Facebook Google+ Twitter

Nie bójmy się prosić o pomoc, nie bójmy się jej przyjąć...

Spotkany przypadkiem mężczyzna w trudnej sytuacji życiowej poprosił o pomoc w zorganizowaniu żywności i ogrzewania na nadchodzącą zimę. Dzięki interwencji dziennikarza Wiadomości24.pl pan Tadeusz ma szansę na godne życie, ale czy z niej skorzysta?

Pomoc dla bezdomnych / Fot. Dziennik BałtyckiWrześniowy poranek. Idąc jedną z głównych arterii miasta na swojej drodze napotykam poważnie zaniedbanego psa. Zwierzę intensywnie się drapie. Bez trudu można zauważyć ubytek sierści i chorobę skóry. Rozglądam się za właścicielem czworonoga. Opiekunem zwierzęcia okazuje się starszy mężczyzna z wózkiem na rupiecie. Przez chwilę obserwuję mężczyznę i dzwonię do kolegi z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Niestety nie odbiera. Mam dwie możliwości, aby ustalić gdzie mieszka właściciel psa i pomóc zwierzęciu. Mężczyzna właśnie wybiera puszki ze śmietnika chwiejąc się na nogach. Podchodzę i z uśmiechem na ustach zaczynam rozmowę z nieznajomym. Gdy nawiązuje się nić porozumienia, pytam, co dzieje się z jego psem.

Mężczyzna przerywa grzebanie w śmieciach i wyjaśnia, że pies ma od kilku tygodni pchły, a nie stać go na leczenie. Stwierdzam, że mogę mu pomóc i przynieść lek oraz karmę dla psa, lecz w tej chwili spieszę się do pracy i mogę mu owe rzeczy zanieść wieczorem do domu. Starszy człowiek uprzejmie podaje adres. Okazuje się, że mieszka w jednej z biedniejszych dzielnic Zielonej Góry. W międzyczasie udaje mi się zorganizować odpowiednie leki i trochę suchej karmy dla psa. Około godz. 18 próbuję dostać się pod wskazany przez mężczyznę adres. Frontowe drzwi zamknięte na głucho. W jednym z okien na parterze pali się światło. Pukam w szybę. W oknie pojawia się starsza kobieta. Tłumaczę jej powód mojej wizyty. Odchodzi od okna i po chwili otwiera frontowe drzwi. Zapala światło na korytarzu i wskazuje na spróchniałe schody, wyjaśniając: - Na górze, drzwi po prawej.

Pukam do wskazanych drzwi. Słyszę szczekanie psa, Otwiera mężczyzna, którego spotkałem rano. Poznaję także chorego psa. Wchodzę do zaciemnionego mieszkania, w którym wyraźnie czuć stęchliznę i wilgoć. Pytam mężczyznę, czy mógłby zapalić światło. Po kilku minutach w pokoju pali się wyłącznie biurkowa lampa. W jej świetle dostrzegam wiele rupieci, gazet, ubrań, książek, drewnianych skrzynek, pościeli, reklamówek i dwa krzesła. Mężczyzna uprzejmym gestem wskazuje mi jedno z nich. Wypakowuję przyniesione rzeczy. Zauważam, że starszy pan siedzi w kurtce i czapce na głowie, mówi z jeszcze większym trudem niż dzisiejszego ranka. Powarkującego psa częstuję garścią suchego pożywienia.

Rozpoczynam rozmowę, próbując zaaplikować psu dawkę leku. Pytam mężczyznę, jak sobie radzi finansowo. Odpowiada, że ma 400 złotych renty, z czego ok. 100 złotych przeznacza na opłaty za mieszkanie i światło. Pytam, co daje jeść swojemu psu. - Je to samo, co ja - odpowiada mężczyzna. - A jak pan tutaj gotuje? – pytam, rozglądając się po mieszkaniu w poszukiwaniu kuchenki. Mój rozmówca odpowiada, że nie ma kuchenki ani lodówki. Korzysta z kuchenki opałowej, ale jedynie wtedy, kiedy znajdzie w śmietniku drewniane skrzynki, którymi mógłby w niej palić. Podobnie jest z ogrzewaniem. Przyznaje, że nieczęsto zdarza mu się zjeść choć jeden ciepły posiłek w ciągu dnia. Pytam, czy korzysta z pobliskiej stołówki Caritasu. Odpowiada, że już nie. Ostatnio nie utrzymał równowagi i przewrócił się, rozlewając otrzymaną zupę. Wcześniej obiady przynosiła mu siostra, która zmarła przed rokiem i od tego czasu mężczyzna zdany jest na własne siły. A ma ich niewiele, w swoim mieszkaniu chodzi trzymając się mebli a poza domem podpiera się na lasce i wózku. Do tego uskarża się na problemy z mową. W zeszłym roku przebywał w szpitalu. Obecnie nie konsultuje się z lekarzem, gdyż leki zbyt wiele kosztują.

