Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15893 miejsce

"Nie chcę taniej popularności" - wywiad z Krzysztofem Pieczyńskim

Chociaż znany jest jako aktor, napisał już dziewięć książek - ostatnio "Dom Wergiliusza". Coraz rzadziej czyta dobre scenariusze. Zagra w nowym filmie Pasikowskiego. Gościem W24 w ramach cyklu "Znani - nam nieznani" był Krzysztof Pieczyński

Kolejnym gościem W24 w ramach cyklu Od dziecka miał wiele pasji. "Nie wiem, co było pierwsze w moim życiu - pisanie czy aktorstwo" - wspomina Krzysztof Pieczyński. Już jako dziewięciolatek napisał swoje pierwsze opowiadanie, jednak dopiero mając dwadzieścia kilka lat zdecydował się podzielić swoimi tekstami z szerszą publiką. Jednak wówczas nie udało mu się znaleźć wydawcy, z czego ostatecznie cieszy się z perspektywy czasu. "Dobrze, że tak się stało" - podkreśla artysta. Ostatecznie pierwsza pozycja jego autorstwa pojawiła się dopiero w 2000 roku. Od tego czasu na rynku pojawiło się już dziewięć książek Krzysztofa Pieczyńskiego, a ostatnia z nich - zatytułowana "Dom Wergiliusza", miała swoją premierę końcem maja.

Natomiast jeśli chodzi o aktorstwo, ono również pojawiło się w jego życiu dość wcześnie. Będąc dzieckiem, często chorował i gdy jako pięciolatek po raz pierwszy obejrzał western, został niemalże zahipnotyzowany. "Oglądanie mitycznych postaci, dla których nie ma rzecz niemożliwych dla dziecka przykutego przez sto dni do łóżka, było niesamowitym przeżyciem" - zaznacza Krzysztof Pieczyński. "Gdyby nie te filmy, to nie wiem, czy przeżyłbym wszystkie choroby" - dodaje. Jakiś czas później usłyszał bajkę, opowiadaną przez dziecko jego cioci i tak go to zafascynowało, że uznał, iż musi w jakiś sposób też nauczyć się opowiadać tę historię, by zatrzymać ją na dłużej i dalej ją przekazywać. I właśnie te wydarzenia z dzieciństwa spowodowały, że zaczęły się w jego głowie pojawiać myśli o zostaniu aktorem.

Aktor i pisarz Krzysztof Pieczyński gościł w redakcji W24 / Fot. Olga SzczęsnaPo ukończeniu szkoły teatralnej otrzymywał wiele propozycji, grał w wielu produkcjach i z czasem zaczęto nazywać go najlepiej zapowiadającym się aktorem młodego pokolenia. Jednak on zamiast rozwijać się na rodzimym rynku filmowym i teatralnym, postanowił wyjechać do Stanów Zjednoczonych. "Byłem bardzo głodny nowych wyzwań, chciałem mieć ich coraz więcej" - tłumaczy swoją decyzję o wyjeździe aktor. Mimo wielu trudności, które stawały na jego drodze, z perspektywy czasu przyznaje, że był to mityczny i błogosławiony czas. Ostatecznie zdecydował się jednak wrócić do Polski pod koniec lat dziewięćdziesiątych i tu kontynuować swoją przygodę z aktorstwem.

Po powrocie przyjął propozycję zagrania w serialu "Na dobre i na złe", jednak po kilku latach odszedł z obsady telenoweli i dziś nie chce za bardzo o niej rozmawiać. "Zapłaciłem bardzo dużą cenę za tę tanią popularność" - wyznaje aktor. Od tego czasu zagrał w wielu filmach i już wkrótce będzie można oglądać go po raz kolejny na dużym ekranie, gdyż wystąpi w najnowszym filmie Pasikowskiego - "Jack Strong".

Obejrzyj cały wywiad z Krzysztofem Pieczyńskim:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Przeczytałam wywiad, bo lubię aktora. Chcę jednak najpierw odnieść się do formy artykułu. Drogi Autorze, użył Pan kilkakrotnie słowa "wytrycha", otóż: o książkach - "pierwsza pozycja pojawiła się", "od tego czasu na rynku pojawiła się", i dalej: "aktorstwo pojawiło się" "pojawiać myśli o zostaniu aktorem". Jak Pan widzi, słowem "pojawiać się" można zastąpić mnóstwo innych czasowników występujących w mowie polskiej. Dlaczego zwróciłam na to uwagę? Wszyscy dziennikarze TV używają tego zwrotu. I tak: premier się pojawił na spotkaniu albo prezydent nie pojawił się itd. Co do treści: Dlaczego aktor coraz rzadziej czyta dobre scenariusze? i kto to jest:"dziecko jego cioci?". I jeszcze: "przydomek najlepiej zapowiadającego się aktora..." Myślałam, że określenie "przydomek" ma inne znaczenie. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Sam fakt obecności natchnienia, czyli czegoś, co wypływa z nas, ale jednocześnie jest jakby nie nasze, to znaczy pojawia się z takiej głębi, która sprawia, że my jesteśmy niemal narzędziem do wypowiedzenia czegoś
(...)
to było tak, jakby gdzieś w jakiś odległy sposób ten rzymski poeta dotknął tego. Nie chcę mówić nic więcej.../


To natchnienie bywa udziałem ludzi wielu profesji. Bywa rzadko. Od "święta". Na co dzień pozostaje mozolna praca.

Interesujący wywiad, choć... ja może odszedłbym w jednym, dwu miejscach od przygotowanego scenariusza, aby pociągnąć wątek dalej.

Akurat kilka dni temu wyszedłem z Domem Wergiliusza z małej księgarni w Ustce.
Choć wszedłem tam z zamiarem kupna czegoś innego :)
Jeszcze nie czytałem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.