.
Niezwykły skok w sondażach przyniosły partii Clegga telewizyjne debaty wyborcze. Pierwsza odbyła się 15 kwietnia i przyniosła liderowi Liberalnych Demokratów miażdżące zwycięstwo nad faworyzowanym szefem torysów Davidem Cameronem oraz liderem Partii Pracy, obecnym premierem Gordonem Brownem. Brown tłukł w mównicę, Cameron mocno ściskał jej krawędź, a Clegg, najbardziej wyluzowany, nonszalancko trzymał ręce w kieszeni
Jak wynika z internetowego sondażu przeprowadzonego na zlecenie "Timesa" przez ośrodek Populus, 61 proc. widzów uznało Clegga za zwycięzcę 90-minutowej debaty. Dla porównania, Davida Camerona wskazało 22 proc. respondentów, Gordona Browna zaś tylko 17 proc.
Clegg uczcił zwycięstwo papierosem i lampką wina, po czym wrócił na trasę swojej kampanii wyborczej. Członkowie jego komitetu wyborczego nie kryli zadowolenia, choć - jak utrzymywali - od początku wiedzieli, że ich kandydat zabłyśnie na dużej scenie.
Więcej czytaj na stronie:
Magazyn The Times