Gdy pytam, czy korzysta z pomocy społecznej mówi, że jedynie raz odwiedziła go kobieta, która spisała jego dane, przyniosła kawę i więcej się nie pokazała. O swojej rodzinie mówi niechętnie. Wyjawił tylko, że ma córkę, która ułożyła już sobie życie i nie utrzymuje z nim kontaktu. - Ma swoje życie - mówi mężczyzna. Nie chce, abym zadzwonił lub napisał do niej w jego imieniu i poinformował o zaistniałej sytuacji. Poprosił jednak, abym pomógł mu zorganizować jakikolwiek opał i trochę żywności na nadchodzącą zimę. Odpowiedziałem, że skontaktuję się z ośrodkiem pomocy społecznej i poproszę o przyjrzenie się sprawie. Spisałem dane mężczyzny, po czym wyszedłem.

Zgodnie z obietnicą następnego dnia zjawiłem się w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Skierowałem się do pracownicy socjalnej, której podlega rejon zamieszkania mężczyzny. Rozmowa nie trwała zbyt długo. Z dziennikarzami nikt tam nie rozmawia bez... pisemnej zgody od mężczyzny na udzielenie informacji z MOPS. Pracownica ośrodka w czasie krótkiej rozmowy nie sporządziła żadnej notatki, a gdy zapytałem, czy nie przyjmie mojego zawiadomienia o zastanej sytuacji, stwierdziła, że porozmawiamy, jeśli dostarczę jej oświadczenie. Po kilku dniach pojawiłem się znów w mieszkaniu pana Tadeusza, który stwierdził, że od czasu mojej wizyty nic się nie zmieniło, nikt go nawet nie odwiedził. Jedynie jego pies przestał się drapać. Napisałem owo oświadczenie, wytłumaczyłem, że jestem dziennikarzem i poprosiłem o podpis na oświadczeniu.

8 października napisałem informację o sytuacji mężczyzny i przekazałem do zielonogórskiego MOPS-u. Trzy dni później ponownie skierowałem swoje kroki do ośrodka. Pracownica socjalna, zajmująca się sprawą mężczyzny, stwierdziła, że nie ma czasu na rozmowę ze mną, po czym odesłała mnie do kierowniczki działu pomocy środowiskowej. Od niej usłyszałem, że dopiero po otrzymaniu mojego pisma w dniu 10.10.2007 r pracownica socjalna udała się do mieszkania mężczyzny i stwierdziła, że... mężczyzna był nietrzeźwy, więc nie mogła się z nim porozumieć. W związku z czym wyznaczono kolejny termin wizyty środowiskowej. MOPS ma w planach zaproponowanie mężczyźnie spędzanie dnia w domu dziennego pobytu, gdzie otrzymałby opiekę i ciepły posiłek. Zaznaczyła jednak, że nie zawsze podopieczni MOPS chcą pomocy, a dzieje się tak z różnych powodów. Przyznanie pomocy wiąże się z kilkoma wywiadami, rozmowami oraz dokładną analizą sytuacji danej osoby. Celem MOPS jest znalezienie najlepszego wyjścia często we współpracy z klientem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

ktoś
  • ktoś
  • 10.11.2011 13:40

Dobry z ciebie człowiek. Ja pracowała u pewnej Pani która prowadzi schronisko ,ale zwolniła mnie bo jak twierdziła nie było ją stać na płacenie mi 1200zł. Po czym za tydzień kupiła nowe meble ,gumolea na podłogi, kozaki dla siebie ze skóry ,nowe kuchnie gazowej itd. Pobiera 1800zł emerytury ma skończone 80lat i zakaz prowadzenia schroniska za liczne malwersacię,to jednak nie stało na przeszkodzie ,aby nazbierać znowu gromadę psów i wykorzystywać naiwność ludzi ,którzy dają na te biedne pieski pieniądze . Za które ich pani dobrze żyje i zatrudnia 4 inne osoby. Można by był napisać książkę co sie tam dzieje jak traktuje się zwierzęta ,ale nikt się tym nie interesuje. Gdzie tu sprawiedliwość . Dobrze ,że są takie ludzie ja Bartek pomagają bezinteresownie . Bo pomoc pani B.W polega na wykorzystywaniu psów do własnego wygodnego życia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus za twoja postawę i wrażliwość. OPSy to biurokratyczne namiastki prawdziwej pomocy społecznej. Ktoś, kto jest samotny, społecznie wykluczony i skrajniej biedny, często łagodzi sobie ból istnienia alkoholem. Nie można niekiedy rozróżnić , co jest tu skutkiem a co przyczyną. MOPsy sobie w takich sytuacjach nie radzą i nie udzielają potrzebującym pomocy , tłumacząc to alkoholizmem swoich potencjalnych klientów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniała postawa! Życzę pozytywnego rozstrzygnięcia sprawy oraz liczę, że zostaną one tutaj opisane :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus za podejście do człowieka!
Czy sprawa ma ciąg dalszy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Bartku chciałbym aby było więcej takich osób jak Ty ... Gorąco pozdrawiam i gratuluję wzorowej postawy. Ponieważ żyjemy w czasie gdzie znieczulica ludzka jest ogromna to tego typu zachowania w stosunku do innych są jak wyszukane perełki ... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartoszu, wielkie brawa za wzorową postawę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A jeśli to był Jezus?

:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Jestes wyjątkowym człowiekiem, Bartku

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.