Facebook Google+ Twitter

Nie będzie szybko „wolnych granic”

Zapowiadało się ciekawie – 1 maja 2004 r. Polska wchodzi do Unii, 28 października 2006 r. przystępuje do strefy Schengen, a kontrole na granicach zostają zniesione. Jednak nie zostaną, bo… Unia nie dotrzymała terminu.

Warunkiem zniesienia owych kontroli granicznych jest przystąpienie Polski do strefy Schengen. By jednak tak się stało, konieczne jest uruchomienie superkomputera monitorującego przemieszczanie się osób i towarów po całym kontynencie.

Stworzony byłby po to, by rejestrować nie tylko, kto i kiedy przekroczył granice na obszarze całej Wspólnoty, ale także, jakie są jego cechy biometryczne takiej osoby, czy złamała ona prawo i co przewozi.


fot. Agnieszka MaternaSystem miał być uruchomiony już w marcu 2007 r., by do października podłączyć do niego tysiące terminali policji, straży granicznych i innych instytucji.  Taki system działa już w krajach starej Unii. Jakże wielkie byłoby ułatwienie dla milionów Polaków przekraczających granice z Czechami, Słowacją, Słowenią, Węgrami, Litwą, Łotwą, Estonią i pozostałymi krajami UE. Za budowę SIS2 – bo tak miałby się on nazywać – odpowiedzialna jest Komisja Europejska. Jednak jej dyrektor poinformował niedawno, że terminu dotrzymać się nie da.


Przyzwyczailiśmy się, ze wszystko co opóźnione wynika z winy Polski; tym razem w głównej mierze winna jest Unia. Nieoficjalnie mówi się, że chodzi o opóźnienie nawet do dwóch lat.

Osobną kwestią, a jakże z tym powiązaną jest sprawa zniesienia wiz dla Polaków wyjeżdżających do USA, gdyż Amerykanie widzieliby, że dzięki Schengen nasz kraj potrafi skutecznie zatrzymać ewentualnych terrorystów. Przez co sprawa zniesienia tych ciążeń nadal pozostaje sporną i nierozwiązaną kwestią.


Z opublikowanego niedawno raportu polskiego MSWiA wynika, że także w Polsce prace nad tym projektem są daleko w tłoku, gdyż do tej pory nie udało się rozpisać nawet przetargu na wykonawcę polskiego „komponentu SIS2”. Lokalizacja supermaszyny byłaby w Strasburgu, a w budynkach austriackiej armii w Salzburgu mieściłby się drugi, zapasowy.

Wygląda na to, że teraz zamiast wziąć się do ostrego nadrabiania strat i współpracy, obie strony będą się wzajemnie oskarżać, kto jest winny opóźnieniu. Czy któryś z eurokratów poniesie z tego powodu jakieś konsekwencje? Możemy być pewni, że nie. W obecnym systemie działania Unii, Komisja Europejska, mimo ogromnych kompetencji, praktycznie nie podlega rozliczeniom. Pytanie tylko, kto na owym opóźnieniu traci? I my i Unia Europejska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.