Facebook Google+ Twitter

Nicka Hornby'ego powrót do korzeni, czyli naga "Juliet, naga"

Fani powieści lekkich, łatwych i przyjemnych powinni jak najszybciej zaopatrzyć się w nową powieść Nicka Hornby'ego, ponieważ spełnia ona wszystkie standardowe wymogi niezłej beletrystyki.

Fabuła powieści balansuje na granicy prawdopodobieństwa i marzeń małych dziewczynek. Ale po kolei. Juliet, naga" to początkowo dwie równoległe opowieści, jedna dotyczy życia niezbyt szczęśliwej pary - Annie i Duncana, natomiast druga odsłania kulisy prywatnego życia byłego gwiazdora rocka, który przed wielu laty zniknął ze sceny i zaszył się w nikomu nieznanym miejscu. Jego niezapodziewana ucieczka ze świata blichtru i conocnych imprez wywołała konsternacją wśród wielbicieli jego twórczości, którzy dzięki internetowi do dziś wymieniają się nieraz zupełnie nieprawdopodobnymi hipotezami co do miejsca pobytu idola.

Pewnego dnia Duncan, jako znany crowe'olog (bo piosenkarz nazywa się Tucker Crowe), dostaje do recenzji pierwszą od po latach płytę swojego ulubieńca. Annie, mniej entuzjastycznie nastawiona do muzyki płynącej z nowej płyty, postanawia utrzeć nosa szalejącemu z radości Duncanowi i publikuje równolegle do niego tekst o wrażeniach po przesłuchaniu "Nagiej". I to właśnie do niej odzywa się sam Tucker.

Kolejne wydarzenia to ciąg szczęśliwych i nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, dziwnych decyzji, trudnych sytuacji. Internet staje się sposobem komunikacji między zagubioną kobietą i nieszczęśliwym mężczyzną, która to relacja z czasem nabiera coraz mocniejszych rumieńców. Jednocześnie w życiu obojga dochodzi do fundamentalnych wręcz zmian, które umożliwiają wyzbycie się wyrzutów sumienia, wywołanych przez poufałość za pomocą sieci z zupełnie obcą osobą.

Nick Hornby wiele razy udowodnił, że lubi pisać powieści o poszukiwaniu siebie. Jego bohaterowie bardzo często przechodzą przez kolejne karty książki, zmieniając się wewnętrznie, pokonując nieraz bardzo wyboistą drogę do poznania siebie. Poprzez stawanie twarzą w twarz ze swoją najciemniejszą stroną, każdy z nich stara się odpowiedzieć sobie na pytanie o to, kim jestem i czy nie zmarnowałem czasu, który został mi dany.

Tucker Crowe bardzo przypomina Willa, bohatera powieści "Był sobie chłopiec". Obaj zaczynają dorastać jakieś 20 lat za późno, obaj żyją beztrosko i dopiero mali chłopcy pomagają im dojrzeć, obaj zastanawiają się nad tym, co udało im się osiągnąć lub czego nie zdołali zdobyć. "Juliet, naga" nawiązuje również do "Wierności w stereo", pokazując problem wyrzutów sumienia, które przecież towarzyszą każdemu człowiekowi. Z kolei przebijający miejscami humor przywodzi na myśl starą, dobrą "Gorączką futbolową".

Słowem, Nick Hornby nie zawiedzie czytelnika, który ma ochotę na sporą dawkę śmiechu, ale i chwilę zadumy nad książką. Mnie w pamięci utkwiło szczególnie zdanie o tym, że największą krzywdę człowiek wyrządza sobie, lecząc ranę morfiną. To bardzo trafna refleksja nad sposobem ucieczki od tego, co kogoś najbardziej w życiu boli. Może to być brak dzieci, niezrozumienie z partnerem czy brak weny twórczej. Nigdy jednak nie należy się poddawać. I to przede wszystkim chce nam uświadomić Nick Hornby.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.